czwartek, 29 czerwca 2017

Rozdział 7 - Stary przyjaciel

Witam wszystkich bardzo serdecznie! Nie ukrywam, że rozdział ten pisało mi się strasznie. Była to dla mnie istna tragedia. Ogólnie nie wiem czy to w ogóle jakoś wyszło, ale nie mnie to oceniać. Jeśli czytasz skomentuj, będzie mi bardzo miło :) Rozdział skupia się głównie na Shadow i Itachim, ale obiecuję, że w następnym nie zabraknie nam Gaary :D Rozdział wyszedł krótszy niż chciałam, musicie mi wybaczyć :)

*

-Odpowiem na wszystkie Twoje pytania ale musimy stąd iść zanim ktoś zauważy Twoją obecność. Chciałabym uniknąć bratobójstwa w moim domu.
I poszli, a właściwie teleportowali się do wybranego przez Shadow miejsca. Odetchnęła kilka razy. Tłumaczenie czym jest Rada nie jest proste. A wiedziała, że to nie będzie jedyne pytanie Itachiego. Zacisnęła mocno dłonie. Miała serdecznie dość tego dnia. Chciała mieć już z tym wszystkim spokój.
-Czym jest Rada Shadow?
Wiedziała, że jest niecierpliwy, ale żeby aż tak? Warknęła i opadła na fotel.
-Lepiej usiądź Uchiha. To co usłyszysz może zwalić Cię z nóg.
Posłusznie usiadł na drugim fotelu. Spoglądał na nią z oczekiwaniem.
-Rada dziesięciu jest nieoficjalną organizacją która kontroluje.. Kontroluje dosłownie wszystko..
-Co masz na myśli?
-To, że.. Kuso.. Wytłumaczę Ci to na jakimś przykładzie. Ok? Więc wygląda to tak. Ktoś chce wojny. A my analizujemy czy to korzystne. Jakie są możliwości i co się opłaca. Jako że niestety panuje tam demokracja to przeprowadzamy głosowanie. I po wybraniu jednej opcji realizujemy ją. Przykładowo załóżmy, że nagle nadchodzi wojna. Obstawiamy kto ma największe szanse. Decydujemy kogo poprzeć, albo czy w ogóle dopuścić do tej wojny. Jednoczymy się i realizujemy przyjęte założenie.
-Czy członkowie tej organizacji muszą przestrzegać określonych zasad bądź czegoś w tym rodzaju?
-W pewnym sensie. Jeśli coś się dzieje walczymy. Oczywiście nie dosłownie. Nie jesteśmy bohaterami. Walczymy z cienia.
Itachi poruszył się.
-Z cienia?
-Nie dosłownie Itachi.
-Co tu robi mój brat?
-Przypałętał się.
-Wyjaśnij.
-Podróżował z jednym z naszych. Koniec końców musi tu zostać dopóki Rada się nie skończy.
-Ta Rada. Jaki ma związek z Tobą?
-Jestem... Myślę, że można mnie nazwać przywódcą.
-Czyli to Twoja organizacja?
-Tak jakby, jednak staram się brać pod uwagę opinie innych.
-Czy twoja organizacja ma jakiś cel? Coś do czego dąży?
-Można powiedzieć, że dążymy do prawdy. Chcemy też chronić tych którzy zasłużyli na naszą ochronę. Nie chcemy żeby ktoś doznał cierpienia jakiego my doznaliśmy. Każdy z członków naszej organizacji ma za sobą ciężkie przeżycia, wynikające w większości z zaniedbań osób trzecich. Przywódców wiosek, urzędników, i innych często wpływowych ludzi. Chcemy sprawiedliwości. Lecz nie samozwańczej władzy wydawania wyroków. Chcemy żeby ludzie zdali sobie sprawę z tego co doprowadziło do niektórych sytuacji. I żeby sprawiedliwie to osądzili. Ale nie chcemy samosądów. Chcemy uświadomienia ludzi w tym co zachodziło, zachodzi i jeśli nikt tego nie zmieni to zachodzić będzie.
-Mówisz o Korzeniu?
-Nie tylko. To nie jedyna taka organizacja. A po za tym oficjalne przywództwo wioski również popełnia błędy. Nie tylko Liść. Wszystkie Wioski.
-Nie sądzisz, że prawda bardzo często wyrządza więcej szkód niż dobre kłamstwo?
-Sądzę że każdy ma prawo poznać prawdę. Jakkolwiek nie byłaby bolesna. Zawsze to lepsze niż bycie oszukiwanym. Coś o tym wiem.
-Więc dlaczego się tu osiedliłaś? Skoro masz zastrzeżenia do przywództwa?
-Jeżeli chodzi o Kazekage to stara się najlepiej jak potrafi. Jednak wiele rzeczy nadal powinno zostać naprawione. Nikt się tego nie podejmie oficjalnie Itachi.
-A już myślałem, że znalazłaś tu miejsce dla siebie. Mam na myśli w Sunie. Jesteś poważaną kunoichi, ludzie Cię szanują. Założyłaś tu dom.
-Zakładanie domu nie jest dla mnie. Szczerze... Nie wiem co mi strzeliło do głowy. Czuję się jakby to co zrobiłam tak naprawdę zrobił ktoś inny.
Ukryła twarz w dłoniach. Naprawdę czuła się jakby to co się działo zanim Tsuki wyjechał zrobiła inna osoba. Te zdjęcia przedstawiające ją szczęśliwą. Urządzanie domu, gotowanie, sprzątanie a najbardziej te pożal się boże zaręczyny, sprawiały, że czuła się dziwnie. Z miłości może odbić ale nie aż tak. Tsuki.. Jeszcze parę dni temu płakała po jego "śmierci" ale bez jaj, gość nieźle ją od tamtej pory wkurzył. Teraz nie wiedziała co się z nim dzieje i dlaczego. Dlaczego zależało mu żeby myślała, że nie żyje? Czuła się oszukana. Dopuściła go do swojego życia przez jego wyjątkowe zdolności, ale koniec końców polubiła go. Wszystkie wspomnienia po jego zniknięciu zatarły się. Jakby dostała amnezji dotyczącej jednej osoby. Było to co najmniej dziwne. Jak sen który okazał się być prawdą. Przerażające. Czyżby użył na niej swojej techniki Jeśli tak to dlaczego? Czy było to spowodowane grożącym niebezpieczeństwem? Jeśli tak to czemu się z nią tym nie podzielił? Czym tak naprawdę się kierował? Czyżby nie był godzien zaufania?
-Shadow. Słyszałem wiele rzeczy na Twój temat. Nie powiem zdziwiło mnie, że w ogóle zechcesz gdzieś zamieszkać na stałe. Tak samo jak pogłoski na temat Twoich zaręczyn.
-Itachi możesz mi nie uwierzyć ale ja naprawdę nie wiem jak to się stało. Nie wiem. Czuję jakby przez ostatnie 3 miesiące ktoś inny kierował moim życiem.
Itachi wyglądał na głęboko zamyślonego. Jego spokojny głos wyrwał ją z nostalgii.
-A jeśli tak było?
-Jeśli tak było? Co dokładnie masz na myśli?
-Jeżeli ktoś Tobą kierował?
-To niemożliwe, zorientowałabym się.
-Jeśli jesteś tego taka pewna, to może pozwolisz mi to sprawdzić?
Jego oczy zalśniły na czerwono. Nie zlękła się. Itachi nie należał do osób atakujących bez ostrzeżenia, a po za tym nie miałby w tym żadnego celu. Miał miliony okazji by pozbawić ją życia. Z jej ust dobiegł zrezygnowany ton wypowiadający słowa, których naprawdę nie chciała wypowiedzieć.
-Problem w tym, że ja nie do końca jestem tego pewna. Jestem wręcz przekonana że masz rację. I boję się że kiedy Ci pozwolę wejść do mojej głowy znowu uciekniesz.
Szlag by traił Sakurę, za długo z nią przebywała. Przez nią stała się zbyt bezpośrednia. Sharingan Itachiego znikł gdy tylko zakończyła swą wypowiedź. Po raz pierwszy mimo, że nie było tego po nim widać dla zwykłego obserwatora, Shadow zauważyła, że mężczyzna był wytrącony z równowagi. Kiedy się odezwał Shadow miała nadzieję, że puści jej wypowiedź w niepamięć. Jego ton był niezwykle delikatny i tak inny od tego którego używał na co dzień, że wydało jej się to niemożliwe żeby barwa głosu mogła się aż tak zmienić.
-Myślisz, że dlatego wtedy odszedłem? Że zgorszyło mnie to co widziałem?
-A nie było tak? Widziałam Twój wzrok Itachi. Gardziłeś mną i moją słabością.
-Twoją słabością? Uważasz, że to co się wtedy wydarzyło świadczy o tym że byłaś słaba?
Spojrzała na niego mocno skonfundowana. Przecież to raczej oczywiste, że to co jej się przytrafiło nie wydarzyło by się gdyby nie była słaba.
-A o czym innym?
-Nie wiem jak uważasz Ty, ale według mnie mało która kobieta zniosłaby długotrwałe tortury, nadużywanie, i wszczepienie części żywego demona w swoje ciało bez znacznych uszczerbków na psychice.
-Znacznych uszczerbków? Twierdzisz, że nie jestem nienormalna?
-Jesteś jak najbardziej normalna, biorąc pod uwagę to co przeszłaś. Nienormalne były sygnały o szczęśliwym życiu które do mnie dotarły. Nie żebym się nie cieszył gdyby okazały się prawdą. Ale znam Cię i wiem że nie jest to w Twoim przypadku takie łatwe.
-Uważasz, że to co mi się stało nie było to moją winą?
-Ochroniłaś swoją siostrę przed okrutnym losem w Korzeniu. Tak jak ja starałem ochronić się Sasuke. Wiem, że myślisz inaczej. Jednak znalazłaś jej rodzinę i dałaś jej szansę na szczęśliwe dzieciństwo. Uważam, że byłaś silniejsza od wielu ludzi. Postawiłaś się Danzo, a on Cię ukarał. W najbardziej bestialski sposób jaki mógł wymyślić. Ale ona była bezpieczna. Udało Ci się dać jej szansę na szczęśliwe życie. Uchroniłaś ją przed służeniem w Korzeniu. I przeżyłaś to co Ci zrobili. Z resztą opuściłaś wioskę i sama też postawiłaś się swojemu największemu strachowi. Udało Ci się odciąć od Danzo, Korzenia i wioski.
-Nie brzydzisz się mną? Nie dlatego stwierdziłeś, że najlepiej gdy nasze drogi się rozejdą?
-Zdecydowałem się dołączyć do Akatsuki. To nie było najlepsze miejsce dla Ciebie. Nadal byłaś wolnym człowiekiem a ja ściganym przestępcą.
-To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
-Brzydzę się tylko i wyłącznie sobą Shadow.
-Dlaczego?
-Bo nie mogłem zrobić nic żeby Ci pomóc. Czułem się bezużyteczny. Nie mogłem się pogodzić z tym, że nie wiedziałem co Cię spotkało. A jak się dowiedziałem było za późno żeby coś zrobić. Kiedy wtedy nie mogłem Cię obudzić... Byłem przerażony, strasznie krzyczałaś. Więc wdarłem się do Twojego snu żeby Cię obudzić. To co zobaczyłem tylko utwierdziło mnie w przekonaniu jak bezużyteczny byłem. Chciałem ochronić to co dla mnie ważne. Nie myślałem, że to Ty będziesz musiała za to zapłacić. Co z tego że ochroniłem Sasuke. Zniszczyłem siebie. Pozwoliłem sobie na skupienie się na sobie tym przez co muszę przejść. A Ty zostałaś obdarta z człowieczeństwa.
Musiała to przetrawić. Przełknęła ślinę, wzięła głęboki oddech. Nie myślała, że dożyje chwili w której Itachi Uchiha spróbuje zwalić na siebie winę za wszystkie nieszczęścia tego świata. Włącznie z jej osobistą porażką.
-Nie myślałam, że Uchiha są zdolni do takiej samokrytyki. Do tego bezzasadnej.
-Masz prawo do swojego punktu widzenia.
Jak zwykle opanowany i chłodny. Miła odsłona Uchihy poszła w odstawkę. I dzięki za to wszystkiemu co kieruje naszym losem, czy to Bóg czy przypadek, czy przeznaczenie. To był chyba najdziwniejszy moment w jej życiu.
-Masz jeszcze jakieś pytania Uchiha?
-W zasadzie to tak. Jedno, ważne pytanie. Biorąc pod uwagę ile przeszłaś w wiosce muszę o to zapytać. Czy chcesz zniszczyć Konohę?
Zaskoczyło ją to. Bezprecedensowe pytanie w wykonaniu Itachiego Uchihy. Roześmiała się. Do cholery stałeś się naprawdę naiwny Itachi.
-Czy chce zniszczyć Konohę? Nie. Kiedyś owszem pragnęłam żeby zniknęła z powierzchni ziemi. Ale teraz wszystko się zmieniło. Mam inne plany.
-Rozumiem.
-Nie wydaje mi się Itachi.
-Chcesz mnie uświadomić? Nie wydaje mi się.
-A Ty chcesz wiedzieć? Nie wydaje mi się.
Itachi chyba dziś wziął sobie za punkt honoru zadziwić ją do granic możliwości. Wstał. Uderzył pięścią w dębowy, pokryty ciemną farbą do drewna stół z taką siłą, że stojący na nim wazon podskoczył a część znajdującej się w nim wody wylała się.
-Do czego dążysz? Chcę wiedzieć czy jeżeli mój brat zawróci ze ścieżki którą obrał, będzie miał gdzie wrócić!
Spojrzała na niego. Był wściekły. To było coś nowego. Z fascynacją zatopiła się w jego przepełnionych złością czarnych tęczówkach. Chwile w których okazywał emocje były naprawdę bardzo rzadkie. Dziś czuła się jakby wygrała na loterii. Tyle różnych oblicz w jednej rozmowie było wręcz przytłaczające. Nie chciała mu zdradzać swoich planów co do Konohy. To oczywiste, że chciała zemsty. Jednak w Konosze żyli ludzie, którzy w większości nie byli niczemu winni. Oni nie musieli za to płacić. Jednak wszystko można obrócić na swoją korzyść i dobrze o tym wiedziała. Postanowiła w tym przypadku skorzystać z tej techniki i odwrócić pytanie starszego Uchihy na swoją korzyść.
-Ta złość jest skierowana na moje postępowanie czy na postępowanie twojego przeuroczego, młodszego brata z przestępczą karierą dorównującą twojej?
Miała nadzieję na ciąg dalszy. Na dalsze zgłębianie drzemiących w nim emocji. Czuła się jak dziecko które dostało w prezencie matrioszkę. Chciała poznawać kolejne warstwy, które pozornie były takie same jednak za każdym razem czymś się różniły. Czuła się podekscytowana. Kolejne oblicza Itachiego mogły być tak niesamowicie pociągające. Nachylił się w jej stronę. Ale wtedy kiedy jego usta miały dać jej wyczekiwaną przez nią niecierpliwie odpowiedź, poczuła zbliżającą się do nich chakrę. Znała ją niemal tak dobrze jak swoją własną. Uśmiechnęła się.
Odsunęła od rozmówcy, który również wyczuł nadciągającego gościa. Wstała i skinęła uspokajająco ręką, pokazując mu żeby usiadł po czym zbliżyła się do okna. Otworzyła je spoglądając na rozciągający się krajobraz. Był zdumiewająco piękny. Zachodzące słońce odbijało się od drobnego połyskującego złotem piasku rysując wzory na pustynnej przestrzeni. Zrezygnowała z próby dostrzeżenia kierującego się w ich stronę gościa, na rzecz napawania się widokiem.
Spojrzała na prowizoryczny ogród znajdujący się pod oknami, delikatna roślinność nie miała najmniejszych szans na przeżycie ze względu na gorącą temperaturę w dzień i wyjątkowo niską w nocy. Do tego służyły im oranżerie rozsiane w czterech rogach ogrodu. Niewielka ilość roślin była w stanie dostosować się do panujących tu warunków. W ogrodzie przeważały palmy daktylowe, rosły tam również uwielbiane przez nią kakaowce i niewielka ilość drzewek oliwnych. Jej faworytem była jednak wyjątkowa i cudem przez nią zdobyta Dracena smocza. Niezwykle urokliwe i ciekawe drzewo. Poza nią kwitło tam też parę niezbyt lubianych przez nią agaw. Nigdy nie rozumiała jak komukolwiek mogły się one podobać jednak kiedy stanęła przez wyborem między kaktusem a agawą, decyzja wydała jej się oczywista. Akurat teraz zakwitło również kilka pięknych juk.
Ogród istniał tylko dzięki znajdującej się w pobliżu oazie, która użyźniała glebę. Shadow nigdy nie zapuściła się aż do samej oazy, jednak zdawała sobie sprawę z jej istnienia. Świadczyły o tym chociażby drzewa i krzewy rosnące w okolicy. Ścieżki przecinały ogród w sposób bardzo naturalny i swobodny a naturalne oczko wodne dopełniało całości założenia. Kiedy jej oczy spoczęły na kamieniach okalających brzeg zbiornika dostrzegła znajomą sylwetkę. Ich oczy spotkały się, niby przypadkiem ale zdawała sobie sprawę z tego, że obserwował ją od dłuższego czasu. Spoglądał na nią jakby od 6 lat wcale nie udawał że jest martwy. Jakby wcale nie zależało mu na tym żeby nikt nie dowiedział się o jego egzystencji. Z uśmiechem na twarzy po prostu się jej przyglądał.
Wstał i wyskoczył do góry, opadając na parapet znajdujący się tuż przed nią. Był bardzo blisko. Ich oczy dzieliły centymetry. Jego orzechowe, wesołe tęczówki nic się nie zmieniły od czasów dzieciństwa. Cieszyła się, że czas w którym były puste minął bezpowrotnie. Nie żeby specjalnie ją to obeszło, jednak wyraz pustki obecny w jego oczach byłby zbyt wielką niesprawiedliwością. Zmieniło się jednak wszystko poza tak dobrze znanymi jej oczami. Włosy które kiedyś dorównywały długością jej były teraz po bokach wygolone, a reszta również skrócona była ustylizowana żelem. Jego niegdyś biała jak śnieg skóra zyskała lekką opaleniznę, zauważyła też kilka tatuaży pokrywających odsłonięte ramiona. Ciemne klasyczne spodnie ninja dopełniała koszulka w odcieniu pomarańczy, jednak po dłuższych oględzinach sprawiała wrażenie lekko wpadającej w żółty. Może była to tylko zasługa zachodzącego słońca, jednak niewątpliwie dodawała mu uroku. Z młodzieńczych kobiecych rysów twarzy nie pozostało wiele. Musiał włożyć dużo pracy w to by nikt nie rozpoznał w nim zmarłego w Kirigakure chłopca.
Kiedy znalazła jego grób i odkopała ciało była przerażona ilością ran. Mieli ze sobą umowę, która zakładała że w razie niebezpieczeństwa zażyją substancje pozorującą śmierć. Oczywiście było to niebezpieczne, jednak ryzyko w tym wypadku się opłaciło. Udało jej się go odratować, podstawowe techniki medyczne pozwoliły mu wytrzymać do czasu jej przybycia jednak był bardzo słaby. Długo dochodził do siebie, a bolesne wspomnienia z walki odbierały mu chęci do życia. Jednak dziś po tamtym feralnym dniu została tylko starannie ukryta przed światem blizna na brzuchu i plecach. Chłopak chichotał wpatrując się w jej twarz. Był ewidentnie rozbawiony. Poczuła spojrzenie Uchihy niemal wypalające dziurę w tyle jej czaszki. Spojrzenie chłopca powędrowało na Itachiego by po kilku sekundach z powrotem spocząć na Shadow. Nie przejął się nim wcale. Potraktował jak element wyposażenia który przykuł wzrok. Szczerze lubiła go za nieprzywiązywanie wagi do jej spraw prywatnych. I innych ludzi. Jego głos rozbrzmiał w pomieszczeniu, był bardzo delikatny i dźwięczny.
-Miło Cię widzieć Sha-chan. Najwidoczniej jestem pierwszy.
Uśmiechał się jak kretyn. Przeczuwała nadchodzącą katastrofę, chociaż jeszcze nie miała podstaw.
-Witaj Ha-kun. Wydaje się, że pan Uchiha Cię uprzedził.
Wyglądał na szczerze oburzonego. Jej obawy sięgały najwyższego szczytu Suny jak nie wyżej.
-Ale on nie brał udziału w wyścigu. To się nie liczy.
No tak.. Banda skretyniałych debili to za mało powiedziane. Wyścig. Urządzili sobie wyścig. No tak, w zasadzie czego miała się spodziewać? Że będą się zachowywać normalnie i z wyczuciem? Marzenie.
-Ilu?
Z jej ust sączył się jad w czystej postaci. Jeszcze ich tu nie ma a już doprowadzają ją do szału.
-Wszyscy. Oprócz Nowego.
-Wspaniale.
Opadła na fotel licząc do dziesięciu.
-Wyprzedziłem ich około kilometra więc powinni się zaraz zjawić.
I oni mieli być poważną grupą shinobi. Dobre sobie. Nie minęło pięć minut kiedy zaczęła wyczuwać chakrę nadciągających 6 osób. Od razu splunęła sobie w brodę za niesprecyzowanie warunków przybycia. Nie myślała, że zrobią z tego aż taką dziecinadę.
-Kto to sprowokował Haku?
Pytanie retoryczne, w myślach już widziała ten pewny siebie, bezczelny uśmiech. Nie zdążyła paść odpowiedź, ponieważ Shadow została brutalnie zaatakowana przez parę nachalnych rąk więżących ją w uścisku.
-No witaj maleńka!
Zabiję, zaszlachtuję, ubiję, zrobię kotlety na obiad i wykarmię resztę. Niech ich wszystkich szlag trafi!

2 komentarze:

  1. Dzień dobry!
    Chcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki, reklamę bloga i grafikę? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do konkursu literackiego „Już nie zapomnisz mnie”
    www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com
    Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i… co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając regulamin na blogu.
    Niech pamięć o naszych artystach nadal trwa, a osoby lubiące pisać – doskonalą swe pióro!
    Pozdrawiam ciepło!

    Ps. Przepraszam za autoreklamę, lecz nie znalazłam innej zakładki. Wiadomo, jak trudno jest się zareklamować. A może akurat Cię zainteresuje konkurs?

    OdpowiedzUsuń
  2. Shikmaru Nara stracił Swojego ojca podczas wojny, ale gdy to się stało nie był jeszcze pozbierany po utracie Swojego mistrza więc był to dla Niego ogromny cios. Chłopak znany ze Swojego spokojnego charakteru, a na dodatek leniwego stylu życia zmienił się nie do poznania. Kiedyś można było z Nim jeszcze porozmawiać, a po Wojnie? Zamknął się w Sobie to wszystko tam mocno Nim wstrząsnęło że postanowił podświadomie uciec od rzeczywistości. Bliskie Mu osoby to zauważyły i został wysłany przez Hokage na misje która nie wiadomo czy kiedyś zostanie przez Niego zakończona... Dlaczego? Został wysłany na zwiedzenie świata, ale przy okazji Jego zadaniem jest popracowanie nad Sobą oraz samodzielny trening w górach – może wrócić do wioski dopiero wtedy kiedy Jego stan się poprawi... Czy tak też się stanie? Czy w Jego życiu pojawi się ktoś kto postawi Go na nogi?

    https://temari-shikamaru-love-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń