piątek, 13 października 2017

Zmiany & Ważne informacje

Witam serdecznie wszystkich odwiedzających mojego bloga!

Mam kilka informacji którymi bardzo chcę się z Wami podzielić.

     Mianowicie, wszystkich nowych czytelników, ZNIECHĘCAM do czytania rozdziałów 1-3, wraz z prologiem!
Opowiadanie jest w trakcie korekty i zostanie zmienione. Przygodę z tą opowieścią zaczęłam około 5 lat temu jak nie więcej. Postanowiłam ją kontynuować, jednak pośpiesznie podjęłam decyzję o publikacji niepoprawionych rozdziałów. Wszystkie moje pomysły wyewoluowały i stwierdziłam, że chcę poprowadzić tę historię w innym kierunku niż kilka lat temu.

     Aktualnie jestem w trakcie poprawiania rozdziałów 2 i 3, a w tzw. międzyczasie piszę rozdział 9. Planuję skończyć pierwszą część opowiadania, mniej więcej w 12-13 rozdziale. Druga część powoli kiełkuje w mojej głowie :)

    Dlatego jeżeli jesteś tu pierwszy raz - bardzo Cię proszę, wstrzymaj się z czytaniem. Nie będziesz żałować :)

Pozdrawiam,
Senkai

wtorek, 12 września 2017

Rozdział 8 - Poważny problem

Cześć, to znowu ja.. Przechodzę chyba tak zwany kryzys twórczy bądź coś w tym rodzaju. Trudno jest zmobilizować się do pracy kiedy nie masz pojęcia czy ktoś w ogóle się tym interesuje. W każdym razie jeżeli to czytasz to proszę skomentuj. Byłoby to naprawdę bardzo miłe, tym bardziej że ilość ilość odsłon jest dość spora a komentarzy brak. Liczę, że ktoś z was da mi zastrzyk pozytywnej energii :) Po za tym sądzę, że rozdziały od 1 do 3 potrzebują znacznej korekty, nie wspominając o prologu. Wyjaśniając 3 pierwsze rozdziały zostały napisane w 2010, więc stylem różnią się od poprzednich. Poprawię je, i być może dodam pewien wątek. Więc szybko nowego rozdziału raczej nie będzie.

*

Siedziała naprzeciwko Uchihy przy długim stole. Po jej prawej stronie siedział Haku, zaś po lewej Suigetsu. Była wdzięczna wodogłowemu za całkowity brak reakcji na obecność Itachiego. Chociaż teraz miała o wiele większe problemy, miłe było, że zachował się profesjonalnie. Przynajmniej dotychczas. Przy stole zasiadało jeszcze sześć osób. Większość z nich nie była dla niej zaskoczeniem. Jednak jedna.. Neji Hyuuga z Konohy, był nieplanowanym zastępcą kolejnego martwego członka rady. Wiedziała o tym wcześniej, ale nie mogła się do tego przyzwyczaić. Tym bardziej w tak ścisłym gronie, nowi członkowie byli dość problematyczni. Pomijając fakt, że pozostałych i tak będzie ciężko nakłonić do współpracy. Pozostało tylko ośmiu ze starego składu. Być może czwórka by ją poparła, w tym ona sama, Sui i Haku. No i Guren. Była lojalna w czasach dużo bardziej niebezpiecznych niż dziś. W końcu dziewczyna miała u niej dług który ciężko jest spłacić. Dlatego o nią była spokojna. Pozostali sprawiali maluśki kłopot. Samui nie była jej przychylna. Blondwłosa kunoichi nie lubiła jej ani żadnego innego człowieka obecnego w tym pokoju. Sama jej obecność w radzie była nieco irytująca, jednak cóż ktoś musiał tu siedzieć. Ta dziewczyna.. Nie miała zbytniego wyboru. A po za tym płynące z tego korzyści sprawiły że jej stan majątkowy się poprawił i nie zamierzała oddać stołka nikomu innemu. Cała Samui. Kolejny był Deidara. Co tu dużo mówić – wybuchowy chłopak. Gdyby wzrok Deidary mógł mordować Itachi zapewne padłby bez życia na posadzkę. Sadai był najemnikiem o ciekawych zdolnościach. Jego umiejętności były wyjątkowe, ale jeśli chodzi o kwestię ich wzajemnych stosunków opierały się raczej na wzajemnej niechęci. No i on. Pokręcony i totalnie przesiąknięty ideami swojego mistrza - Kabuto. Gdyby to od niej zależało to dawno spoczywałby na dnie jakiegoś miłego akwenu. Jednak cóż. Nie zależało.
Odkaszlnęła. No cóż trzeba zacząć tę farsę.
 - Może zaczniemy od wymiany informacji? Oczekuje raportów, po kolei.
 - W kraju Ognia, niewiele się zmieniło. Z moich obserwacji wynika, że Hokage średnio sobie radzi w obliczu kryzysu spowodowanego mniejszą ilością shinobi. Trzeba także wspomnieć o Danzo. Zaczął nowy eksperyment, nie wygląda to zachęcająco. Przeprowadza eksperymenty na ludziach, wydaje się że ma to coś wspólnego z komórkami pierwszego. W każdym razie nie wygląda to dobrze. Ciekawy jestem do czego to może doprowadzić, jednak raczej wygląda to na poważniejszy projekt. Na pewno nie chce przysłużyć się ludziom. Prawdopodobnie, jednak zaznaczam - to tylko moje domysły, próbuje stworzyć broń ostateczną, coś w rodzaju sztucznej ogoniastej bestii. - Haku był jej szpiegiem w Konosze.
 - Cóż Danzo na pewno wymaga dużej uwagi z naszej strony. – westchnęła. To nie wróży nic dobrego.
Białowłosy wyszczerzył się.
 - Jeśli chodzi o zagrożenie ze strony Sasuke , póki co skupiony jest na poszukiwaniach braciszka.
Następna zabrała głos Samui.
 - Kumogakure, rozważa sojusz z Suną. Nic wielkiego. Prawdopodobnie skończy się na rozważaniach. Po za tym dziwne aktywności Akatsuki na naszych ziemiach ustały.
 - Jeśli chodzi o moją misję, mam to. - raport Guren, był jak zwykle krótki i treściwy.
Sadai, odmówił dzielenia się szczegółowymi informacjami, krótko określił problem Dayimo Wiatru jako ”Ten stary dziadyga jest po prostu świrem. Nieszkodliwym, niestety”
 - Jak już jesteśmy przy raportach, moja droga słodka Shadow-chan, muszę z ubolewaniem stwierdzić ,że pozyskałem niewiele informacji przez pewne utrudnienia. Jednak zbadałem świątynię smoków i udało mi się uzyskać zadowalające rezultaty eksperymentu który Cię interesuje. Przyniosłem zapiski które mogą Cię interesować. - Czasami zastanawiała się czy Orochimaru nie przejął ciała Kabuto.
Deidara mówił chyba najdłużej.
 - A więc ten tego, Akatsuki jest w rozsypce. Wielu z dawnego składu nie żyje. Szybko znaleźli zastępstwo, nowi są całkiem nieźli. Są słabsi ale bez wątpienia coś knują. Lider zwołuje tajne narady. Muszę też stwierdzić, że niewątpliwie się zbroją. Po za tym wysłał kilku zabójców by odszukali i zgładzili Konan. Jako, że nie kryje się zbytnio z miejscem jej pobytu radziłbym dać jej dodatkową ochronę. Podczas misji w Kraju Herbaty dotarły do mnie też wiadomości o odejściu dużej liczby cywilów do Suny, podobno nie tylko tam obserwuje się takie przypadki. Nie wątpliwie Suna jest coraz bardziej oblegana przez ludzi, głównie dlatego że nie odczuwa się tu tak represji ze strony władzy. Jeżeli chodzi o kryzys gospodarczy jest tu najmniej odczuwany dzięki reformom nowego Kazekage. Wszędzie wzrastają ceny produktów i usług niezbędnych do przeżycia. Normalne następstwa ostatnich klęsk żywiołowych. Jednak po bliższym zbadaniu sprawy wydaje się, że ktoś pomógł nieco w niektórych zniszczeniach po to by wyglądało to na naturalne klęski żywiołowe. Niestety nie udało mi się określić kto i jaki miałby w tym cel.
Neji Hyuuga nie był zbyt wylewny. Najprawdopodobniej niezbyt odpowiadało mu towarzystwo ninja o wątpliwej reputacji. Niestety świat polegał głównie na tym, że nieodpowiedni ludzie zajmowali wysokie stanowiska. Mimo jej rozgoryczenia w tym przypadku też tak było. Rada istniała jeszcze przed jej narodzinami i metody pozyskiwania w niej miejsca były dość staroświeckie.
 - W Konosze nic szczególnego się nie dzieje.
Na końcu przemówił Itachi.
 - Akatsuki planuje inwazje na Sunę. Kakuzu, Hidan i Kisame nie żyją.
Na sali zapanowało poruszenie. Jedynie Haku roześmiał się jakby ta wiadomość go wcale nie obeszła.
 - Więc Nowy zabił Kakuzu?
Westchnęła z irytacją.
 -Naprawdę Haku? Musisz to teraz wiedzieć?
 - Po prostu jestem ciekawy.
Deidara wpatrywał się w Itachiego z jawną nienawiścią. Było oczywiste, że nie skończy się to dobrze.
 - Zabiłeś ich? Znaliśmy ich słabości łatwiej byłoby zaplanować ewentualną obronę!
Uchiha jawnie zignorował jego wypowiedź ze wzrokiem wbitym w Shadow. Prawdopodobnie czekał aż coś powie.
-To duży problem. Odbije się to na każdej wiosce i człowieku. Zapewne na Sunie się nie skończy. Hyuuga czy mógłbyś powiedzieć na ile Konoha będzie w stanie wesprzeć Sunę?
Shadow dziękowała Bogu za Suigetsu, który dziś wykazywał się ponad przeciętną umiejętnością analizy i pozyskiwania informacji. Neji Hyuuga lekko poruszony chwile wahał się przed udzieleniem odpowiedzi.
 - Wątpię żeby pomoc Konohy była.. jakby to ująć.. porażająco duża. Ostatnio sojusz jest dość kruchy, a sytuacja w wiosce również nie uległa jeszcze całkowitej stabilizacji. Po ostatnich migracjach naszych ludzi do Suny, powstał swojego rodzaju kryzys wewnętrzny. Ciężko nie zauważyć, że starsi nie patrzą przychylnie na sojusz. W ogóle nie podoba im się to że Suna poprawia swoja sytuację i wzrasta jej znaczenie. Pomoc otrzyma, jednak tylko niezbędną.
 - Wszystkie wioski są w zagrożeniu. – Pierwszy raz dostrzegła trwogę na twarzy Samui.
Rozumiała to lepiej niż ktokolwiek inny. Tego nie spodziewał się nikt. Bez wątpienia w obecnej sytuacji nikt w najgorszych wizjach nie spodziewał się inwazji Akatsuki. Tym bardziej, że cała organizacja trzymała się ostatnimi siłami. Na ich korzyść wpływało jednak to, że wiedzieli o tym z wyprzedzeniem.
Podczas gdy na Sali zapanował niebywały harmider, ona miała już zarys jakiegoś planu. Czując pulsujący ból w skroniach potarła je delikatnie uwalniając niewielką ilość chakry. Samui przekrzykiwała się z Deidarą, co powoli doprowadzało ją do szału. Czy ta dwójka nie rozumie, że w niczym to im nie pomoże? W końcu potrzebny im jakiś plan. Odezwała się.
 - Co sądzicie o obecnej sytuacji? Czy opłaca się nam olanie sytuacji, czy jednak powinniśmy się wtrącić?
Widziała zdziwione miny Samui i Nejiego, dla reszty takie pytanie było czymś zupełnie normalnym.
Haku odezwał się pierwszy.
 - Wydaje mi się że wojna nikomu nie jest na rękę, prawda? Znaczy co prawda można by się było co nieco na niej dorobić jednak, nie jesteśmy w stanie przewidzieć scenariusza w którym Akatsuki wygrywa. A prawdopodobnie niezbyt nam on sprzyja.
Wszyscy zgromadzeni tylko pokiwali głową. Wydało jej się to banalne ale chyba byli w zbyt dużym szoku. Wojny shinobi nigdy nie oznaczały niczego dobrego, jednak gdyby tylko od niej to zależało nie wtrąciłaby się w to. Jednak nie była jednostką co odczuła dziś po raz kolejny. Postanowiła ograniczyć działanie do minimum, jednak fakt że znowu musi zwlekać z prywatnymi celami wprowadził ją w stan lekkiego rozdrażnienia.
 - Samui wracaj do wioski i zamelduj Raikage jaką mamy sytuację. Nic od niego nie oczekuję to tylko przysługa, wolałabym żeby Kumogakure pozostało bezpieczne. Powiedz, że przesyłam mu pozdrowienia. – Znała Raikage jeszcze z czasów kiedy chwytała się mało pochlebnych zajęć, których dziś już nie wykonywała. Przynajmniej oficjalnie. Spojrzała na blondyna z kitką ze smutnym uśmiechem, szkoda było jej go odsyłać zanim dobrze odpoczął, ale sytuacja tego wymagała.
 - Deidara, potwierdź słowa Uchihy i zdobądź informacje o nowych członkach Akatsuki, jakie mają techniki, słabe i mocne strony. Chcę wiedzieć o nich wszystko. – Następnie zwróciła się do czarnowłosego najemnika i młodego Hyuugi.
 - Sadai od dziś pilnujesz Konan bardziej niż swojego przyrodzenia, rozumiemy się? Neji chciałabym żebyś miał oko na rozmowy dyplomatyczne między Suną a Konohą w tym tygodniu.
Przeniosła wzrok na białowłosego i błagalnym tonem poprosiła go o przysługę bardziej osobistą niżby chciała żeby była w rzeczywistości.
 - Suigetsu zadbaj o to żeby Sasuke nie dowiedział się o moich gościach. – Chłopak uśmiechnął się, jednak niechętnie skinął głową. Wiedziała ze liczył na poważniejsze zadanie. Zwróciła się do swojego zaufanego chłopca z Kirigakure z również osobistą prośbą. Wiedziała, że w tym przypadku tylko jemu może zaufać.
 - Haku chciałabym żebyś znalazł i przypilnował moją młodszą siostrę do rana. A późnej sprowadził ją jak najszybciej do domu. Zadbaj żeby dowiedziała się o wszystkim i w miarę możliwości zachowała spokój. Nie rozmawiajcie z Kazekage, zamierzam poczekać na raport Deidary.
Następnie spojrzała na Uchihę, znała jego możliwości i postanowiła dać mu jakiekolwiek zajęcie byle nie wyłaził z pomieszczenia w którym go ulokuje, zależało jej żeby Sasuke i  Itachi mieli jak najmniejszą możliwość interakcji między sobą.
 -  Itachi, chcę byś pomógł mi opracować strategię obrony Suny, dam Ci dostęp do wszystkich informacji.
A następnie spojrzała na Kabuto i tonem nie znoszącym sprzeciwu powiedziała
 - Zostań. Chcę zobaczyć efekty twojego eksperymentu, mogą okazać się..- zastanowiła się nad słowem którego mogłaby użyć-  przydatne. Itachi, Suigetsu myślę, że powinniście to zobaczyć.

*

Kiedy wszyscy się oddalili, Kabuto wyciągnął zwój. Złożył niezbędne pieczęcie i po chwili w kłębach dymu pojawiły się próbówki.
-Jakie są efekty? – zapytała zaciekawiona Shadow
-Lepsze niż się spodziewałem. Całkowicie niszczą komórki odrębne od macierzystej. Oczywiście macierzystą można zamienić na wybraną. Działają na dotychczasowych obiektach. W porównaniu do poprzednich rezultatów, te są bardziej niż zadowalające.
 - Co to w ogóle jest? – Suigetsu chwycił fiolkę – Jakaś trucizna?
 - W zasadzie..To zależy od wielu czynników. Bez wątpienia w nieodpowiednich rękach jest to ogromnie niebezpieczne. – odrzekł Kabuto
 - Zależy jak chcesz tego użyć, prawda? – Suigetsu nie był taki głupi na jakiego wyglądał.
Zamiast odpowiedzi byłego ucznia Orochimaru usłyszał głos kunoichi.
- Dokładnie.
Byłby idiotą gdyby nie zauważył fascynacji na jej twarzy, jednak jego uwagę bardziej przyciągnął fakt starszego Uchihy, zaciskającego pięści z gniewu.

*

Kiedy odprowadziła Itachiego do jego pokoju, spodziewała się wielu rzeczy. Ba, spodziewała się nawet, że będzie chciał ją zabić zaraz po tym jak zamkną się za nimi drzwi. Jednak Itachi konsekwentnie milczał. Jedynie wpatrywał się w nią swoimi pozbawionymi uczuć oczyma. Nie wiedziała czy powinna się z tego cieszyć jednak wewnętrznie czuła ulgę, że nie zadał żadnego pytania. Postanowiła przerwać milczenie.
-Przyniosę Ci jedzenie, a kiedy odpoczniesz dostarczę zwoje.
Odeszła w kierunku drzwi, jej dłoń spoczywała już na klamce, kiedy usłyszała jego głos.
-Zostań.
Kiedyś oddałaby wszystko za te jedno słowo. Dziś mogła jedynie zdobyć się na słaby uśmiech.
-Nie dziś, Itachi.
Jego ciało znalazło się koło drzwi zanim zdążyła mrugnąć. Zatorował jej drogę. Jego oczy lśniły szkarłatem. Jej dłoń znalazła się przy kaburze zanim to zarejestrowała.
-Właśnie dziś. Zostań.
Zawahała się. W zasadzie, mogła zostać.
-Pod jednym warunkiem.
-Hn?
-Nie rozmawiajmy o dzisiejszym dniu.
Jego oczy zmieniły kolor na naturalną czerń.
-Niech będzie.
Usiadła naprzeciwko łózka w białym puchatym fotelu.
-Więc dlaczego chcesz żebym została?
Czuła się jakby znowu miała trzynaście lat, zadając to pytanie.
-Mam coś Twojego.
W jego wyciągniętej dłoni spoczywał ochraniacz konohy z przekreślonym znakiem wioski. Spojrzała na Itachiego. Czy to możliwe, że myliła się w swoim osądzie? Czy Uchiha jest równie sentymentalny co ona? Na szczęście nie musiała odpowiadać sobie na to pytanie. Przynajmniej teraz. Zabrała ochraniacz z jego rąk. Przejechała po szramie.
-Minęło sporo czasu odkąd ostatni raz miałam go w dłoniach. Wydaje mi się czy udusiłam nim kapitana Korzenia w Mgle?
-Tak, zrobiłaś to, kiedy ten wbił mi zatrute senbon w ramie.
- Tego już nie pamiętałam. – skłamała.
Uśmiechnął się. Stary drań ją przejrzał. Wiedział, że nie był jej obojętny. Musiała odbić piłeczkę.
- Pamiętasz kiedy spotkaliśmy się w wiosce Wodospadu?
Wiedziała doskonale, że pamięta. To był jedyny moment w którym się zapomniał.
-Jak mógł bym zapomnieć, byłaś prawie na drugiej stronie.
-Czasami przeklinam Cię za to, że nie jestem.
-Wiem.
Jego ton był cholernie irytujący.
-Szlag by Cię Uchiha.
Wstała jednak skutecznie udaremnił jej ucieczkę.
-Dziś zostajesz.
Pchnął ją na łóżko. Nie mogła ukryć zdziwienia. Zmieszał się na chwilę.
-Wezmę kanapę.
Rzuciła mu jedną z poduszek i przykryła się kołdrą.
 - Jak już dostatecznie zmarzniesz, żeby zmądrzeć możesz przyjść do łóżka.
 - Jesteśmy w Sunie.
 - W Sunie noce są bardzo zimne. Czasami gorsze niż w Śniegu.
 - Hn.
Wtuliła się w poduszkę. Już prawie zasypiała kiedy wyrwało się jej.
 - Dobrej nocy, Taichi
 - Śpij, Shadow.


*

Gaara wpatrywał się szeroko rozwartymi oczyma w postać różowowłosej piękności stojącej naprzeciwko niego w wejściu do rezydencji Kazekage. Była porażająco piękna. Czarna, dopasowana, krótka sukienka eksponowała kobiece kształty kunoichi. Różowe włosy splecione miała w dwa ściśle przylegające do głowy warkocze, usta pociągnięte czerwoną szminką a makijaż był mocniejszy od stosowanego na co dzień. Wysokie szpilki dopełniały stylizacje sprawiając, że zastanawiał się jakim cudem ma dotrwać do końca kolacji kiedy ona wygląda tak cholernie seksownie. Po chwili zreflektował się i przepuścił ją w drzwiach. Przeszła a za nią uniósł się słodki zapach perfum, których wcześniej zdecydowanie nie używała. Czuł się jak zmiękły mu nogi gdy uśmiechnęła się do niego wypowiadając kilka słów które sprawiły że krew zaczęła mu szybciej krążyć w żyłach.
-Dobry wieczór, Ka-ze-ka-ge – sama.
Położyła mu dłonie na ramionach. Jej oczy miały niezwykły odcień ciepłej zieleni, nie był to kolor przypominający trawę jak twierdziło wielu, jemu przypominało to odcień zieleni występujący na pawich piórach. Całe napięcie dnia zeszło z niego jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pochylił się by delikatnie ucałować wargi ukochanej.
 - Witaj księżniczko.
Jej śmiech był dla niego najcudowniejszą rzeczą na świecie. Mógłby go słuchać godzinami. Gaara przez większość życia myślał że kobiety w ogóle go nie interesują. Jednak Sakura Haruno była wyjątkowa od samego początku. Mało kto miałby na tyle odwagi by podjąć próbę walki z nim będącym w formie jinchuriki będąc genninem. Jednakże ona była kompletnie szalona. Wiedział o tym nie od dziś. Była wspaniałą kobietą. O wyjątkowym charakterze. Bóg mu świadkiem, nigdy nie mógł pojąć jak może być tak niebezpieczna będąc taką delikatną. Chwycił jej dłoń. Nie miał pojęcia jak tak drobna osoba może posiadać tak niszczycielską siłę. Powoli i z rozmysłem przyciągnął ją bliżej siebie. Chciał poczuć jej ciepło. Poprowadził ją do jadalni gdzie bogato zastawiony stół już na nich czekał. Widział jak jej wzrok zatrzymuje się na specjalnej niespodziance i delikatnie się uśmiecha. Sprowadził truskawki specjalnie dla niej.
Kolacja była jego osobistym dramatem. Naprawdę zastanawiał się jakim cudem udało mu się cokolwiek zjeść. Kiedy Sakura wstała od stołu, odetchnął z ulgą. Nie wiedział dlaczego tak reagował na jej obecność. Była piękna, zabawna ale pożądanie które w nim wzbudzała nie było związane z żadną jej konkretną cechą. Spędził nieskończenie wiele wieczorów próbując zrozumieć jakim cudem i dlaczego wzbudza w nim tak ogromne emocje. Zwykle potrafił określić każdego jednym słowem, Sakura była wyjątkiem. Obeszła stół i opadła na jego kolana. Otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, jednak przerwał jej zanim miała okazję.
 - Muszę Ci coś powiedzieć.
Specjalnie przybrał poważny ton. Obserwował jak w jej oczach maluje się delikatny niepokój. Uśmiechnęła się niepewnie.
 - O co chodzi?
 - O Naruto.
Była jak otwarta księga drgnęła zaniepokojona w jego ramionach, a w oczach mógł dostrzec lekką panikę. Wiedział że to nie w porządku, ale kochał się z nią droczyć.
 - Naruto? Coś mu się stało?
 - Więc.. Tylko się nie denerwuj, dobrze? Chodzi o to, że.. Naruto po prostu..
 - Mów Gaara!
 - Przyjedzie nas odwiedzić!
Uśmiechnął się widząc jej wściekłą minę, pchnęła go tak że spadł z krzesła razem z nią.
 - Nienawidzę Cię.
Zaśmiał się, była urocza.
 - Oboje wiemy, że to nieprawda księżniczko.
Przyparł ją do podłogi.
 - Kochasz mnie.
Spojrzał w jej oczy, idealnie zgrywały się z zielenią jego dywanu. Zaśmiał się cicho. Jest w tak dogodnej sytuacji a skupia się na dywanie. Pochylił się by wyszeptać jej do ucha.
 - A teraz chciałbym dokończyć to co nam tak haniebnie przerwano.
Jego usta zetknęły się z jej szyją, powodując jej jęk. Cholera, uwielbiał ten dźwięk. Jego ręka wsunęła się pod sukienkę, by przesunąć się po udzie. Po chwili zamarł.
 - Ty niegrzeczna dziewczynko. Nie założyłaś bielizny.
Jej uśmiech był wręcz bezczelny. Wiedziała, że doprowadzi go to do białej gorączki. Podniósł ją z podłogi kierując się w stronę sypialni. To miała być cudowna noc.

Szkoda, że tylko miała być.

*
Pięć dni poźniej

Nic nie zapowiadało nadchodzącej klęski, a jednak stała teraz twarzą w twarz z Kazekage. Niemal natychmiast dało się dostrzec, że obydwoje nie spali zbyt dobrze. Jednak krążyło nad nimi jak widmo jedno z najstraszniejszych słów w historii. Wojna. Było to już zupełnie pewne. Nie mogąc znieść ciszy panującej w gabinecie postanowiła ją przerwać. Nerwowo ściskając swoją maskę ANBU, odezwała się.
 - Co zrobimy?
To pytanie kołatało się w jej głowie od kilku dni. W zasadzie od pamiętnego spotkania z Haku.
-A co mielibyśmy zrobić? Nie mamy zbytniego wyboru. Możemy się ustosunkować do ich żądań,albo walczyć.
Wiedziała którą opcje wybierze, był przywódcą wioski. Usłyszeli pukanie do drzwi. Otworzyły się zanim Gaara skończył swoją standardową kwestię „Wejść”. Zwój poleciał przez pokój lądując z hukiem na biurku Kazekage. Spojrzała na Shadow opierającą się o ścianę. Sytuacja była niezwykle poważna.
 - Co masz Shadow?
 - Przygotowałam plan obrony wioski. Mam również plan ewakuacji, oraz  opracowałam system racjonowania żywności na wypadek gdyby trwało  to dłużej niż się spodziewamy.
-Jesteś niezastąpiona. Możesz..
Shadow przerwała mu. Sakura poczuła się nagle niewygodnie w biurze Gaary.
 - Miałabym osobistą prośbę.
 - Ach – Gaara był zaskoczony – Słucham?
 - Chciałabym być na froncie południowo zachodnim, wiem - Ty tam jesteś. Jednak mam podstawy przypuszczać, że…
 -Zgadzam się.
 - Co?
 - I tak miąłem cię o to poprosić.
 - Och.
 - Możesz już odejść.
Kiedy Shadow wyszła, Gaara wstał i podszedł do niej. Ujął jej dłonie.
 - Skarbie. Kiedy to się zacznie wolałbym żebyś była bezpieczna. Skontaktowałem się z Naruto. Zabierze Cię w bezpieczne miejsce.
 - Do Konohy?
Była nieco przerażona wizją ponownego spotkania z byłą mentorką. Poprzednim razem by przejść przez wyreżyserowany scenariusz wypiła 3 butelki sake.
 - Nie. Tylko tyle musisz wiedzieć. Ktoś może podsłuchiwać.
 - Boję się.
 - Ja również, księżniczko.

czwartek, 29 czerwca 2017

Rozdział 7 - Stary przyjaciel

Witam wszystkich bardzo serdecznie! Nie ukrywam, że rozdział ten pisało mi się strasznie. Była to dla mnie istna tragedia. Ogólnie nie wiem czy to w ogóle jakoś wyszło, ale nie mnie to oceniać. Jeśli czytasz skomentuj, będzie mi bardzo miło :) Rozdział skupia się głównie na Shadow i Itachim, ale obiecuję, że w następnym nie zabraknie nam Gaary :D Rozdział wyszedł krótszy niż chciałam, musicie mi wybaczyć :)

*

-Odpowiem na wszystkie Twoje pytania ale musimy stąd iść zanim ktoś zauważy Twoją obecność. Chciałabym uniknąć bratobójstwa w moim domu.
I poszli, a właściwie teleportowali się do wybranego przez Shadow miejsca. Odetchnęła kilka razy. Tłumaczenie czym jest Rada nie jest proste. A wiedziała, że to nie będzie jedyne pytanie Itachiego. Zacisnęła mocno dłonie. Miała serdecznie dość tego dnia. Chciała mieć już z tym wszystkim spokój.
-Czym jest Rada Shadow?
Wiedziała, że jest niecierpliwy, ale żeby aż tak? Warknęła i opadła na fotel.
-Lepiej usiądź Uchiha. To co usłyszysz może zwalić Cię z nóg.
Posłusznie usiadł na drugim fotelu. Spoglądał na nią z oczekiwaniem.
-Rada dziesięciu jest nieoficjalną organizacją która kontroluje.. Kontroluje dosłownie wszystko..
-Co masz na myśli?
-To, że.. Kuso.. Wytłumaczę Ci to na jakimś przykładzie. Ok? Więc wygląda to tak. Ktoś chce wojny. A my analizujemy czy to korzystne. Jakie są możliwości i co się opłaca. Jako że niestety panuje tam demokracja to przeprowadzamy głosowanie. I po wybraniu jednej opcji realizujemy ją. Przykładowo załóżmy, że nagle nadchodzi wojna. Obstawiamy kto ma największe szanse. Decydujemy kogo poprzeć, albo czy w ogóle dopuścić do tej wojny. Jednoczymy się i realizujemy przyjęte założenie.
-Czy członkowie tej organizacji muszą przestrzegać określonych zasad bądź czegoś w tym rodzaju?
-W pewnym sensie. Jeśli coś się dzieje walczymy. Oczywiście nie dosłownie. Nie jesteśmy bohaterami. Walczymy z cienia.
Itachi poruszył się.
-Z cienia?
-Nie dosłownie Itachi.
-Co tu robi mój brat?
-Przypałętał się.
-Wyjaśnij.
-Podróżował z jednym z naszych. Koniec końców musi tu zostać dopóki Rada się nie skończy.
-Ta Rada. Jaki ma związek z Tobą?
-Jestem... Myślę, że można mnie nazwać przywódcą.
-Czyli to Twoja organizacja?
-Tak jakby, jednak staram się brać pod uwagę opinie innych.
-Czy twoja organizacja ma jakiś cel? Coś do czego dąży?
-Można powiedzieć, że dążymy do prawdy. Chcemy też chronić tych którzy zasłużyli na naszą ochronę. Nie chcemy żeby ktoś doznał cierpienia jakiego my doznaliśmy. Każdy z członków naszej organizacji ma za sobą ciężkie przeżycia, wynikające w większości z zaniedbań osób trzecich. Przywódców wiosek, urzędników, i innych często wpływowych ludzi. Chcemy sprawiedliwości. Lecz nie samozwańczej władzy wydawania wyroków. Chcemy żeby ludzie zdali sobie sprawę z tego co doprowadziło do niektórych sytuacji. I żeby sprawiedliwie to osądzili. Ale nie chcemy samosądów. Chcemy uświadomienia ludzi w tym co zachodziło, zachodzi i jeśli nikt tego nie zmieni to zachodzić będzie.
-Mówisz o Korzeniu?
-Nie tylko. To nie jedyna taka organizacja. A po za tym oficjalne przywództwo wioski również popełnia błędy. Nie tylko Liść. Wszystkie Wioski.
-Nie sądzisz, że prawda bardzo często wyrządza więcej szkód niż dobre kłamstwo?
-Sądzę że każdy ma prawo poznać prawdę. Jakkolwiek nie byłaby bolesna. Zawsze to lepsze niż bycie oszukiwanym. Coś o tym wiem.
-Więc dlaczego się tu osiedliłaś? Skoro masz zastrzeżenia do przywództwa?
-Jeżeli chodzi o Kazekage to stara się najlepiej jak potrafi. Jednak wiele rzeczy nadal powinno zostać naprawione. Nikt się tego nie podejmie oficjalnie Itachi.
-A już myślałem, że znalazłaś tu miejsce dla siebie. Mam na myśli w Sunie. Jesteś poważaną kunoichi, ludzie Cię szanują. Założyłaś tu dom.
-Zakładanie domu nie jest dla mnie. Szczerze... Nie wiem co mi strzeliło do głowy. Czuję się jakby to co zrobiłam tak naprawdę zrobił ktoś inny.
Ukryła twarz w dłoniach. Naprawdę czuła się jakby to co się działo zanim Tsuki wyjechał zrobiła inna osoba. Te zdjęcia przedstawiające ją szczęśliwą. Urządzanie domu, gotowanie, sprzątanie a najbardziej te pożal się boże zaręczyny, sprawiały, że czuła się dziwnie. Z miłości może odbić ale nie aż tak. Tsuki.. Jeszcze parę dni temu płakała po jego "śmierci" ale bez jaj, gość nieźle ją od tamtej pory wkurzył. Teraz nie wiedziała co się z nim dzieje i dlaczego. Dlaczego zależało mu żeby myślała, że nie żyje? Czuła się oszukana. Dopuściła go do swojego życia przez jego wyjątkowe zdolności, ale koniec końców polubiła go. Wszystkie wspomnienia po jego zniknięciu zatarły się. Jakby dostała amnezji dotyczącej jednej osoby. Było to co najmniej dziwne. Jak sen który okazał się być prawdą. Przerażające. Czyżby użył na niej swojej techniki Jeśli tak to dlaczego? Czy było to spowodowane grożącym niebezpieczeństwem? Jeśli tak to czemu się z nią tym nie podzielił? Czym tak naprawdę się kierował? Czyżby nie był godzien zaufania?
-Shadow. Słyszałem wiele rzeczy na Twój temat. Nie powiem zdziwiło mnie, że w ogóle zechcesz gdzieś zamieszkać na stałe. Tak samo jak pogłoski na temat Twoich zaręczyn.
-Itachi możesz mi nie uwierzyć ale ja naprawdę nie wiem jak to się stało. Nie wiem. Czuję jakby przez ostatnie 3 miesiące ktoś inny kierował moim życiem.
Itachi wyglądał na głęboko zamyślonego. Jego spokojny głos wyrwał ją z nostalgii.
-A jeśli tak było?
-Jeśli tak było? Co dokładnie masz na myśli?
-Jeżeli ktoś Tobą kierował?
-To niemożliwe, zorientowałabym się.
-Jeśli jesteś tego taka pewna, to może pozwolisz mi to sprawdzić?
Jego oczy zalśniły na czerwono. Nie zlękła się. Itachi nie należał do osób atakujących bez ostrzeżenia, a po za tym nie miałby w tym żadnego celu. Miał miliony okazji by pozbawić ją życia. Z jej ust dobiegł zrezygnowany ton wypowiadający słowa, których naprawdę nie chciała wypowiedzieć.
-Problem w tym, że ja nie do końca jestem tego pewna. Jestem wręcz przekonana że masz rację. I boję się że kiedy Ci pozwolę wejść do mojej głowy znowu uciekniesz.
Szlag by traił Sakurę, za długo z nią przebywała. Przez nią stała się zbyt bezpośrednia. Sharingan Itachiego znikł gdy tylko zakończyła swą wypowiedź. Po raz pierwszy mimo, że nie było tego po nim widać dla zwykłego obserwatora, Shadow zauważyła, że mężczyzna był wytrącony z równowagi. Kiedy się odezwał Shadow miała nadzieję, że puści jej wypowiedź w niepamięć. Jego ton był niezwykle delikatny i tak inny od tego którego używał na co dzień, że wydało jej się to niemożliwe żeby barwa głosu mogła się aż tak zmienić.
-Myślisz, że dlatego wtedy odszedłem? Że zgorszyło mnie to co widziałem?
-A nie było tak? Widziałam Twój wzrok Itachi. Gardziłeś mną i moją słabością.
-Twoją słabością? Uważasz, że to co się wtedy wydarzyło świadczy o tym że byłaś słaba?
Spojrzała na niego mocno skonfundowana. Przecież to raczej oczywiste, że to co jej się przytrafiło nie wydarzyło by się gdyby nie była słaba.
-A o czym innym?
-Nie wiem jak uważasz Ty, ale według mnie mało która kobieta zniosłaby długotrwałe tortury, nadużywanie, i wszczepienie części żywego demona w swoje ciało bez znacznych uszczerbków na psychice.
-Znacznych uszczerbków? Twierdzisz, że nie jestem nienormalna?
-Jesteś jak najbardziej normalna, biorąc pod uwagę to co przeszłaś. Nienormalne były sygnały o szczęśliwym życiu które do mnie dotarły. Nie żebym się nie cieszył gdyby okazały się prawdą. Ale znam Cię i wiem że nie jest to w Twoim przypadku takie łatwe.
-Uważasz, że to co mi się stało nie było to moją winą?
-Ochroniłaś swoją siostrę przed okrutnym losem w Korzeniu. Tak jak ja starałem ochronić się Sasuke. Wiem, że myślisz inaczej. Jednak znalazłaś jej rodzinę i dałaś jej szansę na szczęśliwe dzieciństwo. Uważam, że byłaś silniejsza od wielu ludzi. Postawiłaś się Danzo, a on Cię ukarał. W najbardziej bestialski sposób jaki mógł wymyślić. Ale ona była bezpieczna. Udało Ci się dać jej szansę na szczęśliwe życie. Uchroniłaś ją przed służeniem w Korzeniu. I przeżyłaś to co Ci zrobili. Z resztą opuściłaś wioskę i sama też postawiłaś się swojemu największemu strachowi. Udało Ci się odciąć od Danzo, Korzenia i wioski.
-Nie brzydzisz się mną? Nie dlatego stwierdziłeś, że najlepiej gdy nasze drogi się rozejdą?
-Zdecydowałem się dołączyć do Akatsuki. To nie było najlepsze miejsce dla Ciebie. Nadal byłaś wolnym człowiekiem a ja ściganym przestępcą.
-To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
-Brzydzę się tylko i wyłącznie sobą Shadow.
-Dlaczego?
-Bo nie mogłem zrobić nic żeby Ci pomóc. Czułem się bezużyteczny. Nie mogłem się pogodzić z tym, że nie wiedziałem co Cię spotkało. A jak się dowiedziałem było za późno żeby coś zrobić. Kiedy wtedy nie mogłem Cię obudzić... Byłem przerażony, strasznie krzyczałaś. Więc wdarłem się do Twojego snu żeby Cię obudzić. To co zobaczyłem tylko utwierdziło mnie w przekonaniu jak bezużyteczny byłem. Chciałem ochronić to co dla mnie ważne. Nie myślałem, że to Ty będziesz musiała za to zapłacić. Co z tego że ochroniłem Sasuke. Zniszczyłem siebie. Pozwoliłem sobie na skupienie się na sobie tym przez co muszę przejść. A Ty zostałaś obdarta z człowieczeństwa.
Musiała to przetrawić. Przełknęła ślinę, wzięła głęboki oddech. Nie myślała, że dożyje chwili w której Itachi Uchiha spróbuje zwalić na siebie winę za wszystkie nieszczęścia tego świata. Włącznie z jej osobistą porażką.
-Nie myślałam, że Uchiha są zdolni do takiej samokrytyki. Do tego bezzasadnej.
-Masz prawo do swojego punktu widzenia.
Jak zwykle opanowany i chłodny. Miła odsłona Uchihy poszła w odstawkę. I dzięki za to wszystkiemu co kieruje naszym losem, czy to Bóg czy przypadek, czy przeznaczenie. To był chyba najdziwniejszy moment w jej życiu.
-Masz jeszcze jakieś pytania Uchiha?
-W zasadzie to tak. Jedno, ważne pytanie. Biorąc pod uwagę ile przeszłaś w wiosce muszę o to zapytać. Czy chcesz zniszczyć Konohę?
Zaskoczyło ją to. Bezprecedensowe pytanie w wykonaniu Itachiego Uchihy. Roześmiała się. Do cholery stałeś się naprawdę naiwny Itachi.
-Czy chce zniszczyć Konohę? Nie. Kiedyś owszem pragnęłam żeby zniknęła z powierzchni ziemi. Ale teraz wszystko się zmieniło. Mam inne plany.
-Rozumiem.
-Nie wydaje mi się Itachi.
-Chcesz mnie uświadomić? Nie wydaje mi się.
-A Ty chcesz wiedzieć? Nie wydaje mi się.
Itachi chyba dziś wziął sobie za punkt honoru zadziwić ją do granic możliwości. Wstał. Uderzył pięścią w dębowy, pokryty ciemną farbą do drewna stół z taką siłą, że stojący na nim wazon podskoczył a część znajdującej się w nim wody wylała się.
-Do czego dążysz? Chcę wiedzieć czy jeżeli mój brat zawróci ze ścieżki którą obrał, będzie miał gdzie wrócić!
Spojrzała na niego. Był wściekły. To było coś nowego. Z fascynacją zatopiła się w jego przepełnionych złością czarnych tęczówkach. Chwile w których okazywał emocje były naprawdę bardzo rzadkie. Dziś czuła się jakby wygrała na loterii. Tyle różnych oblicz w jednej rozmowie było wręcz przytłaczające. Nie chciała mu zdradzać swoich planów co do Konohy. To oczywiste, że chciała zemsty. Jednak w Konosze żyli ludzie, którzy w większości nie byli niczemu winni. Oni nie musieli za to płacić. Jednak wszystko można obrócić na swoją korzyść i dobrze o tym wiedziała. Postanowiła w tym przypadku skorzystać z tej techniki i odwrócić pytanie starszego Uchihy na swoją korzyść.
-Ta złość jest skierowana na moje postępowanie czy na postępowanie twojego przeuroczego, młodszego brata z przestępczą karierą dorównującą twojej?
Miała nadzieję na ciąg dalszy. Na dalsze zgłębianie drzemiących w nim emocji. Czuła się jak dziecko które dostało w prezencie matrioszkę. Chciała poznawać kolejne warstwy, które pozornie były takie same jednak za każdym razem czymś się różniły. Czuła się podekscytowana. Kolejne oblicza Itachiego mogły być tak niesamowicie pociągające. Nachylił się w jej stronę. Ale wtedy kiedy jego usta miały dać jej wyczekiwaną przez nią niecierpliwie odpowiedź, poczuła zbliżającą się do nich chakrę. Znała ją niemal tak dobrze jak swoją własną. Uśmiechnęła się.
Odsunęła od rozmówcy, który również wyczuł nadciągającego gościa. Wstała i skinęła uspokajająco ręką, pokazując mu żeby usiadł po czym zbliżyła się do okna. Otworzyła je spoglądając na rozciągający się krajobraz. Był zdumiewająco piękny. Zachodzące słońce odbijało się od drobnego połyskującego złotem piasku rysując wzory na pustynnej przestrzeni. Zrezygnowała z próby dostrzeżenia kierującego się w ich stronę gościa, na rzecz napawania się widokiem.
Spojrzała na prowizoryczny ogród znajdujący się pod oknami, delikatna roślinność nie miała najmniejszych szans na przeżycie ze względu na gorącą temperaturę w dzień i wyjątkowo niską w nocy. Do tego służyły im oranżerie rozsiane w czterech rogach ogrodu. Niewielka ilość roślin była w stanie dostosować się do panujących tu warunków. W ogrodzie przeważały palmy daktylowe, rosły tam również uwielbiane przez nią kakaowce i niewielka ilość drzewek oliwnych. Jej faworytem była jednak wyjątkowa i cudem przez nią zdobyta Dracena smocza. Niezwykle urokliwe i ciekawe drzewo. Poza nią kwitło tam też parę niezbyt lubianych przez nią agaw. Nigdy nie rozumiała jak komukolwiek mogły się one podobać jednak kiedy stanęła przez wyborem między kaktusem a agawą, decyzja wydała jej się oczywista. Akurat teraz zakwitło również kilka pięknych juk.
Ogród istniał tylko dzięki znajdującej się w pobliżu oazie, która użyźniała glebę. Shadow nigdy nie zapuściła się aż do samej oazy, jednak zdawała sobie sprawę z jej istnienia. Świadczyły o tym chociażby drzewa i krzewy rosnące w okolicy. Ścieżki przecinały ogród w sposób bardzo naturalny i swobodny a naturalne oczko wodne dopełniało całości założenia. Kiedy jej oczy spoczęły na kamieniach okalających brzeg zbiornika dostrzegła znajomą sylwetkę. Ich oczy spotkały się, niby przypadkiem ale zdawała sobie sprawę z tego, że obserwował ją od dłuższego czasu. Spoglądał na nią jakby od 6 lat wcale nie udawał że jest martwy. Jakby wcale nie zależało mu na tym żeby nikt nie dowiedział się o jego egzystencji. Z uśmiechem na twarzy po prostu się jej przyglądał.
Wstał i wyskoczył do góry, opadając na parapet znajdujący się tuż przed nią. Był bardzo blisko. Ich oczy dzieliły centymetry. Jego orzechowe, wesołe tęczówki nic się nie zmieniły od czasów dzieciństwa. Cieszyła się, że czas w którym były puste minął bezpowrotnie. Nie żeby specjalnie ją to obeszło, jednak wyraz pustki obecny w jego oczach byłby zbyt wielką niesprawiedliwością. Zmieniło się jednak wszystko poza tak dobrze znanymi jej oczami. Włosy które kiedyś dorównywały długością jej były teraz po bokach wygolone, a reszta również skrócona była ustylizowana żelem. Jego niegdyś biała jak śnieg skóra zyskała lekką opaleniznę, zauważyła też kilka tatuaży pokrywających odsłonięte ramiona. Ciemne klasyczne spodnie ninja dopełniała koszulka w odcieniu pomarańczy, jednak po dłuższych oględzinach sprawiała wrażenie lekko wpadającej w żółty. Może była to tylko zasługa zachodzącego słońca, jednak niewątpliwie dodawała mu uroku. Z młodzieńczych kobiecych rysów twarzy nie pozostało wiele. Musiał włożyć dużo pracy w to by nikt nie rozpoznał w nim zmarłego w Kirigakure chłopca.
Kiedy znalazła jego grób i odkopała ciało była przerażona ilością ran. Mieli ze sobą umowę, która zakładała że w razie niebezpieczeństwa zażyją substancje pozorującą śmierć. Oczywiście było to niebezpieczne, jednak ryzyko w tym wypadku się opłaciło. Udało jej się go odratować, podstawowe techniki medyczne pozwoliły mu wytrzymać do czasu jej przybycia jednak był bardzo słaby. Długo dochodził do siebie, a bolesne wspomnienia z walki odbierały mu chęci do życia. Jednak dziś po tamtym feralnym dniu została tylko starannie ukryta przed światem blizna na brzuchu i plecach. Chłopak chichotał wpatrując się w jej twarz. Był ewidentnie rozbawiony. Poczuła spojrzenie Uchihy niemal wypalające dziurę w tyle jej czaszki. Spojrzenie chłopca powędrowało na Itachiego by po kilku sekundach z powrotem spocząć na Shadow. Nie przejął się nim wcale. Potraktował jak element wyposażenia który przykuł wzrok. Szczerze lubiła go za nieprzywiązywanie wagi do jej spraw prywatnych. I innych ludzi. Jego głos rozbrzmiał w pomieszczeniu, był bardzo delikatny i dźwięczny.
-Miło Cię widzieć Sha-chan. Najwidoczniej jestem pierwszy.
Uśmiechał się jak kretyn. Przeczuwała nadchodzącą katastrofę, chociaż jeszcze nie miała podstaw.
-Witaj Ha-kun. Wydaje się, że pan Uchiha Cię uprzedził.
Wyglądał na szczerze oburzonego. Jej obawy sięgały najwyższego szczytu Suny jak nie wyżej.
-Ale on nie brał udziału w wyścigu. To się nie liczy.
No tak.. Banda skretyniałych debili to za mało powiedziane. Wyścig. Urządzili sobie wyścig. No tak, w zasadzie czego miała się spodziewać? Że będą się zachowywać normalnie i z wyczuciem? Marzenie.
-Ilu?
Z jej ust sączył się jad w czystej postaci. Jeszcze ich tu nie ma a już doprowadzają ją do szału.
-Wszyscy. Oprócz Nowego.
-Wspaniale.
Opadła na fotel licząc do dziesięciu.
-Wyprzedziłem ich około kilometra więc powinni się zaraz zjawić.
I oni mieli być poważną grupą shinobi. Dobre sobie. Nie minęło pięć minut kiedy zaczęła wyczuwać chakrę nadciągających 6 osób. Od razu splunęła sobie w brodę za niesprecyzowanie warunków przybycia. Nie myślała, że zrobią z tego aż taką dziecinadę.
-Kto to sprowokował Haku?
Pytanie retoryczne, w myślach już widziała ten pewny siebie, bezczelny uśmiech. Nie zdążyła paść odpowiedź, ponieważ Shadow została brutalnie zaatakowana przez parę nachalnych rąk więżących ją w uścisku.
-No witaj maleńka!
Zabiję, zaszlachtuję, ubiję, zrobię kotlety na obiad i wykarmię resztę. Niech ich wszystkich szlag trafi!

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Rozdział 6 - Dzień pełen wrażeń

Hej! Jest mi bardzo miło ze względu na rosnącą liczbę odsłon. Chcę za to podziękować wszystkim którzy odwiedzili mojego bloga. Jeśli przeczytasz ten rozdział proszę zostaw komentarz, ponieważ zmotywuje mnie to do dalszej pracy. Życzę miłego czytania :)

*
Sasuke miał dość. Suigetsu i Sakura się znali co było wystarczająco dziwne. Był szczerze zdziwiony odnośnie jej, trzeba przyznać, całkiem niezłego zablokowania jego katany. Ciekawiło go jak w przeciągu tych kilku lat się zmieniła. Kiedy ta tajemnicza dziewczyna pojawiła się znikąd w ogniu przypominającym Amaterasu jego brata przez jedną chwilę zastanowił się czy Itachi na pewno oszczędził tylko jego. Postanowił nie wychodzić dziś z pokoju. Byli na terytorium Suny w biały dzień, nie chciał żeby ich obecność tu została wykryta, a gościnność gospodarzy była mu na rękę. Rozejrzał się po zajmowanym przez niego chwilowo pokoju. Urządzony był dość staroświecko. Przypuszczał, że stojące pod oknem ogromne pokryte starannie drzeworytami biurko było antykiem. Ciemne barwy zdecydowanie dominowały w pomieszczeniu. Jedynym dość ciekawym odkryciem był znajdujący się tu imponujący księgozbiór. Staroświeckie drewniane regały pokryte były niezliczoną ilością ksiąg i zwojów. Posegregowane były tematycznie. Większość z nich mówiła o historii shinobi. Pomieszczenie było przestronne. Sasuke spędzał większość czasu siedząc w wielkim skórzanym fotelu stojącym w rogu pokoju, czytając w oczekiwaniu na wieści od swoich informatorów. Nie przybył przecież do Suny w celach rekreacyjnych. Szukał informacji o miejscu pobytu swojego brata. Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że i tym razem to ślepy zaułek. Tym bardziej, że czuł iż w tym domu dzieje się coś dziwnego. Ta czarnowłosa kobieta go niepokoiła. Była dziwna. Jak nie z tego świata. Jej uśmiech nigdy nie dosięgał oczu. Usłyszał pukanie do drzwi. Zignorował je. Ponowiło się. Po czym zza drzwi, dobiegł go melodyjny głos kobiecy głos.
-Uchiha-san, mogę wejść?
-Hn.- zreflektował się że dziewczyna może mylnie zinterpretować jego odpowiedź- Wejdź.
Drzwi otworzyły się ukazując czarnowłosą piękność w granatowej tunice z pod której prawie niezauważalnie wystawały krótkie czarne spodenki. Jej nogi pokrywały czarne kabaretki. Klasyczne długie buty ninja na niewielkim obcasie dodawały jej jeszcze więcej kobiecości. Włosy miała zebrane w warkocz. Stwierdził brak jakichkolwiek ozdób, co dodał do listy jej zalet. Nie była pustą lalą tylko sprytnie podkreślała swoją urodę. Przemówiła tym samym melodyjnym głosem
-Śniadanie jest już gotowe.
Przerwał jej stanowczo wiedząc, że zaproponuje mu zejście na dół.
-Zjem tutaj.
Nawet jeśli ją to zdziwiło nie dała tego po sobie poznać.
-Oczywiście Uchiha-san. - Przypatrywała mu się. Czuł jak analizuje szczegóły jego twarzy. Wiedział, że dosłownie przed chwilą sam robił to samo jednak poczuł się dziwnie nieswojo. Te spojrzenie nie oceniało jego wyglądu. Odwrócił wzrok. W jakim celu tak dogłębnie analizuje jego twarz? Odchrząknął.
-Czy to wszystko?
Dziewczyna wyrwana z przemyśleń wydała mu się zakłopotana.
-Przepraszam, Uchiha-san. Tak.
Jej wzrok spoczął na książce leżącej na jego kolanach. Wzbudziło to w niej zainteresowanie, zauważył ze zdziwieniem.
-Interesujesz się historią shinobi Uchiha-san?- spytała podchodząc do regałów wypełnionych książkami.
-Niespecjalnie.
-Jednak ta książka Cię zainteresowała, prawda?- dziewczyna gładziła grzbiet książki którą wyciągnęła.
Zaintrygowała go. Skąd u diabła wiedziała, że to akurat tę pozycję przeglądał wczorajszego wieczoru? Jeszcze bardziej zbiła go z tropu odpowiadając na niewypowiedziane pytanie.
-Nie ma na niej kurzu, który jest na innych księgach. Co wskazuje, że przeczytałeś właśnie tę. Nie minęły dwa dni odkąd tu jesteś. Musiała Cię zainteresować.
-Trochę
Roześmiała się, a on ze zdziwieniem stwierdził, że po raz pierwszy dostrzegł w jej oczach ślad wesołości. Niewielki i nie trwało to zbyt długo, jednak był taki moment w którym dostrzegł uczucie w jej oczach. Odłożyła książkę i otworzyła drzwi
-Każę przynieść Ci jedzenie. Nie spodziewałam się że jesteście do siebie aż tak podobni, ty i twój brat Uchiha-san.
Zostawiła Sasuke w osłupieniu.

*

Wędrował przez opustoszałe pobojowisko, w bliżej nieznanym celu. Odkąd opuścił siedzibę, nie wiedział dokąd ma się udać. Nie chciał brać udziału w zniszczeniu Suny, a takie były plany Akatsuki. Wiedział, że musi się dobrze ukryć. Minął kolejne ciała. Nie chciał ich zabijać. Nie dali mu zbytniego wyboru. Spojrzał na ciało Kisame. Był jego partnerem przez dłuższy czas i zabicie go nie było dla niego niczym przyjemnym, w porównaniu do powolnego morderstwa Hidana. Z jego śmierci Itachi czerpał niesamowitą wręcz przyjemność. Jego Amaterasu było niezwyciężone. Nawet "nieśmiertelny" Hidan musiał to przyznać. Musiał uciekać zanim reszta ścigających go członków Brzasku wpadnie na jego trop . Ruszył w dalszą drogę nadal nie mając w głowie żadnego sensownego planu. Był ścigany przez wszystkie wioski ninja, a teraz także Akatsuki. Zapomniał jeszcze o swoim młodszym bracie. Wszyscy na tym parszywym świecie pragnęli jego śmierci. Ale czy wszyscy? W głowie mignęło mu wspomnienie pewnej czarnowłosej kunoichi. Spojrzał na swój strój. Charakterystyczny dla Akatsuki płaszcz nadal spoczywał na jego ramionach. Zdjął go i wrzucił w dogasający ogień, który płonął trawiąc pobliską roślinność. Wskoczył na gałąź pobliskiego drzewa, dziękując bogom za lasy które znacznie usprawniały jego ucieczkę. Kolejną z resztą. Całe jego życie jest jedną wielką ucieczką. Jego opaska ninja zsunęła się lekko z jego czoła. Poprawiając ją podjął ryzykowną decyzję o udaniu się do jej prawidłowej właścicielki. Skierował się na trasę do kraju Wiatru. Jeśli uda mu się utrzymać tempo może zdąży dotrzeć do granicy w ciągu trzech godzin. Ale Itachi przywykł do tego, że sprawy zazwyczaj nie idą po jego myśli. Kiedy wyrosła przed nim postać Kakuzu nie był zbytnio zaskoczony. Przyjął postawę obronną. Jednak jego przeciwnik nie miał zamiaru go atakować. Wręcz przeciwnie. Przemówił zbolałym głosem.
-Wydaje mi się czy masz kłopoty Uchiha?
-Od kiedy Cię to interesuje Kakuzu?- spytał nie tracąc czujności Itachi
-Mimo, że z chęcią bym zgarnął nagrodę za Twoją głowę Uchiha, mam na głowie ważniejsze sprawy. Co dziwne wędrujesz w tym samym kierunku co ja. Albo wybierasz się na radę dziesięciu, albo to ogromne zrządzenie losu, że się tu spotkaliśmy.
Itachi nie dał po sobie poznać jak bardzo zaskoczyła go wiadomość przekazana przez jego rozmówcę. Walka z Kakuzu nie wydała mu się na obecną chwilę dobrym pomysłem. Musiał mieć jednak strasznego pecha, jak zwykle z resztą. Kiedy otoczył ich oddział najemników z Ame Gakure no Sato, walka między nimi rozgorzała i nie było czasu na pertraktacje. Itachi wykorzystał swoje umiejętności posługiwania się bronią, zabijając dwóch przeciwników za pomocą kunaiów które trafiły idealnie w punkty witalne. Nigdy nie chybiał. Trzeci przeciwnik okazał się nieco bardziej wymagający, jednak nie był na poziomie który sprawiłby, że Itachi miałby się czego obawiać. Najemnik zaatakował go. Itachi odskoczył i wyciągnął nieużywaną dawno katanę. Zaatakował swojego przeciwnika, ale ten odparł jego atak. Zadawał kolejne ciosy. Odskoczyli od siebie. Itachi nie czekał. Shurikeny poleciały w stronę mężczyzny zanim zdążył wziąć oddech. Kilku uniknął, jednak parę wbiło się boleśnie w ciało zamaskowanej postaci. Itachi westchnął, chciał załatwić to szybko i bez zbędnego zwracania na siebie uwagi. No cóż, chyba nici z tego planu. Jego przeciwnik zbliżył się, znowu atakując bezpośrednio. Itachi odskoczył do góry. Niebywale szybko składał pieczęcie.
-Katon: Ryūka no Jutsu!
Mężczyzna został ranny jednak dalej trzymał się na nogach. Itachiego naprawdę zaczynało to irytować. Nie zamierzał dać ponieść się emocjom, jednak chłodna kalkulacja utwierdziła go w przekonaniu że jego przeciwnik nie potrafi walczyć na dystans. Dlatego ciągle dąży do bezpośredniego starcia. Zanim mężczyzna zdołał zlokalizować Itachiego, jego jutsu już zmierzało w jego kierunku
-Katon: Gōkakyū no Jutsu!
Mimo szybkiej reakcji, facet został zraniony. Itachi był znudzony tą zabawą w kotka i myszkę.
Zanim najemnik zdołał zareagować, był już atakowany przez klony Itachiego. Taijustsu zmusiło przeciwnika do zajęcia zaplanowanej przez Itachiego pozycji. Po raz drugi użył dziś Amaterasu. Patrzył na wijącego się z bólu, irytującego mężczyznę. Kiedy dotarło do niego jak dziwnie cicho było biorąc pod uwagę to, że Kakuzu też walczył. Rozejrzał się i nigdzie nie dostrzegł znanej mu postaci. Zlokalizował źródło jego czakry. Udał się w tamtym kierunku. Kiedy znalazł się na miejscu Kakuzu siedział pod drzewem, cały we krwi a z jego serca wystawał miecz. Na polanie znajdowało się jeszcze 5 trupów. Cała sytuacja była dość dziwna. Jeśli celem najemników był on sam, czemu skupili się na rozdzieleniu ich i próbie zabójstwa Kakuzu? Po za tym jakim cudem udało im się doprowadzić do takiego stanu ten wybryk natury w tak krótkim czasie? Zbliżył się do Kakuzu i nie wiedzieć czemu sarkastycznie zapytał
-Wydaje mi się czy masz kłopoty Kakuzu?
Jego rozmówca roześmiał się.
-Kto by pomyślał, Uchiha ma poczucie humoru. Słuchaj, nie lubię takich sytuacji, Wygląda na to, że tym mośkom udało się mnie zabić. Taak jestem trupem to pewne. Nie żyłbym gdyby nie ta cholerna pieczęć dziesięciu. Muszę komuś przekazać schedę, wiesz? A na dodatek jedyną osobą której mogę ją przekazać jesteś Ty. Nie pałam do Ciebie sympatią Uchiha, jednak nie mam wyjścia. A w takim razie pozostaje mi tylko jedna opcja. Oddać Ci symbol przynależności do tejże wspaniałej instytucji.
Kakuzu zdjął z szyi amulet z i przekazał go mi.
-Gratuluję Uchiha. Jesteś teraz członkiem rady dziesięciu. Twoje zdanie będzie miało ogromny wpływ na kształtowanie nowego świata. Nie martw się amulet zawsze można przekazać komuś innemu. Pieczęć zniknie kiedy zdecydujesz się go przekazać dalej. Jednak wydaje mi się, że władza którą daje skutecznie Cię od tego zniechęci.
Itachi syknął czując pieczenie w prawym ramieniu.
-Poboli i przejdzie Uchiha. Nie myślałem, że jesteś taki delikatny. Mam do Ciebie ostatnią prośbę. Jeśli spotkasz tego rudego sukinkota w czarnej masce przekaż mu ode mnie bolesne pozdrowienia z piekła.
-Możesz na mnie liczyć Kakuzu.
-Bzdura.-Kakuzu odparł z pogardą- W tym świecie na nikogo nie można liczyć Uchiha. Mam jednak nadzieję, że pewnego dnia to się zmieni.

*

Przemoc, przemoc, przemoc. Słowo te jest współcześnie tak nadużywane, że Konan ma go serdecznie dość. Tak samo jak swojej pracy. W przeciwieństwie do Shadow i Sakury nie chciała pracować w oddziale specjalnym. Została więc zatrudniona jako doradca do spraw młodzieży w ośrodku gdzie wychowywały się dzieci które były sierotami lub ich rodzice je odrzucili z powodu posiadania przez nie chakry. Były też przypadki odebrania dzieci rodzicom. Miała właśnie do napisania raport o jednym z takich dzieci. Kosume Mitsui był zamkniętym w sobie, zastraszonym dziesięciolatkiem. Doznał wystarczająco dużo cierpienia w swoim życiu, a ona musiała poddać go bezlitosnej ocenie i opisać wszystko co zdecydował się jej powiedzieć. Wiedziała, że jest to niezbędne biorąc pod uwagę dobro chłopca, jednak nie sprawiło to, że czuła się przez to lepiej. Sama wiedziała, że lepiej niektóre sprawy przemilczeć. Sprawa Kosume przypominała jej o jawnej niesprawiedliwości tego świata. Wzięła dokumenty dotyczące sprawy z powrotem w ręce. Spojrzała na zdjęcia dołączone do raportu. Fotografie przedstawiały zmarłą matkę dziecka. Chociaż "zmarłą" nie wydaje się być tu dobrym określeniem. Kobieta została zamordowana na oczach dziecka. Sprawcą był nadużywający alkoholu i innych używek ojciec dziecka. Obecnie poszukiwany Hisoka Mitsui. Należy zaznaczyć, że ten drań regularnie znęcał się nad kobietą i dzieckiem. Wziełą do rąk pustą kartkę do wypełnienia raportu. W odpowiednie rubryki wpisała numer sprawy, dane osobowe i tak dalej. Wypełniała raport bez chwili zawahania do momentu wypełniania rubryki o charakterze dziecka i jego zdolnościach, a dokładnie do momentu gdy z jej rąk zaczęły spływać słowa "Chłopiec ma ewidentne zaburzenia poczucia własnej wartości, jest przekonany o własnej nieporadności, wykazuje strach przed dorosłymi, unika kontaktu wzrokowego". A co to w ogóle obchodzi bandę tych starych, stetryczałych pierników? Każą wypełniać jej te głupie rubryczki, oceniać innych i wypowiadać się na ich temat. Po co im te informacje. Mogliby się skupić na pomocy temu dziecku a nie na sprawdzaniu czy nadaje się na ninja. Jęk irytacji wydobył się z jej ust. Położyła głowę na biurku, cicho warcząc. Te stare pierdy w głębokim poważaniu mieli dobro tego dziecka. Chcieli tylko ocenić czy jego stan psychiczny sprawia, że jest zdolny do pójścia do akademii. Wiedziała, że czegokolwiek tam nie napisze w mniemaniu tej bandy impertynenckich, zapyziałych staruchów chłopiec będzie zdolny do wszystkiego. Podniosła się pisząc dalej "Chłopiec wykazuje podstawową znajomość technik ninja, ma wiedzę z zakresu historii shinobi, zręcznie posługuje się bronią, nie wykazuje innych wyróżniających go zdolności. Wykonuje polecenia. Jest skłonny do pracy w grupie. Nie wdaje się w konflikty, unika starć z towarzyszami.". Szlag by ich trafił zajęliby się czymś pożytecznym. Uniosła kubek z kawą do ust. Upiła łyk gorzkiej, czarnej espresso. "Nie po to stworzono kawę czarną i gorzką, żeby ją słodzić i zabielać"* przypomniała sobie słowa z ostatnio oglądanego filmu. Podniosła długopis w celu kontynuowania raportu jednak przerwało jej ciche pukanie do drzwi jej gabinetu. Schowała dokumenty do teczki i powiedziała głośno:
-Wejść!
W drzwiach stanął jej podopieczny, wzrok spuszczony na ziemię, uparcie wpatrywał się w starą zniszczoną wykładzinę.
-Przepraszam, że Pani przeszkadzam jednak Ayano i Chie znowu się kłócą. Wygląda na to, że jeśli ktoś nie zareaguje będą się bić.
Jego głos był bardzo nerwowy, dzieciak nie lubił bójek i ludzi którzy w ten sposób rozwiązywali swoje konflikty. Te dwie dziewczyny szczerze się nienawidziły i sprawiały kłopoty odkąd tylko przekroczyły próg tego pożal się Boże domu. Konan odetchnęła, czasem żałowała że nie może już bezkarnie używać przemocy. Szczególnie jeśli chodziło o Ayano i Chie. Z rezygnacją w głosie odpowiedziała chłopcu:
-Prowadź Kosume.

*

Gaara nie mógł czasem uwierzyć w to jak bezpośrednia była Sakura. Zadawała okropnie odzierające z prywatności pytania bez zmrużenia oka i przychodziło jej to tak łatwo, że nie miał pojęcia jak ona to robi. Zdarzało się to dość często. "Gaara, a czemu nie chcesz iść na przyjęcie urodzinowe do Kiby?";"Dlaczego nie napiszesz do Naruto skoro masz ochotę się z nim zobaczyć?"; "Czemu nie kupisz Temari nowego wachlarza na urodziny? Takiego od serca, na przykład z napisem "Siostra kazekage"? ". Ale tym razem naprawdę powaliła go na łopatki. Pytania o miłość nie były jego dobrą stroną. Czemu się w niej zakochał? Czemu pozwolił się jej do siebie zbliżyć? Czemu mu na niej zależało? Zadawał sobie te pytania miliony razy i nigdy nie znalazł w pełni satysfakcjonującej odpowiedzi.
-Sakura... Zadajesz głupie pytania.
-Gaara po prostu odpowiedz, proszę. Zależy mi na tym.
Chciał uciec przed tym niewątpliwie kłopotliwym pytaniem, nie to żeby było trudne. Chciał żeby odpowiedź nie była banalna. Wpatrywała się w niego wyczekująco, swoimi zielonymi jak trawa oczami. Co chciała usłyszeć? Nie miał pojęcia. Co ma jej powiedzieć żeby nie wyjść na głupca? Czasami sam się zastanawiał czy jest do końca normalny. Odchrząknął wiedząc że nie wypada wystawiać jej cierpliwości na próbę.
-Ekhm.. No nie wiem.- Próbował kupić sobie trochę czasu. Myśl Gaara, myśl!
-No więc Twoje włosy są takie różowe i ten niespotykane.- Bełkotał- Masz ładny uśmiech, oczy, figurę. No i jesteś silna. Mądra. Miło się z Tobą rozmawia. Jesteś urocza. Jednak najważniejsze jest to, że nigdy nie oceniasz ludzi po pozorach, po tym co się wydarzyło w przeszłości. Jesteś wspaniała. Dajesz każdemu drugą szansę bo wierzysz, że na to zasługuje. Potrafisz bezwzględnie chronić to co kochasz. Twoje zaangażowanie w relacje z innymi jest godne podziwu. Jesteś wspaniała.
Zakończył swój wywód nie bardzo wiedząc co mógłby jeszcze powiedzieć. Czuł, że jego wypowiedź była dość płytka. Nigdy nie potrafił ubrać w słowa swoich uczuć. Przy Sakurze przychodziło mu to łatwiej jednak dalej miał z tym kłopot.
-Dziękuje Gaara. To urocze.- Pochyliła się ku niemu przyprawiając go o szybsze bicie serca. Nie marnując szansy, przybliżył swoje usta do jej warg. Pocałował ją nad wyraz delikatnie. Było to jak muśnięcie skrzydeł motyla. Kiedy chciał się odsunąć, dziewczyna przyciągnęła go z powrotem, całując go mocniej. Ich pocałunek przeradzał się w coraz bardziej namiętny. Przyciągnął ją zdecydowanym ruchem, zmuszając ją tym samym by usiadła na nim okrakiem. Odsunął różowe włosy, odsłaniając szyję którą z pasją zaczął atakować pocałunkami. Słysząc jej cichy jęk warknął i ponownie pocałował ją w usta. Poczuł jak jej ręce wędrują po jego ciele. Miał już zdejmować jej koszulkę kiedy brutalnie mu przerwano
-Kazekage-sama!
Sakura zawstydzona zeszła z jego kolan, co skwitował kolejnym warknięciem. Zirytowany jak jeszcze chyba nigdy w życiu spojrzał na tego który śmiał przerwać im w takim momencie. Młody shinobi wyglądał na speszonego. Gaara potrafił być przerażający i zdawał sobie z tego sprawę. Postanowił to wykorzystać by już NIKT i NIGDY mu nie przeszkodził w wylegiwaniu się na dachu z Sakurą. Wykorzystując swą moc manipulacji piaskiem aby wokół nigo śmigały bicze z piasku, korzystając z najbardziej budzącego postrach spojrzenia, sprawił, że nowicjusz był przerażony. Zniżył głos i powoli cedził słowa
-Lepiej żeby było to coś ważnego, bo może się to dla Ciebie skończyć Hizouku..
-Hai Kazekage-sama! Dostaliśmy pilne wieści z Konohy!
Gaara każdego dnia przeklinał pokój z Konohą która była najbardziej upierdliwą wioska z którą miał okazję współpracować. Spojrzał na Sakurę i z bólem serca powiedział:
-Przepraszam skarbie, dokończymy to jutro.
-Nie ma sprawy Gaara-kun
Pocałował ją w policzek i udał się do biura z miną męczennika. Kiedy dotarł do biura odpieczętował zwój i odczytał jego zawartość i nie mógł się nie uśmiechnąć. Uzumaki Naruto przybędzie do Suny.

*

Shadow zajęta była sprzątaniem przez większość poranka. Miała niezmierny kłopot z zaplanowaniem gdzie umieści nadciągających gości. Zdecydowała się na lewe skrzydło i przeklinała to po stokroć w myślach. Doprowadzenie do porządku tej części domu zajęło jej pół dnia. Konan była dziś w pracy więc na jej barkach pozostało ugotowanie obiadu i kolacji. Sakura się zmyła, za co nie mogła jej winić. Znoszenie Sasuke nie było czymś czego mogła od niej wymagać. W porównaniu do Itachiego, młodszy Uchiha był bardzo arogancki. Szlag by trafił cały ten przeklęty klan. Są niewątpliwie uroczy jednak gdziekolwiek się nie pojawią sprowadzają tylko kłopoty. Kiedy bezlitośnie cięła marchewki na malusieńkie kawałeczki, poczuła dłoń na swoim ramieniu. Zamachnęła się odruchowo nożem, sprawiając że postać która ją dotknęła odskoczyła wrzeszcząc wniebogłosy,
-Ej, ej, ej! Spokojnie! Chciałem tylko pomóc!
-Suigetsu ty deklu! Mogłam Cię zabić!
-Wiem, po prostu zdaję sobie sprawę, że przygotowania do dzisiejszego wieczora mogą być dość skomplikowane więc chciałem Ci pomóc.
Westchnęłam. Ten wodny świr ze skłonnościami samobójczymi miał rację. Przystąpiłam do dalszego maltretowania niczemu winnych marchewek.
-W czym na przykład?
-Mogę zająć się z Tobą jedzeniem. Będzie tego potrzebne więcej jeśli mają tu zostać. A lepiej dobrze ich ugościć. To pewne.
Była w szoku kiedy Suigetsu ubrał niebieski fartuch Konan i przystąpił do krojenia kolejnych marchewek.
-Gdzie nauczyłeś się gotować?
-Gotować to dużo powiedziane. Jednak z nimi albo zginiesz z głodu albo nauczysz się gotować. Nie chciałem umierać. Wybór był prosty.
-Ohh.. To dobrze. Śmierć przez zagłodzenie nie jest najlepszą z możliwych.
Suigetsu roześmiał się nieco wymuszonym śmiechem. Na krótki moment ciszę między nimi przerywał tylko dźwięk cięcia marchwi. Kiedy jej rozmówca nagle przemówił o mało co nie rozcięła sobie palca.
-Jak się czujesz?
-W porządku.
-A jak ten facet?
-Stan jest stabilny.
Ewidentnie próbował podtrzymać rozmowę w jakimś konkretnym tylko jemu znanym celu.
-Nie przeszkadza Ci obecność Taki?
-To już nie Hebi?
-Sasuke nie przepadał za tą nazwą. Kojarzyła mu się z Orochimaru-sama.
-Staruszek miał poczucie humoru.
-Nieco dziwne te jego poczucie humoru, maltretował mnie kilka lat żeby poznać fizjonomie mojej zdolności.
-Jego metody były nietypowe. Ale w głębi serca nie był do końca zły. Był bardzo zagubiony, zbyt żeby mu pomóc. Ale bez wątpienia uwielbiał ninjutsu. Po prostu pogubił się w drodze do celu.
-Kompletnie oszalał. Koleś był chory. To bardziej niż pewne.
-Odpowiadając na Twoje pytanie, nie przeszkadzają mi. Sasuke bywa irytujący ale nic po za tym.
Przemieszała zawartość garnka, a następnie dorzuciła do środka posiekaną marchew. Wyciągnęła ryż z szafki i nastawiła wodę. Po czym nalała sobie soku do szklanki. Upiła spory łyk
-Nie przypomina Ci o Łasicy?
Zakrztusiła się. Myślała że to koniec. Oczy zaszły jej łzami. Rozpaczliwie próbowała zaczerpnąć powietrze. Suigetsu poklepał ją po plecach z przerażeniem. Kiedy udało się jej wziąć oddech, spojrzała na niego jak na pasożyta.
-Suigetsu. Jeśli chcesz mnie zabić, to preferuje mniej podstępne sposoby. Inaczej jest szansa, że Ci się uda.
-Odpowiesz?
-Owszem przypomina.
-I?
-I nic.
-Tak zupełnie?
-Tak zupełnie.
Gotowali do późnego popołudnia. Żaden członek Taki nie zszedł na obiad, więc Suigetsu zaniósł im posiłki na górę. Odetchnęła, siadając w kuchni przy oknie. Otworzyła je. Chwila świętego spokoju przed przyjazdem tej bandy degeneratów społecznych była jak najbardziej wskazana. Upiła kolejny łyk soku. Zimna ciecz spłynęła po gardle, kojąc jej pragnienie. Zamknęła oczy wsłuchując się w odgłosy pustyni. Przez tę jedną chwilę poczuła, że odpoczywa jednak nie trwało to długo. Wraz z otwarciem oczu cały spokój jaki zdołała osiągnąć prysł. Naprzeciwko niej, na drewnianym krześle siedziała dobrze znana jej postać. Ze wszystkich miejsc w których mogli się spotkać, wybrał akurat jej kuchnię. Jej kuchnię! Czysta abstrakcja. Złożyła pieczęcie modląc się żeby to było głupie genjutsu. Nie było. Spojrzała na niego kolejny raz. Nie przywidziało jej się.
-Co ty tu do cholery robisz?
-Przyszedłem Cię odwiedzić.
-Pytam poważnie.
-Rada dziesięciu.
-Ty do niej nie należysz!- Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem
-Od jakichś dwóch godzin, niestety należę. Nie żeby mi to pasowało. Nawet nie wiem czym jest ta śmieszna Rada.
Rzucił do niej amulet. Prawdziwy.
-Jaki skończony frędzel dał Ci amulet?
-Kakuzu. Nie był zbyt zachwycony przekazując go mi. Ale nie miał zbytniego wyboru.
-Szlag by trafił tych zadufanych w sobie lumpów! Myślą, że mogą rzucać tymi amuletami na prawo i lewo!
-Kakuzu nie żyje.
-Nie wątpię.
-Możesz mi wyjaśnić co tu się tak właściwie dzieje i czym jest ta rada?
-Itachi.. Wydaje mi się że niestety będziesz musiał dowiedzieć się tego z praktyki. Jeżeli ty się pojawiłeś to reszta też niedługo przybędzie.
-Chociaż zarys?
-Dobrze ale nie w kuchni. Mam gości, w tym Twojego brata.
-Co tu robi Sasuke?
Jęknęła. Wspaniale, więcej pytań. Zapowiada się doprawdy wspaniały wieczór. 

 * cytat z filmu "Czas surferów" w reżyserii Jacka Gąsiorowskiego

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Rozdział 5 - Cisza przed burzą

Witaj przybyszu! Serdecznie zapraszam do lektury

*

Shadow siedziała w swoim pokoju. Otaczające ją przedmioty budziły w niej nieprzyjemne uczucie goryczy. Wszystko co się tam znajdywało począwszy od mebli skończywszy na dekoracjach dopełniających koncepcje tego pokoju wydało jej się odpychające. Cała ta otoczka gniazdka szczęśliwej pary.. Największą kpiną były wszechobecne zdjęcia. Zdjęcia przedstawiające ją. Roześmianą z siostrami, przed domem. Z Tsukim na dachu najwyższej wieży strażniczej w Sunie. Z Naruto i Sakurą w Ichiraku Ramen podczas jej krótkiego pobytu w Konosze. Było ich mnóstwo. Każde miało zapełnić pustkę i sprawić by wierzyła, że może być szczęśliwa. Prychnęła. Czuła się wściekła. Na wszystkich. Jak mogła normalnie żyć kiedy każdy dzień sprawia tylko, że jej życie staje się bardziej skomplikowane.. Na przykład Fuu Yamanaka. Spojrzała na swoje dłonie pokryte zakrzepłą krwią. Wspomnienia z wieczora zalały jej głowę..

Sakura sprzątnęła wszystko ze stołu w kuchni. Shadow rzuciła bezwładne ciało Fuu na stół uciskając krwawiące miejsce na klatce piersiowej. Miała dość czakry by zacząć leczenie, jednak postanowiła zdać się na doświadczenie Sakury. Sakura rozłożyła narzędzia i niezbędne środki na pobliskiej szafce kuchennej. Po czym bezzwłocznie przystąpiła do tamowania wypływającej z rany krwi. Nagle odezwała się:
-Ta rana została zadana w sposób nie pozostawiający wątpliwości co do intencji osoby która go zadała. To bardzo trudne do wyleczenia obrażenia, zarówno zewnętrzne jak i wewnętrzne. Nawet jeśli uda się coś z tym zrobić nie zagwarantuje, że przeżyje.
Shadow nie odpowiedziała. Sakura uwolniła medyczną czakrę i przystąpiła do leczenia. Shadow spoglądała na tą scenę, marząc żeby to był tylko wyjątkowo pokręcony sen. Kiedy jednak jej wzrok przykuła spływająca z dębowego stołu krew, o bordowej głębokiej barwie, powoli opadająca kropla po kropli na jej czyściutkie bielutkie kafle uznała, że z całą pewnością nie może być to sen. Ocknęła się z zamyślenia i postanowiła działać. Podeszła do Sakury. Skupienie widoczne na jej twarzy wyrażało więcej niż słowa które wypowiedziała chwilę później.
-Jeśli mi nie pomożesz stracimy go. Weź ręczniki. Przytrzymaj. Tu. Zaczynamy leczenie w środku. Trzeba poskładać tkanki do kupy. Skup się na zatamowaniu krwawienia.
To była najdłuższa operacja w której brała udział.


Podążyła do łazienki. Odkręciła wodę pod prysznicem, zrzuciła z siebie ubranie. Zerknęła za siebie przez ramię. W ogromnym lustrze odbijało się to czego nienawidziła najbardziej. Nie był to wcale okropny widok. Jednak dla niej zawsze będzie się kojarzyć z tamtym wydarzeniem. Wzór układający się z licznych blizn, przedstawiał smoka w kole utworzonym ze znaków kanji. Kiedy weszła pod strumień wody, poczuła się odprężona. To był ciężki dzień. Nie przepadała za długimi kąpielami, więc szybki prysznic w zupełności wystarczył. Upewniła się, że cała krew została zmyta z jej ciała i ubrała się w pierwszą lepszą rzecz która wpadła jej w ręce.

Ponownie znalazła się w sypialni. Jej wściekłość powróciła ze zdwojoną siłą. Rozdrażniona zaczęła ściągać fotografie ze ścian. Kiedy dotarła do zdjęcia, które przedstawiało ją na tle ogromnego wodospadu, ramki które trzymała w rękach  rzuciła za siebie. Zdjęła pokaźnych rozmiarów fotografię odkrywając znajdujący się pod spodem sejf. Sama nie wiedziała dlaczego potrzebowała przestrzeni na te rzeczy. Jednak potrzeba zobaczenia zawartości sprawiła, że go otworzyła. Zawartość sejfu z pewnością nie była tym czego można się spodziewać. Kilka teczek i dwa drewniane pudełka. Sięgnęła po dolne pudełko. Zawahała się przed otworzeniem go. Spojrzała na zegarek. Była 3:30. Odłożyła pudełko i podeszła do drzwi, przekręcając klucz w zamku. Poczuła się nieco głupio jednak nie chciała żeby ktoś przyłapał ją na tym co zamierzała zrobić.
Usiadła na podłodze i otworzyła je. W środku znajdował się ochraniacz z godłem Konohy, koperta i złożone starannie czarne kimono z godłem Uchiha. Przejechała ręką po idealnej jedwabnej tkaninie. Zimno które od niej biło sprawiło, że poczuła ulgę. Chociaż jej wspomnienia związane z Konohą nie są najprzyjemniejsze, te kimono przypominało jej że nie wszystko co ją tam spotkało było aż takie złe. Spotkała tam kogoś kto był tak samo złamany jak ona. Jeśli nawet nie bardziej niż ona. I Przywołała wspomnienie najcudowniejszego człowieka jakiego spotkała w życiu.

Itachi Uchiha. Młody geniusz. Kapitan ANBU. Spadkobierca rodu Uchicha. Chodzący ideał. Miał wspaniałe puste czarne oczy. Tak samo puste jak jej. Ta pustka ich połączyła. Sama nie wie jak to się do końca wydarzyło. Po prostu milczenie razem dawało im coś co dało nazwać się pewnego rodzaju komfortem. Kiedy się poznali Shadow należała do elitarnej jednostki uderzeniowej. Nigdy nie miała aspiracji na bycie dowódcą. Itachi był jedyną tak młodą osobą w ANBU, na tak wysokim stanowisku. Ona była drugą. To sprawiło, że pod dowództwem Itachiego stworzyli najbardziej śmiercionośny duet w ANBU. Byli zwykłymi partnerami. Trochę skrzywionym przykładem przyjaźni z konieczności. Jednak to była jedyna prawdziwa rzecz którą posiadali. I to im odpowiadało. Do czasu kiedy Korzeń się nimi zainteresował. Zaczęły się jeszcze bardziej wymagające misje. Jeszcze więcej pościgów. Więcej ciągnących się za nimi trupów. Więcej okrucieństwa. I wtedy ją złamali. Itachi nie wiedział. Nie chciała. Chciała dalej mieć tę jedyna strefę komfortu, która jej pozostała. Długo udało jej się utrzymać to w tajemnicy, uparcie nie chciała mu zdradzić co ją dręczy. Wszystko zmieniło się pewnego dnia kiedy w zbyt młodym wieku napili się zbyt wiele sake. Kiedy otworzyła się przed nim. Wyznała co zrobił jej Korzeń za nieposłuszeństwo. O zwerbowaniu jej przyjaciela. O wszczepieniu. Nie miała pojęcia o tym że Itachi tej samej nocy zabije cały swój klan. W tym te 3 osoby z klanu Uchiha które uczestniczyły w tym co ją spotkało i które zostały zabite w wyjątkowo brutalny sposób. Nie przypuszczała, że dostanie rozkaz pościgu za Itachim. Pościgu w celu wykonania kary śmierci. Danzo pomimo strachu który przed nią odczuwał, wiedział że ona także się go boi. Jednak nigdy, po tym co się stało nie wezwał jej do siedziby Korzenia. Zawsze spotykali się twarzą w twarz, na otwartej przestrzeni. Nie wiedziała wtedy jak wielką moc podarował jej Danzo. Chciał ją zabić. Nie był świadomy tego, że Shadow może być osobą która jest w stanie to kontrolować . Ponieważ nie mogła odmówić wykonania rozkazu wróciła do mieszkania po niezbędny ekwipunek. Czyli strój, pigułki i katanę. Kiedy zauważyła leżące na jej łóżku kimono i kopertę. Otworzyła kopertę i przeczytała list. Schowała rzeczy które jej pozostawił. Przebrała się i wyruszyła w pościg. Nie musiała wyszukiwać ścieżki jego czakry. Ani innych którzy dołączyli do niej by zabić Itachiego. Parła na przód najszybciej jak mogła. Kiedy natrafiła na ciała poległych towarzyszy nawet się nie zatrzymała. Udało się im go dogonić. Jej nowy kapitan wydał rozkazy. Kiedy jej oczy spotkały się z jego była już pewna tego co postanowiła. Odcięła swojemu nowemu kapitanowi głowę a pozostałych towarzyszy wykończyła razem z Itachim. Wiedziała, że to jej jedyna szansa na przeżycie. Tego samego wieczoru przed wyruszeniem w pościg wysłała wiadomość o rezygnacji z służby do trzeciego. O jej działalności w Korzeniu nie wiedział nikt. Oprócz Danzo, Fuu i osoby która razem z nią wykończyła wszystkich którzy byli tego świadomi. I wtedy Shadow po raz pierwszy od śmierci rodziców (a raczej ludzi których uznawała wtedy za rodziców), po stracie sióstr, wszystkich przygodach przed dotarciem do Konohy, po Korzeniu, po zdradzie Fuu, po wszczepieniu, po wszystkim co ją spotkało, po raz pierwszy poczuła się wolna. Stojąc na tej polanie, pokryta krwią, resztkami tkanek, przepełniona szaleńczym uczuciem wolności, siły i pewności swoich możliwości, czuła się jak królowa świata. Spojrzała w oczy swojego towarzysza których pustka znikła na tę jedną chwilę po wspólnie dokonanym mordzie by dać jej do zrozumienia, że czuje to samo. Podbiegła do niego, nie zważając na nic. Rzuciła się na niego śmiejąc się szaleńczo. Byli wolni. Itachi odwzajemnił jej uścisk. I wtedy w tej makabrycznej scenerii stała się rzecz oczywista. Shadow zakochała się w Itachim. A on patrząc na jej szalone oblicze nie odezwał się ani słowem. Otaczała ich tylko słodka cisza i legion trupów. I to było właśnie tym za co najbardziej na świecie uwielbiała Itachiego Uchihę.


Spojrzała na kopertę, i otworzyła ją. Idealnie wykaligrafowane były na niej słowa: "Jeśli możesz uciekaj stąd jak najszybciej. Przepraszam." Itachi był jedynym człowiekiem który ją przeprosił, chociaż prawdopodobnie nie miał pojęcia ile to dla niej znaczyło. Sprawił, że automatycznie nie potrafiła zostawić go samego na pastwę oddziałów ANBU. Więc uciekła z nim. Nikt nigdy nie odkrył jak Itachiemu po wymordowaniu całego klanu, udało się stawić czoła tak wielkiej ilości wykwalifikowanych członków ANBU. Wyjęła ochraniacz i spojrzała na widoczne na nim zarysowania. Uśmiechnęła się czule gładząc krawędzie metalowej płytki, wyczuwając każdą nierówność. Odwróciła go by przyjechać po wyszytym na tkaninie imieniu i nazwisku. ITACHI UCHIHA. Wymienili się ochraniaczmi kiedy ich drogi musiały się rozejść. Schowała wszystko do pudełka i zamknęła je w sejfie. Zakryła go zdjęciem. I z uśmiechem zdjęła wszystkie inne ze ścian. Te jedno było wyjątkowe. To wspomnienie czasu, który formalnie nie istniał. Wspomnienie z czasów kiedy była wolna. A po za tym to jedyny namacalny obraz jej czasu spędzonego z Itachim. Był cholernie dobry nawet w robieniu zdjęć. Ta fotografia jako jedyna mogła dać jej nadzieje na lepsze jutro. Schowała przedmioty głęboko pod łóżko. Z resztą zaczeka dopóki ich niespodziewany gość nie wybudzi się ze śpiączki. Ma bardzo wiele pytań o okoliczności "śmierci" Tsukiego. A teraz musi zająć się przygotowaniami do rady dziesięciu.

*

Sakura Haruno była oficjalnie wykończona. Kiedy udało jej się jakimś cholernym cudem poskładać rozciętego Fuu to jedyną rzeczą, której pragnęła to dobrze się wyspać. Jednak nie było jej to dane gdyż o godzinie 8.00 Konan postanowiła ją obudzić. Kiedy zeszła na dół w jadalni stało już gotowe śniadanie. Przy stole siedział Suigetsu i dwóch jego kompanów. Jej ulubieńca brakowało. Odpowiedzi na niewypowiedziane pytanie o miejsce jego pobytu udzieliła jej Shadow niosąca tacę z lemoniadą.
-Sasuke postanowił zjeść dziś sam.
-Och. W porządku.
-A tak po za tym ty i Suigetsu wisicie mi szczegółowe wyjaśnienie tego co się wczoraj wydarzyło.
-Jasne.
Sakura praktycznie nic nie zjadła. Nie miała ochoty na towarzystwo Taki. Ani Shadow. Nie dziś. Po skończonym posiłku udała się do wioski. Przemierzając dobrze znaną jej drogę do gabinetu Kazekage wpadła na postać w czarnym kapturze. Szybko się oddalił, jednakże takich wędrowców było tu mało. Ruszyła dalej puszczając w niepamięć dziwnego jegomościa. Pokonała drogę w zadziwiająco dobrym czasie. Kiedy wesoło przeskakiwała ze schodka na schodek, spotkała Matsuri. Sakura wiedziała, że dziewczyna za nią nie przepada. Matsuri była zaskoczona jej widokiem i chyba nieco zezłoszczona, jednak Sakura skinęła jej grzecznie głową i poszła dalej. Ta dziewczyna była chodzącą bombą i nie zamierzała tracić na nią czasu. Chciała przez chwilę poczuć się swobodnie. Dotarła pod drzwi gabinetu. Zapukała. Po chwili usłyszała ciche wejść. Otworzyła drzwi i nie mogła pohamować uśmiechu na widok rudej rozwichrzonej czupryny wystającej zza kupki a raczej kilku dość pokaźnych kupek dokumentów. Zaśmiała się.
-Kilka dni mnie nie ma a Ty już masz zaległości Ouji-kun.
-Sakura!- Jego głos przepełniała ulga-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że przyszłaś.
Wstał i podszedł do niej. Przytulił ją w charakterystyczny dla niego sposób, jakby lekko wahał się czy może ją dotknąć. Zachichotała. Był taki słodki. Ale zarazem śmiertelnie poważny. Pełen sprzeczności. Przyciągnęła go do siebie, wtulając się w niego.
-Strasznie się nie wyspałam.
-Męczyła Cię sytuacja z Shadow?
-Jaka sytuacja?-zmarszczyła brwi
-Nie powiedziała Ci?- Gaara wydawał się dogłębnie zszokowany
-Czego?
Gaara stał się nagle niesamowicie poważny, chwycił ją za rękę i poprowadził ją w stronę kanapy.
-Usiądź.- posłusznie wykonała polecenie- Sakura.. Tsuki nie żyje.
-Co?- spojrzała na jego twarz z niedowierzaniem- Jak to się stało?
-To prawdopodobnie robota Akatsuki.
Była w szoku. Zupełnie nic z tego nie rozumiała. Shadow nie była typem człowieka który ze swoimi problemami przychodzi do drugiej osoby. Dusiła emocje i wspomnienia głęboko w sobie rzadko kiedy pozwalając sobie na wyrażanie smutku czy żalu. Inaczej miała się rzecz z wyrażaniem pozytywnych emocji, jak była szczęśliwa dorównywała w głupocie Naruto. Jednak wątpiła w to że nie przekazałaby jej tak istotnej informacji.
-Sakura myślałem, że Shadow sama będzie chciała przekazać Ci tą wiadomość.
-Och. Była bardzo zajęta. Mieliśmy wczoraj atak szczurów w piwnicy. Zamknęła się tam i na nie polowała.- Dopiero jak to powiedziała zdała sobie sprawę jak to brzmi. Nie chciała okłamywać Gaary jednak raczej nie spodobałby mu się fakt ukrywania Sasuke i jego bandy w jej domu, więc zdecydowała się na dość wyszukaną przenośnię co do wydarzeń z poprzedniego dnia.- Myślałam, że wkurzyło ją ich drapanie i dlatego się tak zawzięła. Jeden dogorywał w naszej kuchni jak ją ostatnio widziałam.
-Nie mówiłaś, że macie problemy z gryzoniami
-Bo już nie mamy. Może zostawmy temat szczurów. To co się stało z Tsukim jest straszne. Ale przecież trzeba się z tym liczyć, prawda? Taka nasza praca. Albo my albo oni. Walczymy do końca. Jednak nie znałam Tsukiego zbyt dobrze. Będzie mi go brakować. Nie powiem jednak żebym była jakoś specjalnie pogrążona w żałobie. Przykro mi tylko z powodu Shadow.
Stek kłamstw wyciekł z jej ust. Była w tym coraz lepsza. Bycie lojalną bywa bardzo trudne.
-Myślałem, że gorzej to przyjmiesz.
Na twarzy Gaary malowała się ulga. Zdecydowanie nie miał ochoty na żałobę. Gaara niespecjalnie przepadał za Tsukim. Był on dziwny w czym Sakura absolutnie się zgadzała. Nie miała pojęcia co Shadow w nim widzi jednak nie była to jej sprawa. Szczerze wątpiła również w jego śmierć, biorąc pod uwagę spokój Shadow. Jednak dziś wieczorem przydałaby im się męska obstawa. Rada to nie przelewki. Same typy spod ciemnej gwiazdy. I to od niech zależy czy będą skłonni ich poprzeć. Ciężka sytuacja. Jednak Shadow ma szczególny dar przekonywania ludzi. Poprzez strach jaki czują w jej obecności.
Gaara widząc zmartwienie na jej twarzy zaproponował przerwę na obiad. Poszedł powiadomić o tym straże. Podczas jego nieobecności Sakura posegregowała dokumenty i bałagan na biurku stał się o wiele mniejszy. Z doświadczenia wiedziała, że w godzinę Gaara poradzi sobie z tym zadaniem. Uśmiechnęła się kiedy usłyszała świst wciąganego powietrza. Gaara wpatrywał się w nią z niekrytym podziwem.
-Jesteś wspaniała.
Zarumieniła się. Dalej nie przywykła do bycia aż tak docenianą. W Konosze Tsunade po 5 minutach miałaby na biurku to samo, a za posegregowanie dostałaby co najwyżej opiernicz. Udała się z Gaarą na dach budynku. Rozlegał się stąd widok na całą wioskę. Sakura uwielbiała spędzać tu czas. Gaara objął ja w talii i w ciszy spoglądali na tętniącą życiem wioskę. Odkąd Sakura tu zamieszkała coraz więcej ludzi przybywało do Suny. Było to spowodowane plotką, że nawet uczennica Hokage wybrała to miejsce zamiast swojej wioski.
-Zamówiłem chińszczyznę na wynos.- Gaara wręczył jej pudełko- Przepraszam, księżniczko. Tylko tyle zdołałem zorganizować naprędce. Pokornie proszę o wybaczenie.
Kochała jego uśmiech. Był cudowny. Gaara był cholernym dupkiem który lubił jej dogryzać, co doprowadziło do tego, że ona też nie pragnęła niczego tak bardzo jak mu się odciąć. Na tym polegała chemia między nimi. Ona miała wojowniczy charakter, a on nie wiedzieć czemu uwielbiał ją prowokować. To sprawiało, że przyciągali się jak magnez.
-Och no cóż. Wybaczam Ci mój rycerzu w rdzawej zbroi.- Powiedziała zachowując powagę- Jednak oczekuję poprawy.
-Oczywiście ma pani. Jutro wieczorem? Przygotuję najwspanialszą kolację w całym kraju Wiatru, jeśli tylko zaszczycisz mnie swą obecnością.
-Z ogromną przyjemnością.
-Jesteśmy umówieni. A póki co smacznego Księżniczko.
-Smacznego Książę.
Ta chińszczyzna była spełnieniem jej dzisiejszych marzeń, a obietnica wspólnej kolacji, a co za tym idzie wieczoru była absolutnie całkowitym spełnieniem jej marzeń. I prawie zapomniałaby o najważniejszym. O czymś co ostatnio utknęło jej w głowie i nie mogła przestać o tym myśleć. Kiedy skończyli jeść, zdobyła się na odwagę i odezwała się.
-Gaara? Mogę Cię o coś spytać?
-Jasne, że tak.
-Dlaczego się we mnie zakochałeś?