czwartek, 29 czerwca 2017

Rozdział 7 - Stary przyjaciel

Witam wszystkich bardzo serdecznie! Nie ukrywam, że rozdział ten pisało mi się strasznie. Była to dla mnie istna tragedia. Ogólnie nie wiem czy to w ogóle jakoś wyszło, ale nie mnie to oceniać. Jeśli czytasz skomentuj, będzie mi bardzo miło :) Rozdział skupia się głównie na Shadow i Itachim, ale obiecuję, że w następnym nie zabraknie nam Gaary :D Rozdział wyszedł krótszy niż chciałam, musicie mi wybaczyć :)

*

-Odpowiem na wszystkie Twoje pytania ale musimy stąd iść zanim ktoś zauważy Twoją obecność. Chciałabym uniknąć bratobójstwa w moim domu.
I poszli, a właściwie teleportowali się do wybranego przez Shadow miejsca. Odetchnęła kilka razy. Tłumaczenie czym jest Rada nie jest proste. A wiedziała, że to nie będzie jedyne pytanie Itachiego. Zacisnęła mocno dłonie. Miała serdecznie dość tego dnia. Chciała mieć już z tym wszystkim spokój.
-Czym jest Rada Shadow?
Wiedziała, że jest niecierpliwy, ale żeby aż tak? Warknęła i opadła na fotel.
-Lepiej usiądź Uchiha. To co usłyszysz może zwalić Cię z nóg.
Posłusznie usiadł na drugim fotelu. Spoglądał na nią z oczekiwaniem.
-Rada dziesięciu jest nieoficjalną organizacją która kontroluje.. Kontroluje dosłownie wszystko..
-Co masz na myśli?
-To, że.. Kuso.. Wytłumaczę Ci to na jakimś przykładzie. Ok? Więc wygląda to tak. Ktoś chce wojny. A my analizujemy czy to korzystne. Jakie są możliwości i co się opłaca. Jako że niestety panuje tam demokracja to przeprowadzamy głosowanie. I po wybraniu jednej opcji realizujemy ją. Przykładowo załóżmy, że nagle nadchodzi wojna. Obstawiamy kto ma największe szanse. Decydujemy kogo poprzeć, albo czy w ogóle dopuścić do tej wojny. Jednoczymy się i realizujemy przyjęte założenie.
-Czy członkowie tej organizacji muszą przestrzegać określonych zasad bądź czegoś w tym rodzaju?
-W pewnym sensie. Jeśli coś się dzieje walczymy. Oczywiście nie dosłownie. Nie jesteśmy bohaterami. Walczymy z cienia.
Itachi poruszył się.
-Z cienia?
-Nie dosłownie Itachi.
-Co tu robi mój brat?
-Przypałętał się.
-Wyjaśnij.
-Podróżował z jednym z naszych. Koniec końców musi tu zostać dopóki Rada się nie skończy.
-Ta Rada. Jaki ma związek z Tobą?
-Jestem... Myślę, że można mnie nazwać przywódcą.
-Czyli to Twoja organizacja?
-Tak jakby, jednak staram się brać pod uwagę opinie innych.
-Czy twoja organizacja ma jakiś cel? Coś do czego dąży?
-Można powiedzieć, że dążymy do prawdy. Chcemy też chronić tych którzy zasłużyli na naszą ochronę. Nie chcemy żeby ktoś doznał cierpienia jakiego my doznaliśmy. Każdy z członków naszej organizacji ma za sobą ciężkie przeżycia, wynikające w większości z zaniedbań osób trzecich. Przywódców wiosek, urzędników, i innych często wpływowych ludzi. Chcemy sprawiedliwości. Lecz nie samozwańczej władzy wydawania wyroków. Chcemy żeby ludzie zdali sobie sprawę z tego co doprowadziło do niektórych sytuacji. I żeby sprawiedliwie to osądzili. Ale nie chcemy samosądów. Chcemy uświadomienia ludzi w tym co zachodziło, zachodzi i jeśli nikt tego nie zmieni to zachodzić będzie.
-Mówisz o Korzeniu?
-Nie tylko. To nie jedyna taka organizacja. A po za tym oficjalne przywództwo wioski również popełnia błędy. Nie tylko Liść. Wszystkie Wioski.
-Nie sądzisz, że prawda bardzo często wyrządza więcej szkód niż dobre kłamstwo?
-Sądzę że każdy ma prawo poznać prawdę. Jakkolwiek nie byłaby bolesna. Zawsze to lepsze niż bycie oszukiwanym. Coś o tym wiem.
-Więc dlaczego się tu osiedliłaś? Skoro masz zastrzeżenia do przywództwa?
-Jeżeli chodzi o Kazekage to stara się najlepiej jak potrafi. Jednak wiele rzeczy nadal powinno zostać naprawione. Nikt się tego nie podejmie oficjalnie Itachi.
-A już myślałem, że znalazłaś tu miejsce dla siebie. Mam na myśli w Sunie. Jesteś poważaną kunoichi, ludzie Cię szanują. Założyłaś tu dom.
-Zakładanie domu nie jest dla mnie. Szczerze... Nie wiem co mi strzeliło do głowy. Czuję się jakby to co zrobiłam tak naprawdę zrobił ktoś inny.
Ukryła twarz w dłoniach. Naprawdę czuła się jakby to co się działo zanim Tsuki wyjechał zrobiła inna osoba. Te zdjęcia przedstawiające ją szczęśliwą. Urządzanie domu, gotowanie, sprzątanie a najbardziej te pożal się boże zaręczyny, sprawiały, że czuła się dziwnie. Z miłości może odbić ale nie aż tak. Tsuki.. Jeszcze parę dni temu płakała po jego "śmierci" ale bez jaj, gość nieźle ją od tamtej pory wkurzył. Teraz nie wiedziała co się z nim dzieje i dlaczego. Dlaczego zależało mu żeby myślała, że nie żyje? Czuła się oszukana. Dopuściła go do swojego życia przez jego wyjątkowe zdolności, ale koniec końców polubiła go. Wszystkie wspomnienia po jego zniknięciu zatarły się. Jakby dostała amnezji dotyczącej jednej osoby. Było to co najmniej dziwne. Jak sen który okazał się być prawdą. Przerażające. Czyżby użył na niej swojej techniki Jeśli tak to dlaczego? Czy było to spowodowane grożącym niebezpieczeństwem? Jeśli tak to czemu się z nią tym nie podzielił? Czym tak naprawdę się kierował? Czyżby nie był godzien zaufania?
-Shadow. Słyszałem wiele rzeczy na Twój temat. Nie powiem zdziwiło mnie, że w ogóle zechcesz gdzieś zamieszkać na stałe. Tak samo jak pogłoski na temat Twoich zaręczyn.
-Itachi możesz mi nie uwierzyć ale ja naprawdę nie wiem jak to się stało. Nie wiem. Czuję jakby przez ostatnie 3 miesiące ktoś inny kierował moim życiem.
Itachi wyglądał na głęboko zamyślonego. Jego spokojny głos wyrwał ją z nostalgii.
-A jeśli tak było?
-Jeśli tak było? Co dokładnie masz na myśli?
-Jeżeli ktoś Tobą kierował?
-To niemożliwe, zorientowałabym się.
-Jeśli jesteś tego taka pewna, to może pozwolisz mi to sprawdzić?
Jego oczy zalśniły na czerwono. Nie zlękła się. Itachi nie należał do osób atakujących bez ostrzeżenia, a po za tym nie miałby w tym żadnego celu. Miał miliony okazji by pozbawić ją życia. Z jej ust dobiegł zrezygnowany ton wypowiadający słowa, których naprawdę nie chciała wypowiedzieć.
-Problem w tym, że ja nie do końca jestem tego pewna. Jestem wręcz przekonana że masz rację. I boję się że kiedy Ci pozwolę wejść do mojej głowy znowu uciekniesz.
Szlag by traił Sakurę, za długo z nią przebywała. Przez nią stała się zbyt bezpośrednia. Sharingan Itachiego znikł gdy tylko zakończyła swą wypowiedź. Po raz pierwszy mimo, że nie było tego po nim widać dla zwykłego obserwatora, Shadow zauważyła, że mężczyzna był wytrącony z równowagi. Kiedy się odezwał Shadow miała nadzieję, że puści jej wypowiedź w niepamięć. Jego ton był niezwykle delikatny i tak inny od tego którego używał na co dzień, że wydało jej się to niemożliwe żeby barwa głosu mogła się aż tak zmienić.
-Myślisz, że dlatego wtedy odszedłem? Że zgorszyło mnie to co widziałem?
-A nie było tak? Widziałam Twój wzrok Itachi. Gardziłeś mną i moją słabością.
-Twoją słabością? Uważasz, że to co się wtedy wydarzyło świadczy o tym że byłaś słaba?
Spojrzała na niego mocno skonfundowana. Przecież to raczej oczywiste, że to co jej się przytrafiło nie wydarzyło by się gdyby nie była słaba.
-A o czym innym?
-Nie wiem jak uważasz Ty, ale według mnie mało która kobieta zniosłaby długotrwałe tortury, nadużywanie, i wszczepienie części żywego demona w swoje ciało bez znacznych uszczerbków na psychice.
-Znacznych uszczerbków? Twierdzisz, że nie jestem nienormalna?
-Jesteś jak najbardziej normalna, biorąc pod uwagę to co przeszłaś. Nienormalne były sygnały o szczęśliwym życiu które do mnie dotarły. Nie żebym się nie cieszył gdyby okazały się prawdą. Ale znam Cię i wiem że nie jest to w Twoim przypadku takie łatwe.
-Uważasz, że to co mi się stało nie było to moją winą?
-Ochroniłaś swoją siostrę przed okrutnym losem w Korzeniu. Tak jak ja starałem ochronić się Sasuke. Wiem, że myślisz inaczej. Jednak znalazłaś jej rodzinę i dałaś jej szansę na szczęśliwe dzieciństwo. Uważam, że byłaś silniejsza od wielu ludzi. Postawiłaś się Danzo, a on Cię ukarał. W najbardziej bestialski sposób jaki mógł wymyślić. Ale ona była bezpieczna. Udało Ci się dać jej szansę na szczęśliwe życie. Uchroniłaś ją przed służeniem w Korzeniu. I przeżyłaś to co Ci zrobili. Z resztą opuściłaś wioskę i sama też postawiłaś się swojemu największemu strachowi. Udało Ci się odciąć od Danzo, Korzenia i wioski.
-Nie brzydzisz się mną? Nie dlatego stwierdziłeś, że najlepiej gdy nasze drogi się rozejdą?
-Zdecydowałem się dołączyć do Akatsuki. To nie było najlepsze miejsce dla Ciebie. Nadal byłaś wolnym człowiekiem a ja ściganym przestępcą.
-To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
-Brzydzę się tylko i wyłącznie sobą Shadow.
-Dlaczego?
-Bo nie mogłem zrobić nic żeby Ci pomóc. Czułem się bezużyteczny. Nie mogłem się pogodzić z tym, że nie wiedziałem co Cię spotkało. A jak się dowiedziałem było za późno żeby coś zrobić. Kiedy wtedy nie mogłem Cię obudzić... Byłem przerażony, strasznie krzyczałaś. Więc wdarłem się do Twojego snu żeby Cię obudzić. To co zobaczyłem tylko utwierdziło mnie w przekonaniu jak bezużyteczny byłem. Chciałem ochronić to co dla mnie ważne. Nie myślałem, że to Ty będziesz musiała za to zapłacić. Co z tego że ochroniłem Sasuke. Zniszczyłem siebie. Pozwoliłem sobie na skupienie się na sobie tym przez co muszę przejść. A Ty zostałaś obdarta z człowieczeństwa.
Musiała to przetrawić. Przełknęła ślinę, wzięła głęboki oddech. Nie myślała, że dożyje chwili w której Itachi Uchiha spróbuje zwalić na siebie winę za wszystkie nieszczęścia tego świata. Włącznie z jej osobistą porażką.
-Nie myślałam, że Uchiha są zdolni do takiej samokrytyki. Do tego bezzasadnej.
-Masz prawo do swojego punktu widzenia.
Jak zwykle opanowany i chłodny. Miła odsłona Uchihy poszła w odstawkę. I dzięki za to wszystkiemu co kieruje naszym losem, czy to Bóg czy przypadek, czy przeznaczenie. To był chyba najdziwniejszy moment w jej życiu.
-Masz jeszcze jakieś pytania Uchiha?
-W zasadzie to tak. Jedno, ważne pytanie. Biorąc pod uwagę ile przeszłaś w wiosce muszę o to zapytać. Czy chcesz zniszczyć Konohę?
Zaskoczyło ją to. Bezprecedensowe pytanie w wykonaniu Itachiego Uchihy. Roześmiała się. Do cholery stałeś się naprawdę naiwny Itachi.
-Czy chce zniszczyć Konohę? Nie. Kiedyś owszem pragnęłam żeby zniknęła z powierzchni ziemi. Ale teraz wszystko się zmieniło. Mam inne plany.
-Rozumiem.
-Nie wydaje mi się Itachi.
-Chcesz mnie uświadomić? Nie wydaje mi się.
-A Ty chcesz wiedzieć? Nie wydaje mi się.
Itachi chyba dziś wziął sobie za punkt honoru zadziwić ją do granic możliwości. Wstał. Uderzył pięścią w dębowy, pokryty ciemną farbą do drewna stół z taką siłą, że stojący na nim wazon podskoczył a część znajdującej się w nim wody wylała się.
-Do czego dążysz? Chcę wiedzieć czy jeżeli mój brat zawróci ze ścieżki którą obrał, będzie miał gdzie wrócić!
Spojrzała na niego. Był wściekły. To było coś nowego. Z fascynacją zatopiła się w jego przepełnionych złością czarnych tęczówkach. Chwile w których okazywał emocje były naprawdę bardzo rzadkie. Dziś czuła się jakby wygrała na loterii. Tyle różnych oblicz w jednej rozmowie było wręcz przytłaczające. Nie chciała mu zdradzać swoich planów co do Konohy. To oczywiste, że chciała zemsty. Jednak w Konosze żyli ludzie, którzy w większości nie byli niczemu winni. Oni nie musieli za to płacić. Jednak wszystko można obrócić na swoją korzyść i dobrze o tym wiedziała. Postanowiła w tym przypadku skorzystać z tej techniki i odwrócić pytanie starszego Uchihy na swoją korzyść.
-Ta złość jest skierowana na moje postępowanie czy na postępowanie twojego przeuroczego, młodszego brata z przestępczą karierą dorównującą twojej?
Miała nadzieję na ciąg dalszy. Na dalsze zgłębianie drzemiących w nim emocji. Czuła się jak dziecko które dostało w prezencie matrioszkę. Chciała poznawać kolejne warstwy, które pozornie były takie same jednak za każdym razem czymś się różniły. Czuła się podekscytowana. Kolejne oblicza Itachiego mogły być tak niesamowicie pociągające. Nachylił się w jej stronę. Ale wtedy kiedy jego usta miały dać jej wyczekiwaną przez nią niecierpliwie odpowiedź, poczuła zbliżającą się do nich chakrę. Znała ją niemal tak dobrze jak swoją własną. Uśmiechnęła się.
Odsunęła od rozmówcy, który również wyczuł nadciągającego gościa. Wstała i skinęła uspokajająco ręką, pokazując mu żeby usiadł po czym zbliżyła się do okna. Otworzyła je spoglądając na rozciągający się krajobraz. Był zdumiewająco piękny. Zachodzące słońce odbijało się od drobnego połyskującego złotem piasku rysując wzory na pustynnej przestrzeni. Zrezygnowała z próby dostrzeżenia kierującego się w ich stronę gościa, na rzecz napawania się widokiem.
Spojrzała na prowizoryczny ogród znajdujący się pod oknami, delikatna roślinność nie miała najmniejszych szans na przeżycie ze względu na gorącą temperaturę w dzień i wyjątkowo niską w nocy. Do tego służyły im oranżerie rozsiane w czterech rogach ogrodu. Niewielka ilość roślin była w stanie dostosować się do panujących tu warunków. W ogrodzie przeważały palmy daktylowe, rosły tam również uwielbiane przez nią kakaowce i niewielka ilość drzewek oliwnych. Jej faworytem była jednak wyjątkowa i cudem przez nią zdobyta Dracena smocza. Niezwykle urokliwe i ciekawe drzewo. Poza nią kwitło tam też parę niezbyt lubianych przez nią agaw. Nigdy nie rozumiała jak komukolwiek mogły się one podobać jednak kiedy stanęła przez wyborem między kaktusem a agawą, decyzja wydała jej się oczywista. Akurat teraz zakwitło również kilka pięknych juk.
Ogród istniał tylko dzięki znajdującej się w pobliżu oazie, która użyźniała glebę. Shadow nigdy nie zapuściła się aż do samej oazy, jednak zdawała sobie sprawę z jej istnienia. Świadczyły o tym chociażby drzewa i krzewy rosnące w okolicy. Ścieżki przecinały ogród w sposób bardzo naturalny i swobodny a naturalne oczko wodne dopełniało całości założenia. Kiedy jej oczy spoczęły na kamieniach okalających brzeg zbiornika dostrzegła znajomą sylwetkę. Ich oczy spotkały się, niby przypadkiem ale zdawała sobie sprawę z tego, że obserwował ją od dłuższego czasu. Spoglądał na nią jakby od 6 lat wcale nie udawał że jest martwy. Jakby wcale nie zależało mu na tym żeby nikt nie dowiedział się o jego egzystencji. Z uśmiechem na twarzy po prostu się jej przyglądał.
Wstał i wyskoczył do góry, opadając na parapet znajdujący się tuż przed nią. Był bardzo blisko. Ich oczy dzieliły centymetry. Jego orzechowe, wesołe tęczówki nic się nie zmieniły od czasów dzieciństwa. Cieszyła się, że czas w którym były puste minął bezpowrotnie. Nie żeby specjalnie ją to obeszło, jednak wyraz pustki obecny w jego oczach byłby zbyt wielką niesprawiedliwością. Zmieniło się jednak wszystko poza tak dobrze znanymi jej oczami. Włosy które kiedyś dorównywały długością jej były teraz po bokach wygolone, a reszta również skrócona była ustylizowana żelem. Jego niegdyś biała jak śnieg skóra zyskała lekką opaleniznę, zauważyła też kilka tatuaży pokrywających odsłonięte ramiona. Ciemne klasyczne spodnie ninja dopełniała koszulka w odcieniu pomarańczy, jednak po dłuższych oględzinach sprawiała wrażenie lekko wpadającej w żółty. Może była to tylko zasługa zachodzącego słońca, jednak niewątpliwie dodawała mu uroku. Z młodzieńczych kobiecych rysów twarzy nie pozostało wiele. Musiał włożyć dużo pracy w to by nikt nie rozpoznał w nim zmarłego w Kirigakure chłopca.
Kiedy znalazła jego grób i odkopała ciało była przerażona ilością ran. Mieli ze sobą umowę, która zakładała że w razie niebezpieczeństwa zażyją substancje pozorującą śmierć. Oczywiście było to niebezpieczne, jednak ryzyko w tym wypadku się opłaciło. Udało jej się go odratować, podstawowe techniki medyczne pozwoliły mu wytrzymać do czasu jej przybycia jednak był bardzo słaby. Długo dochodził do siebie, a bolesne wspomnienia z walki odbierały mu chęci do życia. Jednak dziś po tamtym feralnym dniu została tylko starannie ukryta przed światem blizna na brzuchu i plecach. Chłopak chichotał wpatrując się w jej twarz. Był ewidentnie rozbawiony. Poczuła spojrzenie Uchihy niemal wypalające dziurę w tyle jej czaszki. Spojrzenie chłopca powędrowało na Itachiego by po kilku sekundach z powrotem spocząć na Shadow. Nie przejął się nim wcale. Potraktował jak element wyposażenia który przykuł wzrok. Szczerze lubiła go za nieprzywiązywanie wagi do jej spraw prywatnych. I innych ludzi. Jego głos rozbrzmiał w pomieszczeniu, był bardzo delikatny i dźwięczny.
-Miło Cię widzieć Sha-chan. Najwidoczniej jestem pierwszy.
Uśmiechał się jak kretyn. Przeczuwała nadchodzącą katastrofę, chociaż jeszcze nie miała podstaw.
-Witaj Ha-kun. Wydaje się, że pan Uchiha Cię uprzedził.
Wyglądał na szczerze oburzonego. Jej obawy sięgały najwyższego szczytu Suny jak nie wyżej.
-Ale on nie brał udziału w wyścigu. To się nie liczy.
No tak.. Banda skretyniałych debili to za mało powiedziane. Wyścig. Urządzili sobie wyścig. No tak, w zasadzie czego miała się spodziewać? Że będą się zachowywać normalnie i z wyczuciem? Marzenie.
-Ilu?
Z jej ust sączył się jad w czystej postaci. Jeszcze ich tu nie ma a już doprowadzają ją do szału.
-Wszyscy. Oprócz Nowego.
-Wspaniale.
Opadła na fotel licząc do dziesięciu.
-Wyprzedziłem ich około kilometra więc powinni się zaraz zjawić.
I oni mieli być poważną grupą shinobi. Dobre sobie. Nie minęło pięć minut kiedy zaczęła wyczuwać chakrę nadciągających 6 osób. Od razu splunęła sobie w brodę za niesprecyzowanie warunków przybycia. Nie myślała, że zrobią z tego aż taką dziecinadę.
-Kto to sprowokował Haku?
Pytanie retoryczne, w myślach już widziała ten pewny siebie, bezczelny uśmiech. Nie zdążyła paść odpowiedź, ponieważ Shadow została brutalnie zaatakowana przez parę nachalnych rąk więżących ją w uścisku.
-No witaj maleńka!
Zabiję, zaszlachtuję, ubiję, zrobię kotlety na obiad i wykarmię resztę. Niech ich wszystkich szlag trafi!

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Rozdział 6 - Dzień pełen wrażeń

Hej! Jest mi bardzo miło ze względu na rosnącą liczbę odsłon. Chcę za to podziękować wszystkim którzy odwiedzili mojego bloga. Jeśli przeczytasz ten rozdział proszę zostaw komentarz, ponieważ zmotywuje mnie to do dalszej pracy. Życzę miłego czytania :)

*
Sasuke miał dość. Suigetsu i Sakura się znali co było wystarczająco dziwne. Był szczerze zdziwiony odnośnie jej, trzeba przyznać, całkiem niezłego zablokowania jego katany. Ciekawiło go jak w przeciągu tych kilku lat się zmieniła. Kiedy ta tajemnicza dziewczyna pojawiła się znikąd w ogniu przypominającym Amaterasu jego brata przez jedną chwilę zastanowił się czy Itachi na pewno oszczędził tylko jego. Postanowił nie wychodzić dziś z pokoju. Byli na terytorium Suny w biały dzień, nie chciał żeby ich obecność tu została wykryta, a gościnność gospodarzy była mu na rękę. Rozejrzał się po zajmowanym przez niego chwilowo pokoju. Urządzony był dość staroświecko. Przypuszczał, że stojące pod oknem ogromne pokryte starannie drzeworytami biurko było antykiem. Ciemne barwy zdecydowanie dominowały w pomieszczeniu. Jedynym dość ciekawym odkryciem był znajdujący się tu imponujący księgozbiór. Staroświeckie drewniane regały pokryte były niezliczoną ilością ksiąg i zwojów. Posegregowane były tematycznie. Większość z nich mówiła o historii shinobi. Pomieszczenie było przestronne. Sasuke spędzał większość czasu siedząc w wielkim skórzanym fotelu stojącym w rogu pokoju, czytając w oczekiwaniu na wieści od swoich informatorów. Nie przybył przecież do Suny w celach rekreacyjnych. Szukał informacji o miejscu pobytu swojego brata. Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że i tym razem to ślepy zaułek. Tym bardziej, że czuł iż w tym domu dzieje się coś dziwnego. Ta czarnowłosa kobieta go niepokoiła. Była dziwna. Jak nie z tego świata. Jej uśmiech nigdy nie dosięgał oczu. Usłyszał pukanie do drzwi. Zignorował je. Ponowiło się. Po czym zza drzwi, dobiegł go melodyjny głos kobiecy głos.
-Uchiha-san, mogę wejść?
-Hn.- zreflektował się że dziewczyna może mylnie zinterpretować jego odpowiedź- Wejdź.
Drzwi otworzyły się ukazując czarnowłosą piękność w granatowej tunice z pod której prawie niezauważalnie wystawały krótkie czarne spodenki. Jej nogi pokrywały czarne kabaretki. Klasyczne długie buty ninja na niewielkim obcasie dodawały jej jeszcze więcej kobiecości. Włosy miała zebrane w warkocz. Stwierdził brak jakichkolwiek ozdób, co dodał do listy jej zalet. Nie była pustą lalą tylko sprytnie podkreślała swoją urodę. Przemówiła tym samym melodyjnym głosem
-Śniadanie jest już gotowe.
Przerwał jej stanowczo wiedząc, że zaproponuje mu zejście na dół.
-Zjem tutaj.
Nawet jeśli ją to zdziwiło nie dała tego po sobie poznać.
-Oczywiście Uchiha-san. - Przypatrywała mu się. Czuł jak analizuje szczegóły jego twarzy. Wiedział, że dosłownie przed chwilą sam robił to samo jednak poczuł się dziwnie nieswojo. Te spojrzenie nie oceniało jego wyglądu. Odwrócił wzrok. W jakim celu tak dogłębnie analizuje jego twarz? Odchrząknął.
-Czy to wszystko?
Dziewczyna wyrwana z przemyśleń wydała mu się zakłopotana.
-Przepraszam, Uchiha-san. Tak.
Jej wzrok spoczął na książce leżącej na jego kolanach. Wzbudziło to w niej zainteresowanie, zauważył ze zdziwieniem.
-Interesujesz się historią shinobi Uchiha-san?- spytała podchodząc do regałów wypełnionych książkami.
-Niespecjalnie.
-Jednak ta książka Cię zainteresowała, prawda?- dziewczyna gładziła grzbiet książki którą wyciągnęła.
Zaintrygowała go. Skąd u diabła wiedziała, że to akurat tę pozycję przeglądał wczorajszego wieczoru? Jeszcze bardziej zbiła go z tropu odpowiadając na niewypowiedziane pytanie.
-Nie ma na niej kurzu, który jest na innych księgach. Co wskazuje, że przeczytałeś właśnie tę. Nie minęły dwa dni odkąd tu jesteś. Musiała Cię zainteresować.
-Trochę
Roześmiała się, a on ze zdziwieniem stwierdził, że po raz pierwszy dostrzegł w jej oczach ślad wesołości. Niewielki i nie trwało to zbyt długo, jednak był taki moment w którym dostrzegł uczucie w jej oczach. Odłożyła książkę i otworzyła drzwi
-Każę przynieść Ci jedzenie. Nie spodziewałam się że jesteście do siebie aż tak podobni, ty i twój brat Uchiha-san.
Zostawiła Sasuke w osłupieniu.

*

Wędrował przez opustoszałe pobojowisko, w bliżej nieznanym celu. Odkąd opuścił siedzibę, nie wiedział dokąd ma się udać. Nie chciał brać udziału w zniszczeniu Suny, a takie były plany Akatsuki. Wiedział, że musi się dobrze ukryć. Minął kolejne ciała. Nie chciał ich zabijać. Nie dali mu zbytniego wyboru. Spojrzał na ciało Kisame. Był jego partnerem przez dłuższy czas i zabicie go nie było dla niego niczym przyjemnym, w porównaniu do powolnego morderstwa Hidana. Z jego śmierci Itachi czerpał niesamowitą wręcz przyjemność. Jego Amaterasu było niezwyciężone. Nawet "nieśmiertelny" Hidan musiał to przyznać. Musiał uciekać zanim reszta ścigających go członków Brzasku wpadnie na jego trop . Ruszył w dalszą drogę nadal nie mając w głowie żadnego sensownego planu. Był ścigany przez wszystkie wioski ninja, a teraz także Akatsuki. Zapomniał jeszcze o swoim młodszym bracie. Wszyscy na tym parszywym świecie pragnęli jego śmierci. Ale czy wszyscy? W głowie mignęło mu wspomnienie pewnej czarnowłosej kunoichi. Spojrzał na swój strój. Charakterystyczny dla Akatsuki płaszcz nadal spoczywał na jego ramionach. Zdjął go i wrzucił w dogasający ogień, który płonął trawiąc pobliską roślinność. Wskoczył na gałąź pobliskiego drzewa, dziękując bogom za lasy które znacznie usprawniały jego ucieczkę. Kolejną z resztą. Całe jego życie jest jedną wielką ucieczką. Jego opaska ninja zsunęła się lekko z jego czoła. Poprawiając ją podjął ryzykowną decyzję o udaniu się do jej prawidłowej właścicielki. Skierował się na trasę do kraju Wiatru. Jeśli uda mu się utrzymać tempo może zdąży dotrzeć do granicy w ciągu trzech godzin. Ale Itachi przywykł do tego, że sprawy zazwyczaj nie idą po jego myśli. Kiedy wyrosła przed nim postać Kakuzu nie był zbytnio zaskoczony. Przyjął postawę obronną. Jednak jego przeciwnik nie miał zamiaru go atakować. Wręcz przeciwnie. Przemówił zbolałym głosem.
-Wydaje mi się czy masz kłopoty Uchiha?
-Od kiedy Cię to interesuje Kakuzu?- spytał nie tracąc czujności Itachi
-Mimo, że z chęcią bym zgarnął nagrodę za Twoją głowę Uchiha, mam na głowie ważniejsze sprawy. Co dziwne wędrujesz w tym samym kierunku co ja. Albo wybierasz się na radę dziesięciu, albo to ogromne zrządzenie losu, że się tu spotkaliśmy.
Itachi nie dał po sobie poznać jak bardzo zaskoczyła go wiadomość przekazana przez jego rozmówcę. Walka z Kakuzu nie wydała mu się na obecną chwilę dobrym pomysłem. Musiał mieć jednak strasznego pecha, jak zwykle z resztą. Kiedy otoczył ich oddział najemników z Ame Gakure no Sato, walka między nimi rozgorzała i nie było czasu na pertraktacje. Itachi wykorzystał swoje umiejętności posługiwania się bronią, zabijając dwóch przeciwników za pomocą kunaiów które trafiły idealnie w punkty witalne. Nigdy nie chybiał. Trzeci przeciwnik okazał się nieco bardziej wymagający, jednak nie był na poziomie który sprawiłby, że Itachi miałby się czego obawiać. Najemnik zaatakował go. Itachi odskoczył i wyciągnął nieużywaną dawno katanę. Zaatakował swojego przeciwnika, ale ten odparł jego atak. Zadawał kolejne ciosy. Odskoczyli od siebie. Itachi nie czekał. Shurikeny poleciały w stronę mężczyzny zanim zdążył wziąć oddech. Kilku uniknął, jednak parę wbiło się boleśnie w ciało zamaskowanej postaci. Itachi westchnął, chciał załatwić to szybko i bez zbędnego zwracania na siebie uwagi. No cóż, chyba nici z tego planu. Jego przeciwnik zbliżył się, znowu atakując bezpośrednio. Itachi odskoczył do góry. Niebywale szybko składał pieczęcie.
-Katon: Ryūka no Jutsu!
Mężczyzna został ranny jednak dalej trzymał się na nogach. Itachiego naprawdę zaczynało to irytować. Nie zamierzał dać ponieść się emocjom, jednak chłodna kalkulacja utwierdziła go w przekonaniu że jego przeciwnik nie potrafi walczyć na dystans. Dlatego ciągle dąży do bezpośredniego starcia. Zanim mężczyzna zdołał zlokalizować Itachiego, jego jutsu już zmierzało w jego kierunku
-Katon: Gōkakyū no Jutsu!
Mimo szybkiej reakcji, facet został zraniony. Itachi był znudzony tą zabawą w kotka i myszkę.
Zanim najemnik zdołał zareagować, był już atakowany przez klony Itachiego. Taijustsu zmusiło przeciwnika do zajęcia zaplanowanej przez Itachiego pozycji. Po raz drugi użył dziś Amaterasu. Patrzył na wijącego się z bólu, irytującego mężczyznę. Kiedy dotarło do niego jak dziwnie cicho było biorąc pod uwagę to, że Kakuzu też walczył. Rozejrzał się i nigdzie nie dostrzegł znanej mu postaci. Zlokalizował źródło jego czakry. Udał się w tamtym kierunku. Kiedy znalazł się na miejscu Kakuzu siedział pod drzewem, cały we krwi a z jego serca wystawał miecz. Na polanie znajdowało się jeszcze 5 trupów. Cała sytuacja była dość dziwna. Jeśli celem najemników był on sam, czemu skupili się na rozdzieleniu ich i próbie zabójstwa Kakuzu? Po za tym jakim cudem udało im się doprowadzić do takiego stanu ten wybryk natury w tak krótkim czasie? Zbliżył się do Kakuzu i nie wiedzieć czemu sarkastycznie zapytał
-Wydaje mi się czy masz kłopoty Kakuzu?
Jego rozmówca roześmiał się.
-Kto by pomyślał, Uchiha ma poczucie humoru. Słuchaj, nie lubię takich sytuacji, Wygląda na to, że tym mośkom udało się mnie zabić. Taak jestem trupem to pewne. Nie żyłbym gdyby nie ta cholerna pieczęć dziesięciu. Muszę komuś przekazać schedę, wiesz? A na dodatek jedyną osobą której mogę ją przekazać jesteś Ty. Nie pałam do Ciebie sympatią Uchiha, jednak nie mam wyjścia. A w takim razie pozostaje mi tylko jedna opcja. Oddać Ci symbol przynależności do tejże wspaniałej instytucji.
Kakuzu zdjął z szyi amulet z i przekazał go mi.
-Gratuluję Uchiha. Jesteś teraz członkiem rady dziesięciu. Twoje zdanie będzie miało ogromny wpływ na kształtowanie nowego świata. Nie martw się amulet zawsze można przekazać komuś innemu. Pieczęć zniknie kiedy zdecydujesz się go przekazać dalej. Jednak wydaje mi się, że władza którą daje skutecznie Cię od tego zniechęci.
Itachi syknął czując pieczenie w prawym ramieniu.
-Poboli i przejdzie Uchiha. Nie myślałem, że jesteś taki delikatny. Mam do Ciebie ostatnią prośbę. Jeśli spotkasz tego rudego sukinkota w czarnej masce przekaż mu ode mnie bolesne pozdrowienia z piekła.
-Możesz na mnie liczyć Kakuzu.
-Bzdura.-Kakuzu odparł z pogardą- W tym świecie na nikogo nie można liczyć Uchiha. Mam jednak nadzieję, że pewnego dnia to się zmieni.

*

Przemoc, przemoc, przemoc. Słowo te jest współcześnie tak nadużywane, że Konan ma go serdecznie dość. Tak samo jak swojej pracy. W przeciwieństwie do Shadow i Sakury nie chciała pracować w oddziale specjalnym. Została więc zatrudniona jako doradca do spraw młodzieży w ośrodku gdzie wychowywały się dzieci które były sierotami lub ich rodzice je odrzucili z powodu posiadania przez nie chakry. Były też przypadki odebrania dzieci rodzicom. Miała właśnie do napisania raport o jednym z takich dzieci. Kosume Mitsui był zamkniętym w sobie, zastraszonym dziesięciolatkiem. Doznał wystarczająco dużo cierpienia w swoim życiu, a ona musiała poddać go bezlitosnej ocenie i opisać wszystko co zdecydował się jej powiedzieć. Wiedziała, że jest to niezbędne biorąc pod uwagę dobro chłopca, jednak nie sprawiło to, że czuła się przez to lepiej. Sama wiedziała, że lepiej niektóre sprawy przemilczeć. Sprawa Kosume przypominała jej o jawnej niesprawiedliwości tego świata. Wzięła dokumenty dotyczące sprawy z powrotem w ręce. Spojrzała na zdjęcia dołączone do raportu. Fotografie przedstawiały zmarłą matkę dziecka. Chociaż "zmarłą" nie wydaje się być tu dobrym określeniem. Kobieta została zamordowana na oczach dziecka. Sprawcą był nadużywający alkoholu i innych używek ojciec dziecka. Obecnie poszukiwany Hisoka Mitsui. Należy zaznaczyć, że ten drań regularnie znęcał się nad kobietą i dzieckiem. Wziełą do rąk pustą kartkę do wypełnienia raportu. W odpowiednie rubryki wpisała numer sprawy, dane osobowe i tak dalej. Wypełniała raport bez chwili zawahania do momentu wypełniania rubryki o charakterze dziecka i jego zdolnościach, a dokładnie do momentu gdy z jej rąk zaczęły spływać słowa "Chłopiec ma ewidentne zaburzenia poczucia własnej wartości, jest przekonany o własnej nieporadności, wykazuje strach przed dorosłymi, unika kontaktu wzrokowego". A co to w ogóle obchodzi bandę tych starych, stetryczałych pierników? Każą wypełniać jej te głupie rubryczki, oceniać innych i wypowiadać się na ich temat. Po co im te informacje. Mogliby się skupić na pomocy temu dziecku a nie na sprawdzaniu czy nadaje się na ninja. Jęk irytacji wydobył się z jej ust. Położyła głowę na biurku, cicho warcząc. Te stare pierdy w głębokim poważaniu mieli dobro tego dziecka. Chcieli tylko ocenić czy jego stan psychiczny sprawia, że jest zdolny do pójścia do akademii. Wiedziała, że czegokolwiek tam nie napisze w mniemaniu tej bandy impertynenckich, zapyziałych staruchów chłopiec będzie zdolny do wszystkiego. Podniosła się pisząc dalej "Chłopiec wykazuje podstawową znajomość technik ninja, ma wiedzę z zakresu historii shinobi, zręcznie posługuje się bronią, nie wykazuje innych wyróżniających go zdolności. Wykonuje polecenia. Jest skłonny do pracy w grupie. Nie wdaje się w konflikty, unika starć z towarzyszami.". Szlag by ich trafił zajęliby się czymś pożytecznym. Uniosła kubek z kawą do ust. Upiła łyk gorzkiej, czarnej espresso. "Nie po to stworzono kawę czarną i gorzką, żeby ją słodzić i zabielać"* przypomniała sobie słowa z ostatnio oglądanego filmu. Podniosła długopis w celu kontynuowania raportu jednak przerwało jej ciche pukanie do drzwi jej gabinetu. Schowała dokumenty do teczki i powiedziała głośno:
-Wejść!
W drzwiach stanął jej podopieczny, wzrok spuszczony na ziemię, uparcie wpatrywał się w starą zniszczoną wykładzinę.
-Przepraszam, że Pani przeszkadzam jednak Ayano i Chie znowu się kłócą. Wygląda na to, że jeśli ktoś nie zareaguje będą się bić.
Jego głos był bardzo nerwowy, dzieciak nie lubił bójek i ludzi którzy w ten sposób rozwiązywali swoje konflikty. Te dwie dziewczyny szczerze się nienawidziły i sprawiały kłopoty odkąd tylko przekroczyły próg tego pożal się Boże domu. Konan odetchnęła, czasem żałowała że nie może już bezkarnie używać przemocy. Szczególnie jeśli chodziło o Ayano i Chie. Z rezygnacją w głosie odpowiedziała chłopcu:
-Prowadź Kosume.

*

Gaara nie mógł czasem uwierzyć w to jak bezpośrednia była Sakura. Zadawała okropnie odzierające z prywatności pytania bez zmrużenia oka i przychodziło jej to tak łatwo, że nie miał pojęcia jak ona to robi. Zdarzało się to dość często. "Gaara, a czemu nie chcesz iść na przyjęcie urodzinowe do Kiby?";"Dlaczego nie napiszesz do Naruto skoro masz ochotę się z nim zobaczyć?"; "Czemu nie kupisz Temari nowego wachlarza na urodziny? Takiego od serca, na przykład z napisem "Siostra kazekage"? ". Ale tym razem naprawdę powaliła go na łopatki. Pytania o miłość nie były jego dobrą stroną. Czemu się w niej zakochał? Czemu pozwolił się jej do siebie zbliżyć? Czemu mu na niej zależało? Zadawał sobie te pytania miliony razy i nigdy nie znalazł w pełni satysfakcjonującej odpowiedzi.
-Sakura... Zadajesz głupie pytania.
-Gaara po prostu odpowiedz, proszę. Zależy mi na tym.
Chciał uciec przed tym niewątpliwie kłopotliwym pytaniem, nie to żeby było trudne. Chciał żeby odpowiedź nie była banalna. Wpatrywała się w niego wyczekująco, swoimi zielonymi jak trawa oczami. Co chciała usłyszeć? Nie miał pojęcia. Co ma jej powiedzieć żeby nie wyjść na głupca? Czasami sam się zastanawiał czy jest do końca normalny. Odchrząknął wiedząc że nie wypada wystawiać jej cierpliwości na próbę.
-Ekhm.. No nie wiem.- Próbował kupić sobie trochę czasu. Myśl Gaara, myśl!
-No więc Twoje włosy są takie różowe i ten niespotykane.- Bełkotał- Masz ładny uśmiech, oczy, figurę. No i jesteś silna. Mądra. Miło się z Tobą rozmawia. Jesteś urocza. Jednak najważniejsze jest to, że nigdy nie oceniasz ludzi po pozorach, po tym co się wydarzyło w przeszłości. Jesteś wspaniała. Dajesz każdemu drugą szansę bo wierzysz, że na to zasługuje. Potrafisz bezwzględnie chronić to co kochasz. Twoje zaangażowanie w relacje z innymi jest godne podziwu. Jesteś wspaniała.
Zakończył swój wywód nie bardzo wiedząc co mógłby jeszcze powiedzieć. Czuł, że jego wypowiedź była dość płytka. Nigdy nie potrafił ubrać w słowa swoich uczuć. Przy Sakurze przychodziło mu to łatwiej jednak dalej miał z tym kłopot.
-Dziękuje Gaara. To urocze.- Pochyliła się ku niemu przyprawiając go o szybsze bicie serca. Nie marnując szansy, przybliżył swoje usta do jej warg. Pocałował ją nad wyraz delikatnie. Było to jak muśnięcie skrzydeł motyla. Kiedy chciał się odsunąć, dziewczyna przyciągnęła go z powrotem, całując go mocniej. Ich pocałunek przeradzał się w coraz bardziej namiętny. Przyciągnął ją zdecydowanym ruchem, zmuszając ją tym samym by usiadła na nim okrakiem. Odsunął różowe włosy, odsłaniając szyję którą z pasją zaczął atakować pocałunkami. Słysząc jej cichy jęk warknął i ponownie pocałował ją w usta. Poczuł jak jej ręce wędrują po jego ciele. Miał już zdejmować jej koszulkę kiedy brutalnie mu przerwano
-Kazekage-sama!
Sakura zawstydzona zeszła z jego kolan, co skwitował kolejnym warknięciem. Zirytowany jak jeszcze chyba nigdy w życiu spojrzał na tego który śmiał przerwać im w takim momencie. Młody shinobi wyglądał na speszonego. Gaara potrafił być przerażający i zdawał sobie z tego sprawę. Postanowił to wykorzystać by już NIKT i NIGDY mu nie przeszkodził w wylegiwaniu się na dachu z Sakurą. Wykorzystując swą moc manipulacji piaskiem aby wokół nigo śmigały bicze z piasku, korzystając z najbardziej budzącego postrach spojrzenia, sprawił, że nowicjusz był przerażony. Zniżył głos i powoli cedził słowa
-Lepiej żeby było to coś ważnego, bo może się to dla Ciebie skończyć Hizouku..
-Hai Kazekage-sama! Dostaliśmy pilne wieści z Konohy!
Gaara każdego dnia przeklinał pokój z Konohą która była najbardziej upierdliwą wioska z którą miał okazję współpracować. Spojrzał na Sakurę i z bólem serca powiedział:
-Przepraszam skarbie, dokończymy to jutro.
-Nie ma sprawy Gaara-kun
Pocałował ją w policzek i udał się do biura z miną męczennika. Kiedy dotarł do biura odpieczętował zwój i odczytał jego zawartość i nie mógł się nie uśmiechnąć. Uzumaki Naruto przybędzie do Suny.

*

Shadow zajęta była sprzątaniem przez większość poranka. Miała niezmierny kłopot z zaplanowaniem gdzie umieści nadciągających gości. Zdecydowała się na lewe skrzydło i przeklinała to po stokroć w myślach. Doprowadzenie do porządku tej części domu zajęło jej pół dnia. Konan była dziś w pracy więc na jej barkach pozostało ugotowanie obiadu i kolacji. Sakura się zmyła, za co nie mogła jej winić. Znoszenie Sasuke nie było czymś czego mogła od niej wymagać. W porównaniu do Itachiego, młodszy Uchiha był bardzo arogancki. Szlag by trafił cały ten przeklęty klan. Są niewątpliwie uroczy jednak gdziekolwiek się nie pojawią sprowadzają tylko kłopoty. Kiedy bezlitośnie cięła marchewki na malusieńkie kawałeczki, poczuła dłoń na swoim ramieniu. Zamachnęła się odruchowo nożem, sprawiając że postać która ją dotknęła odskoczyła wrzeszcząc wniebogłosy,
-Ej, ej, ej! Spokojnie! Chciałem tylko pomóc!
-Suigetsu ty deklu! Mogłam Cię zabić!
-Wiem, po prostu zdaję sobie sprawę, że przygotowania do dzisiejszego wieczora mogą być dość skomplikowane więc chciałem Ci pomóc.
Westchnęłam. Ten wodny świr ze skłonnościami samobójczymi miał rację. Przystąpiłam do dalszego maltretowania niczemu winnych marchewek.
-W czym na przykład?
-Mogę zająć się z Tobą jedzeniem. Będzie tego potrzebne więcej jeśli mają tu zostać. A lepiej dobrze ich ugościć. To pewne.
Była w szoku kiedy Suigetsu ubrał niebieski fartuch Konan i przystąpił do krojenia kolejnych marchewek.
-Gdzie nauczyłeś się gotować?
-Gotować to dużo powiedziane. Jednak z nimi albo zginiesz z głodu albo nauczysz się gotować. Nie chciałem umierać. Wybór był prosty.
-Ohh.. To dobrze. Śmierć przez zagłodzenie nie jest najlepszą z możliwych.
Suigetsu roześmiał się nieco wymuszonym śmiechem. Na krótki moment ciszę między nimi przerywał tylko dźwięk cięcia marchwi. Kiedy jej rozmówca nagle przemówił o mało co nie rozcięła sobie palca.
-Jak się czujesz?
-W porządku.
-A jak ten facet?
-Stan jest stabilny.
Ewidentnie próbował podtrzymać rozmowę w jakimś konkretnym tylko jemu znanym celu.
-Nie przeszkadza Ci obecność Taki?
-To już nie Hebi?
-Sasuke nie przepadał za tą nazwą. Kojarzyła mu się z Orochimaru-sama.
-Staruszek miał poczucie humoru.
-Nieco dziwne te jego poczucie humoru, maltretował mnie kilka lat żeby poznać fizjonomie mojej zdolności.
-Jego metody były nietypowe. Ale w głębi serca nie był do końca zły. Był bardzo zagubiony, zbyt żeby mu pomóc. Ale bez wątpienia uwielbiał ninjutsu. Po prostu pogubił się w drodze do celu.
-Kompletnie oszalał. Koleś był chory. To bardziej niż pewne.
-Odpowiadając na Twoje pytanie, nie przeszkadzają mi. Sasuke bywa irytujący ale nic po za tym.
Przemieszała zawartość garnka, a następnie dorzuciła do środka posiekaną marchew. Wyciągnęła ryż z szafki i nastawiła wodę. Po czym nalała sobie soku do szklanki. Upiła spory łyk
-Nie przypomina Ci o Łasicy?
Zakrztusiła się. Myślała że to koniec. Oczy zaszły jej łzami. Rozpaczliwie próbowała zaczerpnąć powietrze. Suigetsu poklepał ją po plecach z przerażeniem. Kiedy udało się jej wziąć oddech, spojrzała na niego jak na pasożyta.
-Suigetsu. Jeśli chcesz mnie zabić, to preferuje mniej podstępne sposoby. Inaczej jest szansa, że Ci się uda.
-Odpowiesz?
-Owszem przypomina.
-I?
-I nic.
-Tak zupełnie?
-Tak zupełnie.
Gotowali do późnego popołudnia. Żaden członek Taki nie zszedł na obiad, więc Suigetsu zaniósł im posiłki na górę. Odetchnęła, siadając w kuchni przy oknie. Otworzyła je. Chwila świętego spokoju przed przyjazdem tej bandy degeneratów społecznych była jak najbardziej wskazana. Upiła kolejny łyk soku. Zimna ciecz spłynęła po gardle, kojąc jej pragnienie. Zamknęła oczy wsłuchując się w odgłosy pustyni. Przez tę jedną chwilę poczuła, że odpoczywa jednak nie trwało to długo. Wraz z otwarciem oczu cały spokój jaki zdołała osiągnąć prysł. Naprzeciwko niej, na drewnianym krześle siedziała dobrze znana jej postać. Ze wszystkich miejsc w których mogli się spotkać, wybrał akurat jej kuchnię. Jej kuchnię! Czysta abstrakcja. Złożyła pieczęcie modląc się żeby to było głupie genjutsu. Nie było. Spojrzała na niego kolejny raz. Nie przywidziało jej się.
-Co ty tu do cholery robisz?
-Przyszedłem Cię odwiedzić.
-Pytam poważnie.
-Rada dziesięciu.
-Ty do niej nie należysz!- Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem
-Od jakichś dwóch godzin, niestety należę. Nie żeby mi to pasowało. Nawet nie wiem czym jest ta śmieszna Rada.
Rzucił do niej amulet. Prawdziwy.
-Jaki skończony frędzel dał Ci amulet?
-Kakuzu. Nie był zbyt zachwycony przekazując go mi. Ale nie miał zbytniego wyboru.
-Szlag by trafił tych zadufanych w sobie lumpów! Myślą, że mogą rzucać tymi amuletami na prawo i lewo!
-Kakuzu nie żyje.
-Nie wątpię.
-Możesz mi wyjaśnić co tu się tak właściwie dzieje i czym jest ta rada?
-Itachi.. Wydaje mi się że niestety będziesz musiał dowiedzieć się tego z praktyki. Jeżeli ty się pojawiłeś to reszta też niedługo przybędzie.
-Chociaż zarys?
-Dobrze ale nie w kuchni. Mam gości, w tym Twojego brata.
-Co tu robi Sasuke?
Jęknęła. Wspaniale, więcej pytań. Zapowiada się doprawdy wspaniały wieczór. 

 * cytat z filmu "Czas surferów" w reżyserii Jacka Gąsiorowskiego

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Rozdział 5 - Cisza przed burzą

Witaj przybyszu! Serdecznie zapraszam do lektury

*

Shadow siedziała w swoim pokoju. Otaczające ją przedmioty budziły w niej nieprzyjemne uczucie goryczy. Wszystko co się tam znajdywało począwszy od mebli skończywszy na dekoracjach dopełniających koncepcje tego pokoju wydało jej się odpychające. Cała ta otoczka gniazdka szczęśliwej pary.. Największą kpiną były wszechobecne zdjęcia. Zdjęcia przedstawiające ją. Roześmianą z siostrami, przed domem. Z Tsukim na dachu najwyższej wieży strażniczej w Sunie. Z Naruto i Sakurą w Ichiraku Ramen podczas jej krótkiego pobytu w Konosze. Było ich mnóstwo. Każde miało zapełnić pustkę i sprawić by wierzyła, że może być szczęśliwa. Prychnęła. Czuła się wściekła. Na wszystkich. Jak mogła normalnie żyć kiedy każdy dzień sprawia tylko, że jej życie staje się bardziej skomplikowane.. Na przykład Fuu Yamanaka. Spojrzała na swoje dłonie pokryte zakrzepłą krwią. Wspomnienia z wieczora zalały jej głowę..

Sakura sprzątnęła wszystko ze stołu w kuchni. Shadow rzuciła bezwładne ciało Fuu na stół uciskając krwawiące miejsce na klatce piersiowej. Miała dość czakry by zacząć leczenie, jednak postanowiła zdać się na doświadczenie Sakury. Sakura rozłożyła narzędzia i niezbędne środki na pobliskiej szafce kuchennej. Po czym bezzwłocznie przystąpiła do tamowania wypływającej z rany krwi. Nagle odezwała się:
-Ta rana została zadana w sposób nie pozostawiający wątpliwości co do intencji osoby która go zadała. To bardzo trudne do wyleczenia obrażenia, zarówno zewnętrzne jak i wewnętrzne. Nawet jeśli uda się coś z tym zrobić nie zagwarantuje, że przeżyje.
Shadow nie odpowiedziała. Sakura uwolniła medyczną czakrę i przystąpiła do leczenia. Shadow spoglądała na tą scenę, marząc żeby to był tylko wyjątkowo pokręcony sen. Kiedy jednak jej wzrok przykuła spływająca z dębowego stołu krew, o bordowej głębokiej barwie, powoli opadająca kropla po kropli na jej czyściutkie bielutkie kafle uznała, że z całą pewnością nie może być to sen. Ocknęła się z zamyślenia i postanowiła działać. Podeszła do Sakury. Skupienie widoczne na jej twarzy wyrażało więcej niż słowa które wypowiedziała chwilę później.
-Jeśli mi nie pomożesz stracimy go. Weź ręczniki. Przytrzymaj. Tu. Zaczynamy leczenie w środku. Trzeba poskładać tkanki do kupy. Skup się na zatamowaniu krwawienia.
To była najdłuższa operacja w której brała udział.


Podążyła do łazienki. Odkręciła wodę pod prysznicem, zrzuciła z siebie ubranie. Zerknęła za siebie przez ramię. W ogromnym lustrze odbijało się to czego nienawidziła najbardziej. Nie był to wcale okropny widok. Jednak dla niej zawsze będzie się kojarzyć z tamtym wydarzeniem. Wzór układający się z licznych blizn, przedstawiał smoka w kole utworzonym ze znaków kanji. Kiedy weszła pod strumień wody, poczuła się odprężona. To był ciężki dzień. Nie przepadała za długimi kąpielami, więc szybki prysznic w zupełności wystarczył. Upewniła się, że cała krew została zmyta z jej ciała i ubrała się w pierwszą lepszą rzecz która wpadła jej w ręce.

Ponownie znalazła się w sypialni. Jej wściekłość powróciła ze zdwojoną siłą. Rozdrażniona zaczęła ściągać fotografie ze ścian. Kiedy dotarła do zdjęcia, które przedstawiało ją na tle ogromnego wodospadu, ramki które trzymała w rękach  rzuciła za siebie. Zdjęła pokaźnych rozmiarów fotografię odkrywając znajdujący się pod spodem sejf. Sama nie wiedziała dlaczego potrzebowała przestrzeni na te rzeczy. Jednak potrzeba zobaczenia zawartości sprawiła, że go otworzyła. Zawartość sejfu z pewnością nie była tym czego można się spodziewać. Kilka teczek i dwa drewniane pudełka. Sięgnęła po dolne pudełko. Zawahała się przed otworzeniem go. Spojrzała na zegarek. Była 3:30. Odłożyła pudełko i podeszła do drzwi, przekręcając klucz w zamku. Poczuła się nieco głupio jednak nie chciała żeby ktoś przyłapał ją na tym co zamierzała zrobić.
Usiadła na podłodze i otworzyła je. W środku znajdował się ochraniacz z godłem Konohy, koperta i złożone starannie czarne kimono z godłem Uchiha. Przejechała ręką po idealnej jedwabnej tkaninie. Zimno które od niej biło sprawiło, że poczuła ulgę. Chociaż jej wspomnienia związane z Konohą nie są najprzyjemniejsze, te kimono przypominało jej że nie wszystko co ją tam spotkało było aż takie złe. Spotkała tam kogoś kto był tak samo złamany jak ona. Jeśli nawet nie bardziej niż ona. I Przywołała wspomnienie najcudowniejszego człowieka jakiego spotkała w życiu.

Itachi Uchiha. Młody geniusz. Kapitan ANBU. Spadkobierca rodu Uchicha. Chodzący ideał. Miał wspaniałe puste czarne oczy. Tak samo puste jak jej. Ta pustka ich połączyła. Sama nie wie jak to się do końca wydarzyło. Po prostu milczenie razem dawało im coś co dało nazwać się pewnego rodzaju komfortem. Kiedy się poznali Shadow należała do elitarnej jednostki uderzeniowej. Nigdy nie miała aspiracji na bycie dowódcą. Itachi był jedyną tak młodą osobą w ANBU, na tak wysokim stanowisku. Ona była drugą. To sprawiło, że pod dowództwem Itachiego stworzyli najbardziej śmiercionośny duet w ANBU. Byli zwykłymi partnerami. Trochę skrzywionym przykładem przyjaźni z konieczności. Jednak to była jedyna prawdziwa rzecz którą posiadali. I to im odpowiadało. Do czasu kiedy Korzeń się nimi zainteresował. Zaczęły się jeszcze bardziej wymagające misje. Jeszcze więcej pościgów. Więcej ciągnących się za nimi trupów. Więcej okrucieństwa. I wtedy ją złamali. Itachi nie wiedział. Nie chciała. Chciała dalej mieć tę jedyna strefę komfortu, która jej pozostała. Długo udało jej się utrzymać to w tajemnicy, uparcie nie chciała mu zdradzić co ją dręczy. Wszystko zmieniło się pewnego dnia kiedy w zbyt młodym wieku napili się zbyt wiele sake. Kiedy otworzyła się przed nim. Wyznała co zrobił jej Korzeń za nieposłuszeństwo. O zwerbowaniu jej przyjaciela. O wszczepieniu. Nie miała pojęcia o tym że Itachi tej samej nocy zabije cały swój klan. W tym te 3 osoby z klanu Uchiha które uczestniczyły w tym co ją spotkało i które zostały zabite w wyjątkowo brutalny sposób. Nie przypuszczała, że dostanie rozkaz pościgu za Itachim. Pościgu w celu wykonania kary śmierci. Danzo pomimo strachu który przed nią odczuwał, wiedział że ona także się go boi. Jednak nigdy, po tym co się stało nie wezwał jej do siedziby Korzenia. Zawsze spotykali się twarzą w twarz, na otwartej przestrzeni. Nie wiedziała wtedy jak wielką moc podarował jej Danzo. Chciał ją zabić. Nie był świadomy tego, że Shadow może być osobą która jest w stanie to kontrolować . Ponieważ nie mogła odmówić wykonania rozkazu wróciła do mieszkania po niezbędny ekwipunek. Czyli strój, pigułki i katanę. Kiedy zauważyła leżące na jej łóżku kimono i kopertę. Otworzyła kopertę i przeczytała list. Schowała rzeczy które jej pozostawił. Przebrała się i wyruszyła w pościg. Nie musiała wyszukiwać ścieżki jego czakry. Ani innych którzy dołączyli do niej by zabić Itachiego. Parła na przód najszybciej jak mogła. Kiedy natrafiła na ciała poległych towarzyszy nawet się nie zatrzymała. Udało się im go dogonić. Jej nowy kapitan wydał rozkazy. Kiedy jej oczy spotkały się z jego była już pewna tego co postanowiła. Odcięła swojemu nowemu kapitanowi głowę a pozostałych towarzyszy wykończyła razem z Itachim. Wiedziała, że to jej jedyna szansa na przeżycie. Tego samego wieczoru przed wyruszeniem w pościg wysłała wiadomość o rezygnacji z służby do trzeciego. O jej działalności w Korzeniu nie wiedział nikt. Oprócz Danzo, Fuu i osoby która razem z nią wykończyła wszystkich którzy byli tego świadomi. I wtedy Shadow po raz pierwszy od śmierci rodziców (a raczej ludzi których uznawała wtedy za rodziców), po stracie sióstr, wszystkich przygodach przed dotarciem do Konohy, po Korzeniu, po zdradzie Fuu, po wszczepieniu, po wszystkim co ją spotkało, po raz pierwszy poczuła się wolna. Stojąc na tej polanie, pokryta krwią, resztkami tkanek, przepełniona szaleńczym uczuciem wolności, siły i pewności swoich możliwości, czuła się jak królowa świata. Spojrzała w oczy swojego towarzysza których pustka znikła na tę jedną chwilę po wspólnie dokonanym mordzie by dać jej do zrozumienia, że czuje to samo. Podbiegła do niego, nie zważając na nic. Rzuciła się na niego śmiejąc się szaleńczo. Byli wolni. Itachi odwzajemnił jej uścisk. I wtedy w tej makabrycznej scenerii stała się rzecz oczywista. Shadow zakochała się w Itachim. A on patrząc na jej szalone oblicze nie odezwał się ani słowem. Otaczała ich tylko słodka cisza i legion trupów. I to było właśnie tym za co najbardziej na świecie uwielbiała Itachiego Uchihę.


Spojrzała na kopertę, i otworzyła ją. Idealnie wykaligrafowane były na niej słowa: "Jeśli możesz uciekaj stąd jak najszybciej. Przepraszam." Itachi był jedynym człowiekiem który ją przeprosił, chociaż prawdopodobnie nie miał pojęcia ile to dla niej znaczyło. Sprawił, że automatycznie nie potrafiła zostawić go samego na pastwę oddziałów ANBU. Więc uciekła z nim. Nikt nigdy nie odkrył jak Itachiemu po wymordowaniu całego klanu, udało się stawić czoła tak wielkiej ilości wykwalifikowanych członków ANBU. Wyjęła ochraniacz i spojrzała na widoczne na nim zarysowania. Uśmiechnęła się czule gładząc krawędzie metalowej płytki, wyczuwając każdą nierówność. Odwróciła go by przyjechać po wyszytym na tkaninie imieniu i nazwisku. ITACHI UCHIHA. Wymienili się ochraniaczmi kiedy ich drogi musiały się rozejść. Schowała wszystko do pudełka i zamknęła je w sejfie. Zakryła go zdjęciem. I z uśmiechem zdjęła wszystkie inne ze ścian. Te jedno było wyjątkowe. To wspomnienie czasu, który formalnie nie istniał. Wspomnienie z czasów kiedy była wolna. A po za tym to jedyny namacalny obraz jej czasu spędzonego z Itachim. Był cholernie dobry nawet w robieniu zdjęć. Ta fotografia jako jedyna mogła dać jej nadzieje na lepsze jutro. Schowała przedmioty głęboko pod łóżko. Z resztą zaczeka dopóki ich niespodziewany gość nie wybudzi się ze śpiączki. Ma bardzo wiele pytań o okoliczności "śmierci" Tsukiego. A teraz musi zająć się przygotowaniami do rady dziesięciu.

*

Sakura Haruno była oficjalnie wykończona. Kiedy udało jej się jakimś cholernym cudem poskładać rozciętego Fuu to jedyną rzeczą, której pragnęła to dobrze się wyspać. Jednak nie było jej to dane gdyż o godzinie 8.00 Konan postanowiła ją obudzić. Kiedy zeszła na dół w jadalni stało już gotowe śniadanie. Przy stole siedział Suigetsu i dwóch jego kompanów. Jej ulubieńca brakowało. Odpowiedzi na niewypowiedziane pytanie o miejsce jego pobytu udzieliła jej Shadow niosąca tacę z lemoniadą.
-Sasuke postanowił zjeść dziś sam.
-Och. W porządku.
-A tak po za tym ty i Suigetsu wisicie mi szczegółowe wyjaśnienie tego co się wczoraj wydarzyło.
-Jasne.
Sakura praktycznie nic nie zjadła. Nie miała ochoty na towarzystwo Taki. Ani Shadow. Nie dziś. Po skończonym posiłku udała się do wioski. Przemierzając dobrze znaną jej drogę do gabinetu Kazekage wpadła na postać w czarnym kapturze. Szybko się oddalił, jednakże takich wędrowców było tu mało. Ruszyła dalej puszczając w niepamięć dziwnego jegomościa. Pokonała drogę w zadziwiająco dobrym czasie. Kiedy wesoło przeskakiwała ze schodka na schodek, spotkała Matsuri. Sakura wiedziała, że dziewczyna za nią nie przepada. Matsuri była zaskoczona jej widokiem i chyba nieco zezłoszczona, jednak Sakura skinęła jej grzecznie głową i poszła dalej. Ta dziewczyna była chodzącą bombą i nie zamierzała tracić na nią czasu. Chciała przez chwilę poczuć się swobodnie. Dotarła pod drzwi gabinetu. Zapukała. Po chwili usłyszała ciche wejść. Otworzyła drzwi i nie mogła pohamować uśmiechu na widok rudej rozwichrzonej czupryny wystającej zza kupki a raczej kilku dość pokaźnych kupek dokumentów. Zaśmiała się.
-Kilka dni mnie nie ma a Ty już masz zaległości Ouji-kun.
-Sakura!- Jego głos przepełniała ulga-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że przyszłaś.
Wstał i podszedł do niej. Przytulił ją w charakterystyczny dla niego sposób, jakby lekko wahał się czy może ją dotknąć. Zachichotała. Był taki słodki. Ale zarazem śmiertelnie poważny. Pełen sprzeczności. Przyciągnęła go do siebie, wtulając się w niego.
-Strasznie się nie wyspałam.
-Męczyła Cię sytuacja z Shadow?
-Jaka sytuacja?-zmarszczyła brwi
-Nie powiedziała Ci?- Gaara wydawał się dogłębnie zszokowany
-Czego?
Gaara stał się nagle niesamowicie poważny, chwycił ją za rękę i poprowadził ją w stronę kanapy.
-Usiądź.- posłusznie wykonała polecenie- Sakura.. Tsuki nie żyje.
-Co?- spojrzała na jego twarz z niedowierzaniem- Jak to się stało?
-To prawdopodobnie robota Akatsuki.
Była w szoku. Zupełnie nic z tego nie rozumiała. Shadow nie była typem człowieka który ze swoimi problemami przychodzi do drugiej osoby. Dusiła emocje i wspomnienia głęboko w sobie rzadko kiedy pozwalając sobie na wyrażanie smutku czy żalu. Inaczej miała się rzecz z wyrażaniem pozytywnych emocji, jak była szczęśliwa dorównywała w głupocie Naruto. Jednak wątpiła w to że nie przekazałaby jej tak istotnej informacji.
-Sakura myślałem, że Shadow sama będzie chciała przekazać Ci tą wiadomość.
-Och. Była bardzo zajęta. Mieliśmy wczoraj atak szczurów w piwnicy. Zamknęła się tam i na nie polowała.- Dopiero jak to powiedziała zdała sobie sprawę jak to brzmi. Nie chciała okłamywać Gaary jednak raczej nie spodobałby mu się fakt ukrywania Sasuke i jego bandy w jej domu, więc zdecydowała się na dość wyszukaną przenośnię co do wydarzeń z poprzedniego dnia.- Myślałam, że wkurzyło ją ich drapanie i dlatego się tak zawzięła. Jeden dogorywał w naszej kuchni jak ją ostatnio widziałam.
-Nie mówiłaś, że macie problemy z gryzoniami
-Bo już nie mamy. Może zostawmy temat szczurów. To co się stało z Tsukim jest straszne. Ale przecież trzeba się z tym liczyć, prawda? Taka nasza praca. Albo my albo oni. Walczymy do końca. Jednak nie znałam Tsukiego zbyt dobrze. Będzie mi go brakować. Nie powiem jednak żebym była jakoś specjalnie pogrążona w żałobie. Przykro mi tylko z powodu Shadow.
Stek kłamstw wyciekł z jej ust. Była w tym coraz lepsza. Bycie lojalną bywa bardzo trudne.
-Myślałem, że gorzej to przyjmiesz.
Na twarzy Gaary malowała się ulga. Zdecydowanie nie miał ochoty na żałobę. Gaara niespecjalnie przepadał za Tsukim. Był on dziwny w czym Sakura absolutnie się zgadzała. Nie miała pojęcia co Shadow w nim widzi jednak nie była to jej sprawa. Szczerze wątpiła również w jego śmierć, biorąc pod uwagę spokój Shadow. Jednak dziś wieczorem przydałaby im się męska obstawa. Rada to nie przelewki. Same typy spod ciemnej gwiazdy. I to od niech zależy czy będą skłonni ich poprzeć. Ciężka sytuacja. Jednak Shadow ma szczególny dar przekonywania ludzi. Poprzez strach jaki czują w jej obecności.
Gaara widząc zmartwienie na jej twarzy zaproponował przerwę na obiad. Poszedł powiadomić o tym straże. Podczas jego nieobecności Sakura posegregowała dokumenty i bałagan na biurku stał się o wiele mniejszy. Z doświadczenia wiedziała, że w godzinę Gaara poradzi sobie z tym zadaniem. Uśmiechnęła się kiedy usłyszała świst wciąganego powietrza. Gaara wpatrywał się w nią z niekrytym podziwem.
-Jesteś wspaniała.
Zarumieniła się. Dalej nie przywykła do bycia aż tak docenianą. W Konosze Tsunade po 5 minutach miałaby na biurku to samo, a za posegregowanie dostałaby co najwyżej opiernicz. Udała się z Gaarą na dach budynku. Rozlegał się stąd widok na całą wioskę. Sakura uwielbiała spędzać tu czas. Gaara objął ja w talii i w ciszy spoglądali na tętniącą życiem wioskę. Odkąd Sakura tu zamieszkała coraz więcej ludzi przybywało do Suny. Było to spowodowane plotką, że nawet uczennica Hokage wybrała to miejsce zamiast swojej wioski.
-Zamówiłem chińszczyznę na wynos.- Gaara wręczył jej pudełko- Przepraszam, księżniczko. Tylko tyle zdołałem zorganizować naprędce. Pokornie proszę o wybaczenie.
Kochała jego uśmiech. Był cudowny. Gaara był cholernym dupkiem który lubił jej dogryzać, co doprowadziło do tego, że ona też nie pragnęła niczego tak bardzo jak mu się odciąć. Na tym polegała chemia między nimi. Ona miała wojowniczy charakter, a on nie wiedzieć czemu uwielbiał ją prowokować. To sprawiało, że przyciągali się jak magnez.
-Och no cóż. Wybaczam Ci mój rycerzu w rdzawej zbroi.- Powiedziała zachowując powagę- Jednak oczekuję poprawy.
-Oczywiście ma pani. Jutro wieczorem? Przygotuję najwspanialszą kolację w całym kraju Wiatru, jeśli tylko zaszczycisz mnie swą obecnością.
-Z ogromną przyjemnością.
-Jesteśmy umówieni. A póki co smacznego Księżniczko.
-Smacznego Książę.
Ta chińszczyzna była spełnieniem jej dzisiejszych marzeń, a obietnica wspólnej kolacji, a co za tym idzie wieczoru była absolutnie całkowitym spełnieniem jej marzeń. I prawie zapomniałaby o najważniejszym. O czymś co ostatnio utknęło jej w głowie i nie mogła przestać o tym myśleć. Kiedy skończyli jeść, zdobyła się na odwagę i odezwała się.
-Gaara? Mogę Cię o coś spytać?
-Jasne, że tak.
-Dlaczego się we mnie zakochałeś?

niedziela, 4 czerwca 2017

Rozdział 4 - Kiedy przeszłość Cię ściga

Oderwała się od niego. Spojrzała na stojącą przed nią postać z nieukrywaną nienawiścią. Przeanalizowała każdy szczegół jego twarzy. Każdą bliznę, każde zagłębienie i ze zdziwieniem stwierdziła, że wygląda dokładnie tak samo jak ostatnio. Po za bliznami nie zmienił się nic a nic. Te same oczy, włosy zebrane w kucyk, opadająca grzywka. Jej przemyślenia przerwał ból promieniujący z klatki piersiowej. Znowu upadła na piasek. Mimo tego że prawdopodobnie było jeszcze dość ciepło zimny dreszcz wstrząsnął jej ciałem.
-Źle wyglądasz. Powinnaś się bardziej oszczędzać. Nie jesteś głupia Shadow. Wiesz czym to grozi. Powinnaś siedzieć teraz na tyłku i odpoczywać. Z twoim sercem jest coraz gorzej. Czakra nie ma ujścia przez twoje ograniczenie. Gdyby nie to że zdjęłaś technikę ukrywającą pewnie byś nie żyła.
Nie miała siły mu odpowiedzieć. Ból przytłumiał zmysły. Jednak zebrała w sobie siłę i z trudem wypowiedziała te kilka słów które kłębiły się jej w głowie.
-Przyszedłeś mnie zabić. Co to za różnica.
-Nie żartuj sobie. Nie chcesz tak umrzeć, znam Cię.
-Tego akurat żałuję. Byłoby Ci o wiele łatwiej.
-Nie zabiję Cię. Przyszedłem Ci pomóc.
-Niby jak? Nie można mi pomóc. To i tak mnie zabije, wiesz o tym. Od dawna. Nie byłeś nieświadomy. Wiesz i wiedziałeś odkąd to sie stało. I mnie zostawiłeś. Samą. Skazaną na śmierć. Umierającą. Od tego co we mnie wsadziliście.
-Nie umarłaś.
-To tylko kwestia czasu.
-Masz szanse.
-Nie mam. Nikt tego nie przeżył. Nie będę wyjątkiem.
-Od tego wydarzenia minęły lata. A jednak jesteś tu teraz ze mną.
-To cud.
-Nie i oboje o tym wiemy. To ty. I twój charakter. Nie złamałaś się. Podczas wszczepienia ani po nim. Wszyscy się Ciebie boją. Każdy kto wie kim jesteś, drży po nocach ze strachu. Siejesz postrach wśród wielkich i potężnych ludzi..
Przerwała mu. Miała dość tej bezsensownej gadaniny. Bzdur które plecie.
-Umieram. To chyba nawet widać. Właśnie patrzysz na koniec mojego nędznego żywota. Napawaj się tą chwilą i opowiadaj o niej kolegom. O tym jak zabiłeś postrach wszystkich shinobi cienia. Zabiłeś sam Cień.
-Przeżyjesz.
-Cholera.. Niby jak? Moje serce ledwo zipie. Czuję jak zwalnia. Jest mi zimno, niestety to kwestia czasu. Godzina, może dwie.Umieram, rozumiesz. Nawet jeśli teraz uda mi się to przeżyć. Znajdzie mnie, nie wiem, jakiś medyk który podtrzyma moje serce to i tak długiego żywotu sobie nie wróżę. Tym bardziej że jesteś tu Ty.
Nie zależało jej. Leżała na piasku u stóp człowieka który ją zdradził. W każdy możliwy sposób. Czekała aż ją zabije. Cholera po raz pierwszy nie chciała żyć ani uciekać. Powinno się to tak skończyć lata temu, kunai w serce i po sprawie.
-I właśnie dlatego przeżyjesz.
-Wątpię że jesteś w stanie mi pomóc. Bez urazy. I i tak bym nie przyjęła twojej pomocy. Mam resztkę honoru, którego tobie zdecydowanie brakuje, wiesz?
-On żyje, ten którego myślisz że zabili.
Bół przestał mieć jakiekolwiek znaczenie.
-Dlaczego mam Ci wierzyć?
-Bo sam sfingowałem jego śmierć. Twoje ograniczenie jest zawodne i może się obrócić przeciwko Tobie. To dowód. Ograniczyłaś bestię ograniczając siebie. Bardzo pomysłowe. Bomba z czakry w sercu. Chodząca tykająca bomba. Jeśli on zginie ty umrzesz? Taka jest treść twojego ograniczenia?
-Nie, treść mojego ograniczenia jest zupełnie inna.
-Nie wygląda na to. - Spojrzał na nią z powątpiewaniem.
-Nie powiem Ci jaka ona jest. I tak byś nie uwierzył, po za tym nie mam siły wstać.
Podszedł do niej i pochylił się nad nią.
-Teraz to chyba nie problem.
-Tak to żaden problem.
Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Katana przeszyła go na wylot zanim zdążył się zorientować. Krew spłynęła na ciało czarnowłosej oblewając jej bladą, prawie białą skórę.
-To moje ograniczenie, muszę zabijać. Inaczej umrę. Powiedziałeś prawdę co do Tsukiego?
Jego zaskoczenie nie byłoby dla niej niczym dziwnym, jednak malujący się na jego twarzy błogi uśmiech i uczucie ulgi całkowicie zbiły ją z tropu.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę słysząc to. To jest zadanie które wykonać jest bardzo łatwo. Zabijanie masz we krwi. Twoja praca raczej Cię w tym nie ogranicza. O wiele trudniej jest ochronić kogoś na kim Ci zależy.
-I ze wszystkich ludzi mówisz mi to ty? Wybacz nie wiesz jak to jest chronić kogos na kim Ci zależy, więc nie wypowiadaj się, Pogrążasz resztki jakiegokolwiek pozytywnego uczucia jakim mogłabym Cię dażyć.
-Nie. Nie wiem. Ale wiem jakie to uczucie jak to się nie uda.
-O czym ty mówisz?
-Od lat próbuję dać się zabić za to co pozwoliłem Ci zrobić. Nie mogłem z tym żyć. Za każdym razem kiedy patrzyłem w lustro widziałem najgorszego śmiecia. Nie poproszę Cię o wybaczenie, jednak chciałbym wyjaśnić Ci jak do tego doszło.
Jej milczenie było raczej wymowne. W końcu umiera, niech się wygada. Co jej szkodzi.
-Wtedy próbowali mnie wcielić w ich szeregi.
-Wiem.
-Nie przerywaj. Mam niewiele czasu.. Odmówiłem. Niczego tak nie pragnąłem jak życia z Tobą. Dałaś mi wszystko. Niczego z tego wcześniej nie doświdaczyłem. Domu, rodziny, szczęścia, przyjaźni. W najgorszym bagnie byłaś ze mną. Zawsze wiedziałaś jak mnie wyciągnąć nawet kiedy sam dążyłem do znalezienia się na dnie. Na nikim mi tak nie zależało. To był błąd. Że tego nie ukrywałem. Dowiedzieli się. Porwali Cię, zrobili.. Zrobili to co zrobili..- Z jego oczu popłynęły łzy- Zrobili Ci to wszystko a ja musiałem na to patrzeć przez tą cholerną pieczęć. Myśleli że umrzesz. Że to Cię wykończy złamie a twoje ciało tego nie wytrzyma. Ale ty walczyłaś. Walczyłaś tak bardzo zaciekle. Udało się Ci. A oni się tego nie spodziewali. Stworzyli zagrożenie. Zabrali mi wszystko. Nie wiem co się stało po wszczepieniu i przyjęciu. Zabrali Cię. A mnie złamali. Myslałaś że im Cię wystawiłem, że to ja zesłałem na Ciebie te cierpienie. Ich plan zadziałał. Grozili że Cię zabiją. Nie wiedziałem co się z Tobą dzieje. Aż do momentu w którym uciekłaś, wtedy zobaczyłem jak mnie nienawidzisz. Tak bardzo cię przepraszam. Nie dałem rady Cię ochronić. Nie mogłęm nic zrobić. Pieczęć pozwoliła im na władzę nad moim ciałem podczas tego co się wtedy działo. Tak strasznie mi przykro, Shadow. Cieszę się że to już koniec, niczego tak nie pragnąłem jak znowu Cię zobaczyć. Chciałem umrzeć z Twojej ręki, za to co Ci zrobiłem nie ma przebaczenia. Dlatego go uratowałem. Ten rudy żyje. Przyrzekam.
-Cholera.. Fuu Yamanaka niech Cię diabli.
-Nawet nie wiesz jak dobrze to słyszeć..
Spojrzała na niego.
-Cieszę się że umieram z Twojej..
-Jeszcze kurwa nie umarłeś!- Wstała gwałtownie- Jeśli myślisz że śmiercią odpokutujesz grzechy to się grubo mylisz. Idziemy. - Podniosła go zarzucając jego rękę na ramie.- Przeżyjemy to oboje. I gówno mnie obchodzi co o tym myślisz. Ty zasrany gnojku, nie umrzesz. Nie dopóki ja nie powiem , że tak będzie.
Znikneli w obłokach czarnego dymu.
***
Sakura miała już dość. Serdecznie dość wszystkich i wszystkiego. Shadow zniknęła i zostawiła ją samą z bandą debili. Inaczej się tego nie da nazwać. Suigetsu był dobrym przyjacielem, do momentu w którym zaczynało mu się nudzić. Wszystko zapowiadało się wspaniale. Obiad przygotowany przez Shadow był przepyszny a po skończonym posiłku Suigetsu nalegał na nadrobienie zaległości i po grze w shogi, gungi i wielu innych gier w których odniósł porażkę nadszedł TEN moment. Moment rozmowy. Wśród Hebi. Które akurat teraz zechciało zebrać się w salonie. Suigetsu nigdy nie grzeszył rozumem ale tym razem przeszedł samego siebie.
-Ty Saki-chan ty znasz Sasuke? Nie?
Alarm alarm alarm. Bez zawiści, bez przytyków zdobądź się na ludzką odpowiedź Sakura.
-Taak.- Tyle powinno wystarczyć.
-Jak właściwie się poznaliście?
-W Konosze.-Proste krótkie odpowiedzi. Skup się na prostych, krótkich odpowiedziach a może jakoś uda Ci się nie spowodowac katastrofy.
-Hmm, ale tak normalnie na ulicy? I Sasuke tak sobie do Ciebie podszedł i powiedział "Cześc jestem Uchiha Sasuke. Miło Cię poznać"- Suigetsu jesteś durniem do kwadratu, deklem chociaż nie nawet on ma wiecej rozumu. Ta rozmowa jest sabotowana, cokolwiek planujesz, ty wodna brejo nie zamierzam w to grać. Jednak to może być ciekawe widowisko, przedstawić ich znajomość zgodnie z faktami jednak opowiedzieć to inaczej. Ciekawiej.
-Och nie skądże, Sasuke był bardzo nieśmiały.
Wyraz twarzy Suigetsu, bezcenny.
-Sasuke. Nieśmiały?
-Och tak. Nawet bardzo. Do dziś mu to nie przeszło. Kiedy się poznaliśmy ciężko przychodziło mu wypowiadanie się na jakikolwiek tenat, nie licząc misji. Każde moje pytanie zostało zbywane jego sławetnym "Hn.". Nieśmiało podchodził nawet do wspólnych posiłków. Minęły wieki zanim dał się namówić na wspólny obiad. - Z Sasuke jadła obiad raz. Zgodził się tylko dlatego że był bardzo głodny, ale pomińmy to. Gramy dalej.- Starałam się go wyciągnąć z tej jego ciszy i królestwa nieśmiałości ale to beznadziejny przypadek, okropnie zamknięty w sobie. Nic z niego nie dało się wyciągnąć. Ale tak po za tym to całkiem spoko z niego człowiek. - usłyszała schody i wiedziała że Sasuke zaraz sie zjawi- Naprawde był uroczy jak był młodszy. Wiedzieliście że kolekcjonował kartki z odciskami kocich łapek? To było słodkie. - Wiedziała że to usłyszy, że dotrze to do niego akurat jak zejdzie na dół. Ta chwila pozostanie na zawsze w jej pamięci jako triumf nad Uchihą. Piękna, wiepokomna chwila. Teraz tylko odpowiednia płęta. Obróciła sie przez ramie, spoglądając na miejsce w którym zamarł Sasuke.
-Och Sasuke. Jak miło, że do nas dołączyłeś. Właśne o Tobie mówiliśmy.
-Słyszałem.
Suigetsu nie mogł chyba odpuścić i wyparował:
-Miałeś kolekcje odcisków kocich łap?
Gdyby Sasuke mógł wyjść z siebie i stanąć obok, bez wątpienia by to zrobił. Jednak powiedział tylko jedno słowo.
-Idziemy.
-Nie, nie, nie Sasuke. Ani ty, ani nikt stąd nie pojdzie dopoki nie załatwię z Suigetsu paru spraw.
-Ty nam zabronisz?- Pytanie Sasuke sprawiło że atmosfera domowego miru prysła. Sakura wstała z godnością shinobi i poprawiła ochraniacz zwisający na talii. Znak Suny zalśnił w promieniach zachodzącego słońca.
-Nie. Nie zabronię. Tylko ostrzegam że nikt stąd nie wyjdzie.
Zablokowała katanę Sasuke. Banalne posunięcie, nie potrzeba Sharingana by wiedzieć ze to zrobi.
-Odpuść Sasuke. Nie wyjdziesz.- Ostatnie ostrzeżenie.
I kto wie jak by to się skończyło. Wszyscy obecni wstrzymali oddech. A właśnie w kulminacyjnej chwili, kiedy wydawało się że Sasuke ma zamiar odpowiedzieć, na środku salonu zapłonęło czarne ognisko. Z którego wyłoniły się dwie postacie.
-Sakura szybko. Musisz mu pomóc. Umiera.
Sakura znała tą twarz. Piesek Danzo. Oprawca Shadow. Co on tu robi?
-Pomóż mi do jasnej cholery, nie może umrzeć. Tę sprawę załatwicie sobie z Uchihą później. Teraz Cię potrzebuję zrób miejsce na stole. Trzeba operować.