poniedziałek, 12 czerwca 2017

Rozdział 6 - Dzień pełen wrażeń

Hej! Jest mi bardzo miło ze względu na rosnącą liczbę odsłon. Chcę za to podziękować wszystkim którzy odwiedzili mojego bloga. Jeśli przeczytasz ten rozdział proszę zostaw komentarz, ponieważ zmotywuje mnie to do dalszej pracy. Życzę miłego czytania :)

*
Sasuke miał dość. Suigetsu i Sakura się znali co było wystarczająco dziwne. Był szczerze zdziwiony odnośnie jej, trzeba przyznać, całkiem niezłego zablokowania jego katany. Ciekawiło go jak w przeciągu tych kilku lat się zmieniła. Kiedy ta tajemnicza dziewczyna pojawiła się znikąd w ogniu przypominającym Amaterasu jego brata przez jedną chwilę zastanowił się czy Itachi na pewno oszczędził tylko jego. Postanowił nie wychodzić dziś z pokoju. Byli na terytorium Suny w biały dzień, nie chciał żeby ich obecność tu została wykryta, a gościnność gospodarzy była mu na rękę. Rozejrzał się po zajmowanym przez niego chwilowo pokoju. Urządzony był dość staroświecko. Przypuszczał, że stojące pod oknem ogromne pokryte starannie drzeworytami biurko było antykiem. Ciemne barwy zdecydowanie dominowały w pomieszczeniu. Jedynym dość ciekawym odkryciem był znajdujący się tu imponujący księgozbiór. Staroświeckie drewniane regały pokryte były niezliczoną ilością ksiąg i zwojów. Posegregowane były tematycznie. Większość z nich mówiła o historii shinobi. Pomieszczenie było przestronne. Sasuke spędzał większość czasu siedząc w wielkim skórzanym fotelu stojącym w rogu pokoju, czytając w oczekiwaniu na wieści od swoich informatorów. Nie przybył przecież do Suny w celach rekreacyjnych. Szukał informacji o miejscu pobytu swojego brata. Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że i tym razem to ślepy zaułek. Tym bardziej, że czuł iż w tym domu dzieje się coś dziwnego. Ta czarnowłosa kobieta go niepokoiła. Była dziwna. Jak nie z tego świata. Jej uśmiech nigdy nie dosięgał oczu. Usłyszał pukanie do drzwi. Zignorował je. Ponowiło się. Po czym zza drzwi, dobiegł go melodyjny głos kobiecy głos.
-Uchiha-san, mogę wejść?
-Hn.- zreflektował się że dziewczyna może mylnie zinterpretować jego odpowiedź- Wejdź.
Drzwi otworzyły się ukazując czarnowłosą piękność w granatowej tunice z pod której prawie niezauważalnie wystawały krótkie czarne spodenki. Jej nogi pokrywały czarne kabaretki. Klasyczne długie buty ninja na niewielkim obcasie dodawały jej jeszcze więcej kobiecości. Włosy miała zebrane w warkocz. Stwierdził brak jakichkolwiek ozdób, co dodał do listy jej zalet. Nie była pustą lalą tylko sprytnie podkreślała swoją urodę. Przemówiła tym samym melodyjnym głosem
-Śniadanie jest już gotowe.
Przerwał jej stanowczo wiedząc, że zaproponuje mu zejście na dół.
-Zjem tutaj.
Nawet jeśli ją to zdziwiło nie dała tego po sobie poznać.
-Oczywiście Uchiha-san. - Przypatrywała mu się. Czuł jak analizuje szczegóły jego twarzy. Wiedział, że dosłownie przed chwilą sam robił to samo jednak poczuł się dziwnie nieswojo. Te spojrzenie nie oceniało jego wyglądu. Odwrócił wzrok. W jakim celu tak dogłębnie analizuje jego twarz? Odchrząknął.
-Czy to wszystko?
Dziewczyna wyrwana z przemyśleń wydała mu się zakłopotana.
-Przepraszam, Uchiha-san. Tak.
Jej wzrok spoczął na książce leżącej na jego kolanach. Wzbudziło to w niej zainteresowanie, zauważył ze zdziwieniem.
-Interesujesz się historią shinobi Uchiha-san?- spytała podchodząc do regałów wypełnionych książkami.
-Niespecjalnie.
-Jednak ta książka Cię zainteresowała, prawda?- dziewczyna gładziła grzbiet książki którą wyciągnęła.
Zaintrygowała go. Skąd u diabła wiedziała, że to akurat tę pozycję przeglądał wczorajszego wieczoru? Jeszcze bardziej zbiła go z tropu odpowiadając na niewypowiedziane pytanie.
-Nie ma na niej kurzu, który jest na innych księgach. Co wskazuje, że przeczytałeś właśnie tę. Nie minęły dwa dni odkąd tu jesteś. Musiała Cię zainteresować.
-Trochę
Roześmiała się, a on ze zdziwieniem stwierdził, że po raz pierwszy dostrzegł w jej oczach ślad wesołości. Niewielki i nie trwało to zbyt długo, jednak był taki moment w którym dostrzegł uczucie w jej oczach. Odłożyła książkę i otworzyła drzwi
-Każę przynieść Ci jedzenie. Nie spodziewałam się że jesteście do siebie aż tak podobni, ty i twój brat Uchiha-san.
Zostawiła Sasuke w osłupieniu.

*

Wędrował przez opustoszałe pobojowisko, w bliżej nieznanym celu. Odkąd opuścił siedzibę, nie wiedział dokąd ma się udać. Nie chciał brać udziału w zniszczeniu Suny, a takie były plany Akatsuki. Wiedział, że musi się dobrze ukryć. Minął kolejne ciała. Nie chciał ich zabijać. Nie dali mu zbytniego wyboru. Spojrzał na ciało Kisame. Był jego partnerem przez dłuższy czas i zabicie go nie było dla niego niczym przyjemnym, w porównaniu do powolnego morderstwa Hidana. Z jego śmierci Itachi czerpał niesamowitą wręcz przyjemność. Jego Amaterasu było niezwyciężone. Nawet "nieśmiertelny" Hidan musiał to przyznać. Musiał uciekać zanim reszta ścigających go członków Brzasku wpadnie na jego trop . Ruszył w dalszą drogę nadal nie mając w głowie żadnego sensownego planu. Był ścigany przez wszystkie wioski ninja, a teraz także Akatsuki. Zapomniał jeszcze o swoim młodszym bracie. Wszyscy na tym parszywym świecie pragnęli jego śmierci. Ale czy wszyscy? W głowie mignęło mu wspomnienie pewnej czarnowłosej kunoichi. Spojrzał na swój strój. Charakterystyczny dla Akatsuki płaszcz nadal spoczywał na jego ramionach. Zdjął go i wrzucił w dogasający ogień, który płonął trawiąc pobliską roślinność. Wskoczył na gałąź pobliskiego drzewa, dziękując bogom za lasy które znacznie usprawniały jego ucieczkę. Kolejną z resztą. Całe jego życie jest jedną wielką ucieczką. Jego opaska ninja zsunęła się lekko z jego czoła. Poprawiając ją podjął ryzykowną decyzję o udaniu się do jej prawidłowej właścicielki. Skierował się na trasę do kraju Wiatru. Jeśli uda mu się utrzymać tempo może zdąży dotrzeć do granicy w ciągu trzech godzin. Ale Itachi przywykł do tego, że sprawy zazwyczaj nie idą po jego myśli. Kiedy wyrosła przed nim postać Kakuzu nie był zbytnio zaskoczony. Przyjął postawę obronną. Jednak jego przeciwnik nie miał zamiaru go atakować. Wręcz przeciwnie. Przemówił zbolałym głosem.
-Wydaje mi się czy masz kłopoty Uchiha?
-Od kiedy Cię to interesuje Kakuzu?- spytał nie tracąc czujności Itachi
-Mimo, że z chęcią bym zgarnął nagrodę za Twoją głowę Uchiha, mam na głowie ważniejsze sprawy. Co dziwne wędrujesz w tym samym kierunku co ja. Albo wybierasz się na radę dziesięciu, albo to ogromne zrządzenie losu, że się tu spotkaliśmy.
Itachi nie dał po sobie poznać jak bardzo zaskoczyła go wiadomość przekazana przez jego rozmówcę. Walka z Kakuzu nie wydała mu się na obecną chwilę dobrym pomysłem. Musiał mieć jednak strasznego pecha, jak zwykle z resztą. Kiedy otoczył ich oddział najemników z Ame Gakure no Sato, walka między nimi rozgorzała i nie było czasu na pertraktacje. Itachi wykorzystał swoje umiejętności posługiwania się bronią, zabijając dwóch przeciwników za pomocą kunaiów które trafiły idealnie w punkty witalne. Nigdy nie chybiał. Trzeci przeciwnik okazał się nieco bardziej wymagający, jednak nie był na poziomie który sprawiłby, że Itachi miałby się czego obawiać. Najemnik zaatakował go. Itachi odskoczył i wyciągnął nieużywaną dawno katanę. Zaatakował swojego przeciwnika, ale ten odparł jego atak. Zadawał kolejne ciosy. Odskoczyli od siebie. Itachi nie czekał. Shurikeny poleciały w stronę mężczyzny zanim zdążył wziąć oddech. Kilku uniknął, jednak parę wbiło się boleśnie w ciało zamaskowanej postaci. Itachi westchnął, chciał załatwić to szybko i bez zbędnego zwracania na siebie uwagi. No cóż, chyba nici z tego planu. Jego przeciwnik zbliżył się, znowu atakując bezpośrednio. Itachi odskoczył do góry. Niebywale szybko składał pieczęcie.
-Katon: Ryūka no Jutsu!
Mężczyzna został ranny jednak dalej trzymał się na nogach. Itachiego naprawdę zaczynało to irytować. Nie zamierzał dać ponieść się emocjom, jednak chłodna kalkulacja utwierdziła go w przekonaniu że jego przeciwnik nie potrafi walczyć na dystans. Dlatego ciągle dąży do bezpośredniego starcia. Zanim mężczyzna zdołał zlokalizować Itachiego, jego jutsu już zmierzało w jego kierunku
-Katon: Gōkakyū no Jutsu!
Mimo szybkiej reakcji, facet został zraniony. Itachi był znudzony tą zabawą w kotka i myszkę.
Zanim najemnik zdołał zareagować, był już atakowany przez klony Itachiego. Taijustsu zmusiło przeciwnika do zajęcia zaplanowanej przez Itachiego pozycji. Po raz drugi użył dziś Amaterasu. Patrzył na wijącego się z bólu, irytującego mężczyznę. Kiedy dotarło do niego jak dziwnie cicho było biorąc pod uwagę to, że Kakuzu też walczył. Rozejrzał się i nigdzie nie dostrzegł znanej mu postaci. Zlokalizował źródło jego czakry. Udał się w tamtym kierunku. Kiedy znalazł się na miejscu Kakuzu siedział pod drzewem, cały we krwi a z jego serca wystawał miecz. Na polanie znajdowało się jeszcze 5 trupów. Cała sytuacja była dość dziwna. Jeśli celem najemników był on sam, czemu skupili się na rozdzieleniu ich i próbie zabójstwa Kakuzu? Po za tym jakim cudem udało im się doprowadzić do takiego stanu ten wybryk natury w tak krótkim czasie? Zbliżył się do Kakuzu i nie wiedzieć czemu sarkastycznie zapytał
-Wydaje mi się czy masz kłopoty Kakuzu?
Jego rozmówca roześmiał się.
-Kto by pomyślał, Uchiha ma poczucie humoru. Słuchaj, nie lubię takich sytuacji, Wygląda na to, że tym mośkom udało się mnie zabić. Taak jestem trupem to pewne. Nie żyłbym gdyby nie ta cholerna pieczęć dziesięciu. Muszę komuś przekazać schedę, wiesz? A na dodatek jedyną osobą której mogę ją przekazać jesteś Ty. Nie pałam do Ciebie sympatią Uchiha, jednak nie mam wyjścia. A w takim razie pozostaje mi tylko jedna opcja. Oddać Ci symbol przynależności do tejże wspaniałej instytucji.
Kakuzu zdjął z szyi amulet z i przekazał go mi.
-Gratuluję Uchiha. Jesteś teraz członkiem rady dziesięciu. Twoje zdanie będzie miało ogromny wpływ na kształtowanie nowego świata. Nie martw się amulet zawsze można przekazać komuś innemu. Pieczęć zniknie kiedy zdecydujesz się go przekazać dalej. Jednak wydaje mi się, że władza którą daje skutecznie Cię od tego zniechęci.
Itachi syknął czując pieczenie w prawym ramieniu.
-Poboli i przejdzie Uchiha. Nie myślałem, że jesteś taki delikatny. Mam do Ciebie ostatnią prośbę. Jeśli spotkasz tego rudego sukinkota w czarnej masce przekaż mu ode mnie bolesne pozdrowienia z piekła.
-Możesz na mnie liczyć Kakuzu.
-Bzdura.-Kakuzu odparł z pogardą- W tym świecie na nikogo nie można liczyć Uchiha. Mam jednak nadzieję, że pewnego dnia to się zmieni.

*

Przemoc, przemoc, przemoc. Słowo te jest współcześnie tak nadużywane, że Konan ma go serdecznie dość. Tak samo jak swojej pracy. W przeciwieństwie do Shadow i Sakury nie chciała pracować w oddziale specjalnym. Została więc zatrudniona jako doradca do spraw młodzieży w ośrodku gdzie wychowywały się dzieci które były sierotami lub ich rodzice je odrzucili z powodu posiadania przez nie chakry. Były też przypadki odebrania dzieci rodzicom. Miała właśnie do napisania raport o jednym z takich dzieci. Kosume Mitsui był zamkniętym w sobie, zastraszonym dziesięciolatkiem. Doznał wystarczająco dużo cierpienia w swoim życiu, a ona musiała poddać go bezlitosnej ocenie i opisać wszystko co zdecydował się jej powiedzieć. Wiedziała, że jest to niezbędne biorąc pod uwagę dobro chłopca, jednak nie sprawiło to, że czuła się przez to lepiej. Sama wiedziała, że lepiej niektóre sprawy przemilczeć. Sprawa Kosume przypominała jej o jawnej niesprawiedliwości tego świata. Wzięła dokumenty dotyczące sprawy z powrotem w ręce. Spojrzała na zdjęcia dołączone do raportu. Fotografie przedstawiały zmarłą matkę dziecka. Chociaż "zmarłą" nie wydaje się być tu dobrym określeniem. Kobieta została zamordowana na oczach dziecka. Sprawcą był nadużywający alkoholu i innych używek ojciec dziecka. Obecnie poszukiwany Hisoka Mitsui. Należy zaznaczyć, że ten drań regularnie znęcał się nad kobietą i dzieckiem. Wziełą do rąk pustą kartkę do wypełnienia raportu. W odpowiednie rubryki wpisała numer sprawy, dane osobowe i tak dalej. Wypełniała raport bez chwili zawahania do momentu wypełniania rubryki o charakterze dziecka i jego zdolnościach, a dokładnie do momentu gdy z jej rąk zaczęły spływać słowa "Chłopiec ma ewidentne zaburzenia poczucia własnej wartości, jest przekonany o własnej nieporadności, wykazuje strach przed dorosłymi, unika kontaktu wzrokowego". A co to w ogóle obchodzi bandę tych starych, stetryczałych pierników? Każą wypełniać jej te głupie rubryczki, oceniać innych i wypowiadać się na ich temat. Po co im te informacje. Mogliby się skupić na pomocy temu dziecku a nie na sprawdzaniu czy nadaje się na ninja. Jęk irytacji wydobył się z jej ust. Położyła głowę na biurku, cicho warcząc. Te stare pierdy w głębokim poważaniu mieli dobro tego dziecka. Chcieli tylko ocenić czy jego stan psychiczny sprawia, że jest zdolny do pójścia do akademii. Wiedziała, że czegokolwiek tam nie napisze w mniemaniu tej bandy impertynenckich, zapyziałych staruchów chłopiec będzie zdolny do wszystkiego. Podniosła się pisząc dalej "Chłopiec wykazuje podstawową znajomość technik ninja, ma wiedzę z zakresu historii shinobi, zręcznie posługuje się bronią, nie wykazuje innych wyróżniających go zdolności. Wykonuje polecenia. Jest skłonny do pracy w grupie. Nie wdaje się w konflikty, unika starć z towarzyszami.". Szlag by ich trafił zajęliby się czymś pożytecznym. Uniosła kubek z kawą do ust. Upiła łyk gorzkiej, czarnej espresso. "Nie po to stworzono kawę czarną i gorzką, żeby ją słodzić i zabielać"* przypomniała sobie słowa z ostatnio oglądanego filmu. Podniosła długopis w celu kontynuowania raportu jednak przerwało jej ciche pukanie do drzwi jej gabinetu. Schowała dokumenty do teczki i powiedziała głośno:
-Wejść!
W drzwiach stanął jej podopieczny, wzrok spuszczony na ziemię, uparcie wpatrywał się w starą zniszczoną wykładzinę.
-Przepraszam, że Pani przeszkadzam jednak Ayano i Chie znowu się kłócą. Wygląda na to, że jeśli ktoś nie zareaguje będą się bić.
Jego głos był bardzo nerwowy, dzieciak nie lubił bójek i ludzi którzy w ten sposób rozwiązywali swoje konflikty. Te dwie dziewczyny szczerze się nienawidziły i sprawiały kłopoty odkąd tylko przekroczyły próg tego pożal się Boże domu. Konan odetchnęła, czasem żałowała że nie może już bezkarnie używać przemocy. Szczególnie jeśli chodziło o Ayano i Chie. Z rezygnacją w głosie odpowiedziała chłopcu:
-Prowadź Kosume.

*

Gaara nie mógł czasem uwierzyć w to jak bezpośrednia była Sakura. Zadawała okropnie odzierające z prywatności pytania bez zmrużenia oka i przychodziło jej to tak łatwo, że nie miał pojęcia jak ona to robi. Zdarzało się to dość często. "Gaara, a czemu nie chcesz iść na przyjęcie urodzinowe do Kiby?";"Dlaczego nie napiszesz do Naruto skoro masz ochotę się z nim zobaczyć?"; "Czemu nie kupisz Temari nowego wachlarza na urodziny? Takiego od serca, na przykład z napisem "Siostra kazekage"? ". Ale tym razem naprawdę powaliła go na łopatki. Pytania o miłość nie były jego dobrą stroną. Czemu się w niej zakochał? Czemu pozwolił się jej do siebie zbliżyć? Czemu mu na niej zależało? Zadawał sobie te pytania miliony razy i nigdy nie znalazł w pełni satysfakcjonującej odpowiedzi.
-Sakura... Zadajesz głupie pytania.
-Gaara po prostu odpowiedz, proszę. Zależy mi na tym.
Chciał uciec przed tym niewątpliwie kłopotliwym pytaniem, nie to żeby było trudne. Chciał żeby odpowiedź nie była banalna. Wpatrywała się w niego wyczekująco, swoimi zielonymi jak trawa oczami. Co chciała usłyszeć? Nie miał pojęcia. Co ma jej powiedzieć żeby nie wyjść na głupca? Czasami sam się zastanawiał czy jest do końca normalny. Odchrząknął wiedząc że nie wypada wystawiać jej cierpliwości na próbę.
-Ekhm.. No nie wiem.- Próbował kupić sobie trochę czasu. Myśl Gaara, myśl!
-No więc Twoje włosy są takie różowe i ten niespotykane.- Bełkotał- Masz ładny uśmiech, oczy, figurę. No i jesteś silna. Mądra. Miło się z Tobą rozmawia. Jesteś urocza. Jednak najważniejsze jest to, że nigdy nie oceniasz ludzi po pozorach, po tym co się wydarzyło w przeszłości. Jesteś wspaniała. Dajesz każdemu drugą szansę bo wierzysz, że na to zasługuje. Potrafisz bezwzględnie chronić to co kochasz. Twoje zaangażowanie w relacje z innymi jest godne podziwu. Jesteś wspaniała.
Zakończył swój wywód nie bardzo wiedząc co mógłby jeszcze powiedzieć. Czuł, że jego wypowiedź była dość płytka. Nigdy nie potrafił ubrać w słowa swoich uczuć. Przy Sakurze przychodziło mu to łatwiej jednak dalej miał z tym kłopot.
-Dziękuje Gaara. To urocze.- Pochyliła się ku niemu przyprawiając go o szybsze bicie serca. Nie marnując szansy, przybliżył swoje usta do jej warg. Pocałował ją nad wyraz delikatnie. Było to jak muśnięcie skrzydeł motyla. Kiedy chciał się odsunąć, dziewczyna przyciągnęła go z powrotem, całując go mocniej. Ich pocałunek przeradzał się w coraz bardziej namiętny. Przyciągnął ją zdecydowanym ruchem, zmuszając ją tym samym by usiadła na nim okrakiem. Odsunął różowe włosy, odsłaniając szyję którą z pasją zaczął atakować pocałunkami. Słysząc jej cichy jęk warknął i ponownie pocałował ją w usta. Poczuł jak jej ręce wędrują po jego ciele. Miał już zdejmować jej koszulkę kiedy brutalnie mu przerwano
-Kazekage-sama!
Sakura zawstydzona zeszła z jego kolan, co skwitował kolejnym warknięciem. Zirytowany jak jeszcze chyba nigdy w życiu spojrzał na tego który śmiał przerwać im w takim momencie. Młody shinobi wyglądał na speszonego. Gaara potrafił być przerażający i zdawał sobie z tego sprawę. Postanowił to wykorzystać by już NIKT i NIGDY mu nie przeszkodził w wylegiwaniu się na dachu z Sakurą. Wykorzystując swą moc manipulacji piaskiem aby wokół nigo śmigały bicze z piasku, korzystając z najbardziej budzącego postrach spojrzenia, sprawił, że nowicjusz był przerażony. Zniżył głos i powoli cedził słowa
-Lepiej żeby było to coś ważnego, bo może się to dla Ciebie skończyć Hizouku..
-Hai Kazekage-sama! Dostaliśmy pilne wieści z Konohy!
Gaara każdego dnia przeklinał pokój z Konohą która była najbardziej upierdliwą wioska z którą miał okazję współpracować. Spojrzał na Sakurę i z bólem serca powiedział:
-Przepraszam skarbie, dokończymy to jutro.
-Nie ma sprawy Gaara-kun
Pocałował ją w policzek i udał się do biura z miną męczennika. Kiedy dotarł do biura odpieczętował zwój i odczytał jego zawartość i nie mógł się nie uśmiechnąć. Uzumaki Naruto przybędzie do Suny.

*

Shadow zajęta była sprzątaniem przez większość poranka. Miała niezmierny kłopot z zaplanowaniem gdzie umieści nadciągających gości. Zdecydowała się na lewe skrzydło i przeklinała to po stokroć w myślach. Doprowadzenie do porządku tej części domu zajęło jej pół dnia. Konan była dziś w pracy więc na jej barkach pozostało ugotowanie obiadu i kolacji. Sakura się zmyła, za co nie mogła jej winić. Znoszenie Sasuke nie było czymś czego mogła od niej wymagać. W porównaniu do Itachiego, młodszy Uchiha był bardzo arogancki. Szlag by trafił cały ten przeklęty klan. Są niewątpliwie uroczy jednak gdziekolwiek się nie pojawią sprowadzają tylko kłopoty. Kiedy bezlitośnie cięła marchewki na malusieńkie kawałeczki, poczuła dłoń na swoim ramieniu. Zamachnęła się odruchowo nożem, sprawiając że postać która ją dotknęła odskoczyła wrzeszcząc wniebogłosy,
-Ej, ej, ej! Spokojnie! Chciałem tylko pomóc!
-Suigetsu ty deklu! Mogłam Cię zabić!
-Wiem, po prostu zdaję sobie sprawę, że przygotowania do dzisiejszego wieczora mogą być dość skomplikowane więc chciałem Ci pomóc.
Westchnęłam. Ten wodny świr ze skłonnościami samobójczymi miał rację. Przystąpiłam do dalszego maltretowania niczemu winnych marchewek.
-W czym na przykład?
-Mogę zająć się z Tobą jedzeniem. Będzie tego potrzebne więcej jeśli mają tu zostać. A lepiej dobrze ich ugościć. To pewne.
Była w szoku kiedy Suigetsu ubrał niebieski fartuch Konan i przystąpił do krojenia kolejnych marchewek.
-Gdzie nauczyłeś się gotować?
-Gotować to dużo powiedziane. Jednak z nimi albo zginiesz z głodu albo nauczysz się gotować. Nie chciałem umierać. Wybór był prosty.
-Ohh.. To dobrze. Śmierć przez zagłodzenie nie jest najlepszą z możliwych.
Suigetsu roześmiał się nieco wymuszonym śmiechem. Na krótki moment ciszę między nimi przerywał tylko dźwięk cięcia marchwi. Kiedy jej rozmówca nagle przemówił o mało co nie rozcięła sobie palca.
-Jak się czujesz?
-W porządku.
-A jak ten facet?
-Stan jest stabilny.
Ewidentnie próbował podtrzymać rozmowę w jakimś konkretnym tylko jemu znanym celu.
-Nie przeszkadza Ci obecność Taki?
-To już nie Hebi?
-Sasuke nie przepadał za tą nazwą. Kojarzyła mu się z Orochimaru-sama.
-Staruszek miał poczucie humoru.
-Nieco dziwne te jego poczucie humoru, maltretował mnie kilka lat żeby poznać fizjonomie mojej zdolności.
-Jego metody były nietypowe. Ale w głębi serca nie był do końca zły. Był bardzo zagubiony, zbyt żeby mu pomóc. Ale bez wątpienia uwielbiał ninjutsu. Po prostu pogubił się w drodze do celu.
-Kompletnie oszalał. Koleś był chory. To bardziej niż pewne.
-Odpowiadając na Twoje pytanie, nie przeszkadzają mi. Sasuke bywa irytujący ale nic po za tym.
Przemieszała zawartość garnka, a następnie dorzuciła do środka posiekaną marchew. Wyciągnęła ryż z szafki i nastawiła wodę. Po czym nalała sobie soku do szklanki. Upiła spory łyk
-Nie przypomina Ci o Łasicy?
Zakrztusiła się. Myślała że to koniec. Oczy zaszły jej łzami. Rozpaczliwie próbowała zaczerpnąć powietrze. Suigetsu poklepał ją po plecach z przerażeniem. Kiedy udało się jej wziąć oddech, spojrzała na niego jak na pasożyta.
-Suigetsu. Jeśli chcesz mnie zabić, to preferuje mniej podstępne sposoby. Inaczej jest szansa, że Ci się uda.
-Odpowiesz?
-Owszem przypomina.
-I?
-I nic.
-Tak zupełnie?
-Tak zupełnie.
Gotowali do późnego popołudnia. Żaden członek Taki nie zszedł na obiad, więc Suigetsu zaniósł im posiłki na górę. Odetchnęła, siadając w kuchni przy oknie. Otworzyła je. Chwila świętego spokoju przed przyjazdem tej bandy degeneratów społecznych była jak najbardziej wskazana. Upiła kolejny łyk soku. Zimna ciecz spłynęła po gardle, kojąc jej pragnienie. Zamknęła oczy wsłuchując się w odgłosy pustyni. Przez tę jedną chwilę poczuła, że odpoczywa jednak nie trwało to długo. Wraz z otwarciem oczu cały spokój jaki zdołała osiągnąć prysł. Naprzeciwko niej, na drewnianym krześle siedziała dobrze znana jej postać. Ze wszystkich miejsc w których mogli się spotkać, wybrał akurat jej kuchnię. Jej kuchnię! Czysta abstrakcja. Złożyła pieczęcie modląc się żeby to było głupie genjutsu. Nie było. Spojrzała na niego kolejny raz. Nie przywidziało jej się.
-Co ty tu do cholery robisz?
-Przyszedłem Cię odwiedzić.
-Pytam poważnie.
-Rada dziesięciu.
-Ty do niej nie należysz!- Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem
-Od jakichś dwóch godzin, niestety należę. Nie żeby mi to pasowało. Nawet nie wiem czym jest ta śmieszna Rada.
Rzucił do niej amulet. Prawdziwy.
-Jaki skończony frędzel dał Ci amulet?
-Kakuzu. Nie był zbyt zachwycony przekazując go mi. Ale nie miał zbytniego wyboru.
-Szlag by trafił tych zadufanych w sobie lumpów! Myślą, że mogą rzucać tymi amuletami na prawo i lewo!
-Kakuzu nie żyje.
-Nie wątpię.
-Możesz mi wyjaśnić co tu się tak właściwie dzieje i czym jest ta rada?
-Itachi.. Wydaje mi się że niestety będziesz musiał dowiedzieć się tego z praktyki. Jeżeli ty się pojawiłeś to reszta też niedługo przybędzie.
-Chociaż zarys?
-Dobrze ale nie w kuchni. Mam gości, w tym Twojego brata.
-Co tu robi Sasuke?
Jęknęła. Wspaniale, więcej pytań. Zapowiada się doprawdy wspaniały wieczór. 

 * cytat z filmu "Czas surferów" w reżyserii Jacka Gąsiorowskiego

1 komentarz:

  1. Dobry wieczór!
    Chcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki, reklamę bloga i grafikę? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do konkursu literackiego „Już nie zapomnisz mnie” – www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i… co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając regulamin na blogu. Pozdrawiam ciepło!

    Ps. Przepraszam za spam, ale wiadomo, jak trudno jest się zareklamować. A może akurat Cię zainteresuje konkurs?

    OdpowiedzUsuń