niedziela, 4 czerwca 2017

Rozdział 4 - Kiedy przeszłość Cię ściga

Oderwała się od niego. Spojrzała na stojącą przed nią postać z nieukrywaną nienawiścią. Przeanalizowała każdy szczegół jego twarzy. Każdą bliznę, każde zagłębienie i ze zdziwieniem stwierdziła, że wygląda dokładnie tak samo jak ostatnio. Po za bliznami nie zmienił się nic a nic. Te same oczy, włosy zebrane w kucyk, opadająca grzywka. Jej przemyślenia przerwał ból promieniujący z klatki piersiowej. Znowu upadła na piasek. Mimo tego że prawdopodobnie było jeszcze dość ciepło zimny dreszcz wstrząsnął jej ciałem.
-Źle wyglądasz. Powinnaś się bardziej oszczędzać. Nie jesteś głupia Shadow. Wiesz czym to grozi. Powinnaś siedzieć teraz na tyłku i odpoczywać. Z twoim sercem jest coraz gorzej. Czakra nie ma ujścia przez twoje ograniczenie. Gdyby nie to że zdjęłaś technikę ukrywającą pewnie byś nie żyła.
Nie miała siły mu odpowiedzieć. Ból przytłumiał zmysły. Jednak zebrała w sobie siłę i z trudem wypowiedziała te kilka słów które kłębiły się jej w głowie.
-Przyszedłeś mnie zabić. Co to za różnica.
-Nie żartuj sobie. Nie chcesz tak umrzeć, znam Cię.
-Tego akurat żałuję. Byłoby Ci o wiele łatwiej.
-Nie zabiję Cię. Przyszedłem Ci pomóc.
-Niby jak? Nie można mi pomóc. To i tak mnie zabije, wiesz o tym. Od dawna. Nie byłeś nieświadomy. Wiesz i wiedziałeś odkąd to sie stało. I mnie zostawiłeś. Samą. Skazaną na śmierć. Umierającą. Od tego co we mnie wsadziliście.
-Nie umarłaś.
-To tylko kwestia czasu.
-Masz szanse.
-Nie mam. Nikt tego nie przeżył. Nie będę wyjątkiem.
-Od tego wydarzenia minęły lata. A jednak jesteś tu teraz ze mną.
-To cud.
-Nie i oboje o tym wiemy. To ty. I twój charakter. Nie złamałaś się. Podczas wszczepienia ani po nim. Wszyscy się Ciebie boją. Każdy kto wie kim jesteś, drży po nocach ze strachu. Siejesz postrach wśród wielkich i potężnych ludzi..
Przerwała mu. Miała dość tej bezsensownej gadaniny. Bzdur które plecie.
-Umieram. To chyba nawet widać. Właśnie patrzysz na koniec mojego nędznego żywota. Napawaj się tą chwilą i opowiadaj o niej kolegom. O tym jak zabiłeś postrach wszystkich shinobi cienia. Zabiłeś sam Cień.
-Przeżyjesz.
-Cholera.. Niby jak? Moje serce ledwo zipie. Czuję jak zwalnia. Jest mi zimno, niestety to kwestia czasu. Godzina, może dwie.Umieram, rozumiesz. Nawet jeśli teraz uda mi się to przeżyć. Znajdzie mnie, nie wiem, jakiś medyk który podtrzyma moje serce to i tak długiego żywotu sobie nie wróżę. Tym bardziej że jesteś tu Ty.
Nie zależało jej. Leżała na piasku u stóp człowieka który ją zdradził. W każdy możliwy sposób. Czekała aż ją zabije. Cholera po raz pierwszy nie chciała żyć ani uciekać. Powinno się to tak skończyć lata temu, kunai w serce i po sprawie.
-I właśnie dlatego przeżyjesz.
-Wątpię że jesteś w stanie mi pomóc. Bez urazy. I i tak bym nie przyjęła twojej pomocy. Mam resztkę honoru, którego tobie zdecydowanie brakuje, wiesz?
-On żyje, ten którego myślisz że zabili.
Bół przestał mieć jakiekolwiek znaczenie.
-Dlaczego mam Ci wierzyć?
-Bo sam sfingowałem jego śmierć. Twoje ograniczenie jest zawodne i może się obrócić przeciwko Tobie. To dowód. Ograniczyłaś bestię ograniczając siebie. Bardzo pomysłowe. Bomba z czakry w sercu. Chodząca tykająca bomba. Jeśli on zginie ty umrzesz? Taka jest treść twojego ograniczenia?
-Nie, treść mojego ograniczenia jest zupełnie inna.
-Nie wygląda na to. - Spojrzał na nią z powątpiewaniem.
-Nie powiem Ci jaka ona jest. I tak byś nie uwierzył, po za tym nie mam siły wstać.
Podszedł do niej i pochylił się nad nią.
-Teraz to chyba nie problem.
-Tak to żaden problem.
Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Katana przeszyła go na wylot zanim zdążył się zorientować. Krew spłynęła na ciało czarnowłosej oblewając jej bladą, prawie białą skórę.
-To moje ograniczenie, muszę zabijać. Inaczej umrę. Powiedziałeś prawdę co do Tsukiego?
Jego zaskoczenie nie byłoby dla niej niczym dziwnym, jednak malujący się na jego twarzy błogi uśmiech i uczucie ulgi całkowicie zbiły ją z tropu.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę słysząc to. To jest zadanie które wykonać jest bardzo łatwo. Zabijanie masz we krwi. Twoja praca raczej Cię w tym nie ogranicza. O wiele trudniej jest ochronić kogoś na kim Ci zależy.
-I ze wszystkich ludzi mówisz mi to ty? Wybacz nie wiesz jak to jest chronić kogos na kim Ci zależy, więc nie wypowiadaj się, Pogrążasz resztki jakiegokolwiek pozytywnego uczucia jakim mogłabym Cię dażyć.
-Nie. Nie wiem. Ale wiem jakie to uczucie jak to się nie uda.
-O czym ty mówisz?
-Od lat próbuję dać się zabić za to co pozwoliłem Ci zrobić. Nie mogłem z tym żyć. Za każdym razem kiedy patrzyłem w lustro widziałem najgorszego śmiecia. Nie poproszę Cię o wybaczenie, jednak chciałbym wyjaśnić Ci jak do tego doszło.
Jej milczenie było raczej wymowne. W końcu umiera, niech się wygada. Co jej szkodzi.
-Wtedy próbowali mnie wcielić w ich szeregi.
-Wiem.
-Nie przerywaj. Mam niewiele czasu.. Odmówiłem. Niczego tak nie pragnąłem jak życia z Tobą. Dałaś mi wszystko. Niczego z tego wcześniej nie doświdaczyłem. Domu, rodziny, szczęścia, przyjaźni. W najgorszym bagnie byłaś ze mną. Zawsze wiedziałaś jak mnie wyciągnąć nawet kiedy sam dążyłem do znalezienia się na dnie. Na nikim mi tak nie zależało. To był błąd. Że tego nie ukrywałem. Dowiedzieli się. Porwali Cię, zrobili.. Zrobili to co zrobili..- Z jego oczu popłynęły łzy- Zrobili Ci to wszystko a ja musiałem na to patrzeć przez tą cholerną pieczęć. Myśleli że umrzesz. Że to Cię wykończy złamie a twoje ciało tego nie wytrzyma. Ale ty walczyłaś. Walczyłaś tak bardzo zaciekle. Udało się Ci. A oni się tego nie spodziewali. Stworzyli zagrożenie. Zabrali mi wszystko. Nie wiem co się stało po wszczepieniu i przyjęciu. Zabrali Cię. A mnie złamali. Myslałaś że im Cię wystawiłem, że to ja zesłałem na Ciebie te cierpienie. Ich plan zadziałał. Grozili że Cię zabiją. Nie wiedziałem co się z Tobą dzieje. Aż do momentu w którym uciekłaś, wtedy zobaczyłem jak mnie nienawidzisz. Tak bardzo cię przepraszam. Nie dałem rady Cię ochronić. Nie mogłęm nic zrobić. Pieczęć pozwoliła im na władzę nad moim ciałem podczas tego co się wtedy działo. Tak strasznie mi przykro, Shadow. Cieszę się że to już koniec, niczego tak nie pragnąłem jak znowu Cię zobaczyć. Chciałem umrzeć z Twojej ręki, za to co Ci zrobiłem nie ma przebaczenia. Dlatego go uratowałem. Ten rudy żyje. Przyrzekam.
-Cholera.. Fuu Yamanaka niech Cię diabli.
-Nawet nie wiesz jak dobrze to słyszeć..
Spojrzała na niego.
-Cieszę się że umieram z Twojej..
-Jeszcze kurwa nie umarłeś!- Wstała gwałtownie- Jeśli myślisz że śmiercią odpokutujesz grzechy to się grubo mylisz. Idziemy. - Podniosła go zarzucając jego rękę na ramie.- Przeżyjemy to oboje. I gówno mnie obchodzi co o tym myślisz. Ty zasrany gnojku, nie umrzesz. Nie dopóki ja nie powiem , że tak będzie.
Znikneli w obłokach czarnego dymu.
***
Sakura miała już dość. Serdecznie dość wszystkich i wszystkiego. Shadow zniknęła i zostawiła ją samą z bandą debili. Inaczej się tego nie da nazwać. Suigetsu był dobrym przyjacielem, do momentu w którym zaczynało mu się nudzić. Wszystko zapowiadało się wspaniale. Obiad przygotowany przez Shadow był przepyszny a po skończonym posiłku Suigetsu nalegał na nadrobienie zaległości i po grze w shogi, gungi i wielu innych gier w których odniósł porażkę nadszedł TEN moment. Moment rozmowy. Wśród Hebi. Które akurat teraz zechciało zebrać się w salonie. Suigetsu nigdy nie grzeszył rozumem ale tym razem przeszedł samego siebie.
-Ty Saki-chan ty znasz Sasuke? Nie?
Alarm alarm alarm. Bez zawiści, bez przytyków zdobądź się na ludzką odpowiedź Sakura.
-Taak.- Tyle powinno wystarczyć.
-Jak właściwie się poznaliście?
-W Konosze.-Proste krótkie odpowiedzi. Skup się na prostych, krótkich odpowiedziach a może jakoś uda Ci się nie spowodowac katastrofy.
-Hmm, ale tak normalnie na ulicy? I Sasuke tak sobie do Ciebie podszedł i powiedział "Cześc jestem Uchiha Sasuke. Miło Cię poznać"- Suigetsu jesteś durniem do kwadratu, deklem chociaż nie nawet on ma wiecej rozumu. Ta rozmowa jest sabotowana, cokolwiek planujesz, ty wodna brejo nie zamierzam w to grać. Jednak to może być ciekawe widowisko, przedstawić ich znajomość zgodnie z faktami jednak opowiedzieć to inaczej. Ciekawiej.
-Och nie skądże, Sasuke był bardzo nieśmiały.
Wyraz twarzy Suigetsu, bezcenny.
-Sasuke. Nieśmiały?
-Och tak. Nawet bardzo. Do dziś mu to nie przeszło. Kiedy się poznaliśmy ciężko przychodziło mu wypowiadanie się na jakikolwiek tenat, nie licząc misji. Każde moje pytanie zostało zbywane jego sławetnym "Hn.". Nieśmiało podchodził nawet do wspólnych posiłków. Minęły wieki zanim dał się namówić na wspólny obiad. - Z Sasuke jadła obiad raz. Zgodził się tylko dlatego że był bardzo głodny, ale pomińmy to. Gramy dalej.- Starałam się go wyciągnąć z tej jego ciszy i królestwa nieśmiałości ale to beznadziejny przypadek, okropnie zamknięty w sobie. Nic z niego nie dało się wyciągnąć. Ale tak po za tym to całkiem spoko z niego człowiek. - usłyszała schody i wiedziała że Sasuke zaraz sie zjawi- Naprawde był uroczy jak był młodszy. Wiedzieliście że kolekcjonował kartki z odciskami kocich łapek? To było słodkie. - Wiedziała że to usłyszy, że dotrze to do niego akurat jak zejdzie na dół. Ta chwila pozostanie na zawsze w jej pamięci jako triumf nad Uchihą. Piękna, wiepokomna chwila. Teraz tylko odpowiednia płęta. Obróciła sie przez ramie, spoglądając na miejsce w którym zamarł Sasuke.
-Och Sasuke. Jak miło, że do nas dołączyłeś. Właśne o Tobie mówiliśmy.
-Słyszałem.
Suigetsu nie mogł chyba odpuścić i wyparował:
-Miałeś kolekcje odcisków kocich łap?
Gdyby Sasuke mógł wyjść z siebie i stanąć obok, bez wątpienia by to zrobił. Jednak powiedział tylko jedno słowo.
-Idziemy.
-Nie, nie, nie Sasuke. Ani ty, ani nikt stąd nie pojdzie dopoki nie załatwię z Suigetsu paru spraw.
-Ty nam zabronisz?- Pytanie Sasuke sprawiło że atmosfera domowego miru prysła. Sakura wstała z godnością shinobi i poprawiła ochraniacz zwisający na talii. Znak Suny zalśnił w promieniach zachodzącego słońca.
-Nie. Nie zabronię. Tylko ostrzegam że nikt stąd nie wyjdzie.
Zablokowała katanę Sasuke. Banalne posunięcie, nie potrzeba Sharingana by wiedzieć ze to zrobi.
-Odpuść Sasuke. Nie wyjdziesz.- Ostatnie ostrzeżenie.
I kto wie jak by to się skończyło. Wszyscy obecni wstrzymali oddech. A właśnie w kulminacyjnej chwili, kiedy wydawało się że Sasuke ma zamiar odpowiedzieć, na środku salonu zapłonęło czarne ognisko. Z którego wyłoniły się dwie postacie.
-Sakura szybko. Musisz mu pomóc. Umiera.
Sakura znała tą twarz. Piesek Danzo. Oprawca Shadow. Co on tu robi?
-Pomóż mi do jasnej cholery, nie może umrzeć. Tę sprawę załatwicie sobie z Uchihą później. Teraz Cię potrzebuję zrób miejsce na stole. Trzeba operować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz